R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 17751575 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-04-25
Witamy na stronie Kurek-Rowery.pl

 

"Eurobajki" górą w Wilanowie
Wielkopolanie zdominowali
inauguracyjny maraton Vienna Life Lang Team
 

Mariusz Gil przed Wojciechem Halejakiem na wilanowskim bruku.
Fot. Szymon Gruchalski

– Zaczęliśmy cykl Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe, impreza odbywała się w Warszawie, od mocnego uderzenia: od zwycięstwa drużynowego oraz pierwszych miejsc Mariusza Gila i Zuzanny Madaj na dystansie Grand Fondo - mówi Piotr Pawlak, szef Euro Bike Kaczmarek Electric Team. 

I dodaje: – Startowaliśmy w Wilanowie w licznym, bo 27-osobowym składzie. Tak rozpoczęliśmy jedenasty rok rywalizacji w najbardziej medialnym i prestiżowym cyklu maratonów MTB w Polsce (pod znakiem Skandii i Czesława Langa do roku 2016, w tym sezonie Vienna Life Lang Team). W minionej dekadzie triumfowaliśmy sześć razy drużynowo.


Zuzanna Madaj wygrała rywalizację kobiet na trasie Grand Fondo (86 km).
Fot. Piotr Pawlak

Było chłodno, wiatr dawał się dokuczliwe we znaki wszystkim zawodniczkom i zawodnikom. Organizatorzy przygotowali płaską i szybką trasę.

Na dystansie Giga (86 km) już na początku zaatakowała trójka zawodników: Mariusz Gil i Andrzej Kaiser (obaj Euro Bike Kaczmarek Electric Team) i Wojciech Halejak (JBG-2). Odjechali dość wcześnie rywalom i z kilometra na kilometr powiększali przewagę nad nimi. Wyniosła ona na mecie ponad trzy minuty. Finiszował najszybciej Mariusz Gil przed Wojciechem Halejakiem i Andrzejem Kaiserem.

Wśród pań pewnie triumfowała koleżanka Mariusza Gila - Zuzanna Madaj. 


Andrzej Kaiser niezmiennie w znakomitej formie. Kolarza z Bytowa zobaczymy w sobotę na maratonie MTB w Obornikach.
Fot. Szymon Gruchalski

– Wyścig rozegrał się na zjeździe z wału. Wtedy dostaliśmy potężny czołowo-boczny podmuch. Kto to wytrzymał jechał po zwycięstwo. Praca Andrzeja była nie do przecenienia, bo jednak jest ode mnie wyższy o dwie głowy, więc mogłem spokojnie za nim jechać i w odpowiednim momencie zaatakować. Jeździłem w tym roku dużo po szosie, więc cieszę się, że już na początku sezonu to się przydało. Mam nadzieję, że utrzymam taką formę jeszcze długo - mówił zmęczony, ale zadowolony Mariusz Gil.

Na dystansach Medio i Mini triumfowali odpowiednio Arkadiusz Petka (Lew Lębork) i Sławomir Pituch (Euro Bike Kaczmarek Electric Team).


Uroki podwarszawskiej okolicy.
Fot. Szymon Gruchalski

W Wilanowie pojawiło się około 800 amatorów ścigania - od zawodowców aż po małe dzieci, które wystartowały w Paradzie Rodzinnej na rowerkach biegowych

W Warszawie dobrze wypadli także zawodnicy z innych wielkopolskich teamów: Adam Adamkiewicz (REAL 64-sto) był ósmy na Grand Fondo, natomiast Hubert Semczuk (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link) - dziesiąty (najmłodszy zawodnik z pierwszej dziesiątki - 1995). Na trasie Medio (65 km) w pierwszej piętnastce znalazło się aż siedmu zawodników z naszego regionu: 2. Michał Górniak (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link), 2. Wojciech Mizuro (REAL 64-sto), 10. Błażej Surowiec (Euro Bike Kaczmarek Electric Team), 11. Krzysztof Orlik , 12. Paweł Bober (Euro Bike Kaczmarek Electric Team), 14. Patryk Krajewski (Euro Bike Kaczmarek Electric Team), 15. Mateusz Kanoniczak (Agrochest Team), Katarzyna Hendrzyk-Majewska (REAL 64-sto) była trzecia open wśród pań na tym dystansie. Na Mini (43 km) Przemysław Mikołajczyk (Agrochest Team) był trzeci open i przegrał ze zwycięzcą Sławomirem Pituchem zaledwie o osiem sekund.


Znakomici kolarze i piękne panie. Mariusz Gil i Wojciech Halejak. Wilanów, 22 kwietnia 2017.
Fot. Szymon Gruchalski

Drużynowo najwięcej punktów zdobyli w Wilanowie "Eurobajki" z Poznania - 1885, na drugim uplasował się leszczyński REAL 64-sto - 1808, na trzecim Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link z Poznania - 1806.

22 kwietnia to ważny dzień dla Warszawy, bo rowerzyści pojawili się nie tylko na trasie maratonu w Wilanowie ale także zainaugurowali kampanię "Rowerowy Maj", w której dzieci ze stolicy mają jeździć do szkoły rowerem.

Teraz zawody przenoszą się do Krakowa. Na Błoniach odbędę się drugie zawody z cyklu Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe.


Przed startem w Wilanowie.
Fot. Szymon Gruchalski

– Mamy nadzieję, że w Krakowie pogoda będzie już dużo lepsza, w końcu to południe Polski. W Wilanowie pięknie rozpoczęliśmy sezon i teraz nie zostaje nam nic innego jak kontynuować go w kolejnych zawodach. Przed nami jeszcze pięć maratonów, więc wszyscy, którym nie poszło w Warszawie będą mieli szanse na rewanż - podsumowała rywalizację Agata Lang, zastępca dyrektora generalnego Lang Team i wiceprezydent Europejskiej Unii Kolarskiej.

W Grodzie Kraka kolarze zameldują się 13 maja 2017.

Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe w Warszawie - zwycięzcy:

Mini (43 km): Sławomir Pituch (Euro Bike Kaczmarek Electric Team), Joanna Gumieniak (Mayersport Autoserwis Bike Team)

Medio (65 km): Arkadiusz Petka (Lew Lębork), Urszula Luboińska (Trezado Biketires.pl)

Grand fondo (86 km): Mariusz Gil (Euro Bike Kaczmarek Electric Team), Zuzanna Madaj (Euro Bike Kaczmarek Electric Team)

Pełną listę wyników można znaleźć na stronie:
hlttp://www.viennalifemaraton.pl/maraton-warszawa

 

 

Tęczowa koszulka
ozdobi salon w Pruszkowie
Adrian Tekliński o swej karierze
i swym sukcesie w Hongkongu



– Miałem 11 lat, był wrzesień 2001 roku, gdy wystartowałem w swym pierwszym wyścigu kolarskim. Odbywał się niedaleko Brzegu, w Czeskiej Wsi. Byłem żakiem i w debiutanckiej rywalizacji na szosie o ogólnopolskim wymiarze wypadłem bardzo dobrze. I choć jazdy na trzech rundach po 2 kilometry każda nie wygrałem, to jednak okazało się, że w tej kategorii wiekowej jestem najlepszy z zawodników Opolszczyzny. W nagrodę otrzymałem rower górski marki "Kross" - mówi Adrian Tekliński, torowy mistrz świata.

– Mam go do dzisiaj. Jest moją pierwszą nagrodą, nie stracił przez lata bordowego koloru. Otwiera listę mych kolarskich osiągnięć - przypomina czas sprzed prawie 16 lat najbardziej znany mieszkaniec opolskiego Brzegu. Wcześniej próbował tenisa i piłki nożnej. 
 
Urodził się 3 listopada 1989 roku w tym mieście. Tutaj rozpoczął edukację w Szkole Podstawowej nr 1 przy ulicy Piastowskiej i wkrótce dał się poznać jako uzdolniony uczeń i sportowiec. Jest czerwiec 2002 roku i prawie trzynastoletni Adrian Tekliński jedzie z kolegami do Bydgoszczy na ogólnopolski finał Czwartków Lekkoatletycznych. Na stadionie Zawiszy skaczą wzwyż, biegają 60 metrów i 1 kilometr oraz rzucają piłką palantową. Młodzi ludzie z Opolszczyzny zajmują 4. miejsce, a w składzie szkolnej drużyny jest późniejszy reprezentant Polski w skoku wzwyż Bartosz Krocz (rekord życiowy - 2 metry 13 centymetrów).

– To był mój pierwszy sukces sportowy z rozgłosem. W drodze powrotnej z Bydgoszczy do Brzegu, gdy byliśmy w pociągu, dzwonili do nas przedstawiciele mediów z rodzinnego miasta, wypytując o szczegóły lekkoatletycznej rywalizacji - mówi 27-letni kolarz.

– Dziś przeżywam to samo, tyle że w zwielokrotnionej skali. Redakcje sportowe radia i telewizji, także prasowe chcą ze mną rozmawiać. Pytają o szczegóły przygotowań do torowych mistrzostw świata w Hongkongu, o moją dotychczasową karierę sportową, dosłownie o wszystko, o to jak jechałem po tęczową koszulkę championa globu w scratchu - mówi wielce sympatyczny mieszkaniec Brzegu. I dodaje: – To także wiele spotkań innych, jak choćby z władzami Brzegu. Tymi spotkaniami spłacam kredyt zaufania wobec kolarstwa, pięknego sportu. I wpisuję się w kreowanie polskiej siły cyklizmu, dopisuję torową cegiełkę do osiągnięć Michała Kwiatkowskiego, Rafała Majki, czy też Mai Włoszczowskiej i Kasi Niewiadomej.
 
Nie miał żadnej taktyki na ten wyścig. Niczego z góry nie zakładał. Ale przed startem swoistego bodźca otrzymał od Dariusza Banaszka - prezesa Polskiego Związku Kolarskiego. – Spróbuj zawalczyć, bądź odważny, zaryzkuj - tak odczytuję gesty i może słowa pana Darka - mówi. 
 
Czym jest scratch? Wytrzymałościową konkurencją torową. Jedzie się 15 kilometrów rozpisanych na 60 rund. Jest ponad dwudziestu rywali, jak w Hongkongu, i trzeba przez cały czas zachować czujność. 
 
– Nie wyliczę co do centymetra, kiedy zaatakowałem. To było, plus minus, siedem rund przed finiszową kreską. Cisnąłem z całej siły, odjeżdżałem rywalom z prędkością ponad 65 kilometrów na godzinę. I tak kilka rund. Ostatnie dwie to była walka z bólem, na granicy ludzkich możliwości. Wytrwałem, dojechałem pierwszy do mety. Ale nie od razu dotarło do mnie, że jestem mistrzem świata na torze - wraca do zdarzeń sprzed ponad tygodnia. 
 
– Otoczyli mnie koledzy i koleżanki z reprezentacji Polski, prezes Dariusz Banaszek, trener Jacek Kasprzak. Fruwałem w powietrzu, były łzy, radość nie do opisania. I podium, i Mazurek Dąbrowskiego. I docierająca do mnie z każdą kolejną minutą świadomość, że jestem mistrzem świata. I telefon z Polski: od rodziców - ich wielka radość. 

– Na tą chwilę pracowałem całe swe sportowe życie. Od tego wyścigu 11-letniego żaka Adriana Teklińskiego w Czeskiej Wsi pod Brzegiem do 13 kwietnia 2017 minęło prawie szesnaście lat. Tyle już jestem w kolarstwie. Wytrwałem w tym sporcie, choć momentami nie było łatwo. Warto było się trudzić, by zostać mistrzem świata.

W lipcu 2006 po raz pierwszy jako junior założył koszulkę reprezentanta Polski, gdy pojechał na torowe mistrzostwa Europy juniorów do Aten. Tam zdobył swój pierwszy medal kontynentalny - brązowy razem z dwoma kolegami (Konrad Dąbkowski i Paweł Sarnecki) w drużynowym wyścigu sprinterskim. Ten sukces przesądził o tym, że postanowił być dalej kolarzem.

Przed rokiem pod Paryżem został wicemistrzem Europy w scratchu, przed dwoma laty w Szwajcarii brązowy medal tej specjalności w wymiarze Starego Kontynentu. I teraz doszło złoto. Światowe złoto, upragnione, wyśnione.

– Urodziłem się w Brzegu, tutaj rozpocząłem edukację i zdałem maturę, stąd ruszyłem do Krakowa na studia nauk politycznych. Ale w tym opolskim mieście nad Odrą przez długie lata pociłem się i trenowałem kolarstwo. Moim pierwszym trenerem był Franciszek Moszumański, moimi miejscami do jazdy zielone tereny Brzegu. Jest ich tutaj sporo. Jestem fanem tego miasta, którego urodę podkreśla Zamek Książąt Polskich (mały Wawel). Lubię tu odpoczywać, nabierać energii. Wszystko, czego nauczyłem się w kolarstwie, chłonąłem w rodzinnym mieście. Ale teraz zdecydowałem się zmienić miejsce zamieszkania. 
 
– Przenoszę się do Pruszkowa, by być blisko polskiego toru kolarskiego. Mam już tutaj mieszkanie i wspólnie z moją sympatią Martą (dzięki niej moja kariera nabrała rozpędu) je urządzamy. Kiedy już wszystko będzie poustawiane, porozwieszane, przestrzennie dopieszczone, otóż na koniec na ścianie salonu zawiśnie tęczowa koszulka mistrza świata. Mam naturę sportowca - wojownika, ale też i humanisty. I gdybym miał określić to, co się zdarzy w związku z przeprowadzką, określiłbym krótko: Tęcza "Tekli" promieniować będzie w Pruszkowie!

– Ktoś może zapytać, dlaczego opuszczam Brzeg i ukochanych rodziców oraz siostrę Aleksandrę - koszykarkę? Odpowiedż jest prosta: wracałem do Warszawy z Hongkongu ze złotym medalem i informacją wyrażoną przez szefa UCI Briana Cooksona wobec prezesa PZKol Dariusza Banaszka, że światowy championat na torze w roku 2019 odbędzie się właśnie w Pruszkowie. 
 
Tutaj Adrian Tekliński w roku 2009 po raz pierwszy startował w mistrzostwach świata. – Sportowiec winien mieć marzenia. Śniłem po nocach o złocie. Teraz myślę już głośniej i publicznie o powtórce tego sukcesu. I nie gdzieś w Azji, ale w sercu Polski, na klasycznie zbudowanym przed laty torze. Dobrym, solidnym, na którym wyrosły sukcesy koleżanek i kolegów z biało-czerwonej reprezentacji.

 Za dwa lata nie będzie miał jeszcze trzydziestu lat. W Hongkongu jechał na rowerze marki Cervello, kołach Mavic i komponentach firmy 3T. Ma go do swej dyspozycji od dwóch lat. – Kiedy zobaczyłem, jak Sebastian Malecki (mechanik kadry) go przygotował, jak dumnie i błyszcząco lśnił na stojaku, pomyślałem sobie: – Będzie dobrze.

Biegnie jego jedenasty rok przygody z kolarstwem torowym. – Wyrośliśmy, mamy dobrych kolarzy, świetna atmosfera panuje w kadrze narodowej - podkreśla. – Gonimy najlepszych na świecie, a przecież w tym sporcie niekiedy o sukcesie decyduje droższy rower, lepszy osprzęt, bardziej aerodynamiczne kaski, czy też buty, łożyska. By być w czołówce światowej, musimy być z najlepszymi na tym samym poziomie technologicznym. Okupujemy cztery pierwsze miejsca w rankingu UCI w kolarstwie torowym - ja i trzech jeszcze innych kolegów, co jest wydarzeniem bez precedensu.

Ulubione tory kolarskie. Ten pod Paryżem jest stworzony do najszybszej jazdy. Ten w Hongkongu wkrótce wzbogaci się o galerię sław - tegorocznych mistrzów świata. – Ja też w niej będę. I to już na zawsze - uśmiecha się nasz mistrz.

Lubi muzykę. Od zawsze, jak tylko sięga pamięcią, jest zakręcony na punkcie zespołu "Metallica". Miał 12 lat,. gdy słuchał ich na koncercie w Chorzowie. Już teraz cieszy się na ich przyszłoroczny przyjazd do Polski. – Ta muzyka mnie nakręca, uspakaja i zachęca do rywalizacji sportowej - podkreśla. Lubię książki - szczególnie o historii. Uwielbiam rozmowy z ojcem o przeszłości Polski i świata. Zna język angielski i rosyjski. Tego ostatniego nauczył się, między innymi, w Moskwie, gdzie przez rok jeździł z potrzeby serca. Wielce ceni sobie rozmowy z Jackiem Kasprzakiem - trenerem kadry.

Swą pracę licencjacką z nauk politycznych wysyłał w lutym ubiegłego roku z Hongkongu (zawody Pucharu Świata) do Krakowa na uczelnię - Wyższą Szkołę im. Bogdana Jańskiego. Pisał ją o źródłach energii w państwach Unii Europejskiej. I obronił ją na piątkę. Zachętą do tego była praca ojca w Tauronie, wybitnego fachowca od energetyki.

Gdy lądował na Okęciu, wiedział, że poza ludźmi kolarstwa będą na niego czekać najbliżsi: mama Anna, tata Mariusz i siostra Ola (Aleksandra) - koszykarka (gra w Brzegu, wcześniej w Brzegu, Krakowie i Pabianicach). – Oni najlepiej ze wszystkich wiedzą, jak długa była moja droga do złota. Oni wiedzą, że upór i determinacja czynią cuda, także w kolarstwie. Oni wierzyli w mój sukces.

Zamierza w tym roku pojawić się na kilku wyścigach szosowych w kraju. Także na czerwcowych szosowych Mistrzostwach Polski w Krokowej i Gdyni. – To obowiązek dla każdego kolarza nad Wisłą i Odrą.

                                        Piotr Kurek

  

Kolarze zmagali się z wiatrem
Ogólnopolski supermaraton szosowy
"Kraina Trzech Rzek" w Obornikach


Pierwsza grupa ruszyła na trasę o godzinie 8.30.
Fot. Piotr Kurek

Prawie 700 osób wystartowało dziś w II Ogólnopolskim Supermaratonie Szosowym "Kraina Trzech Rzek" w Obornikach. 160 pań i panów zdecydowało się na start na dystansie 180 km, ponad 500 na trasie o długości 90 kilometrów. Wszyscy oni mieli jednego przeciwnika: wiatr, wiatr, wiatr...

Pierwsza grupa (12 osób) ruszyła w drogę (Mega - 180 km) o godzinie 8.30, następna trzy minuty później. Ostatni na dłuższym dystansie rozpoczęli pedałowanie o 9.03, ci z Mini zaczynali jazdę od 9.06 do 10.57.


Czterech z pięciu najlepszych zawodników na dystansie 180 km: Artur Baturo (od lewej), Daniel Majkowski, Robert Żmudzin, Piotr Górniak.
Fot. Piotr Kurek

Dziś panie i panowie z całej Polski mieli jednego przeciwnika. Był nim silny wiatr. Kiedy jechali przez las - wiał im w plecy, na otwartych przestrzeniach - dmuchał w twarz lub bokiem spychał zawodniczki i zawodników do rowów.

Nawet ci najlepsi, już po przekroczeniu linii mety, otwarcie przyznawali, że umęczyli się sekretnie, że był to nieludzki wprost wysiłek, że jechali znacznie dłużej niż pierwotnie planowali. 


Karolina Ruta najlepszą panią na najdłuższym dystansie.
Fot. Piotr Kurek

Bohaterów sobotnich szosowych zmagań na Ziemi Obornickiej było sporo, ale w rolach głównych wystąpili czterej zawodnicy FTI Racing Team - Robert Żmudzin z Wolsztyna, Daniel Majkowski z Gdyni, Artur Kozal z Mosiny i Artur Baturo z miejscowości Potasze (Puszcza Zielonka) oraz Piotr Górniak z Częstochowy.

Robert Żmudzin 180 km pokonał w czasie 4 godzin 52 minut 28 sekund, uzyskując średnią prędkość 36,93 km/h. Drugi był Daniel Majkowski - 04:55:26, trzeci Artur Kozal - 04:55:45, czwarty Piotr Górniak - 05:01:26, piąty Artur Baturo - 05:01:27.

Robert Żmudzin wygrał w miniony czwartek wyścig szosowy na torze samochodowym "Poznań" i dziś odniósł kolejne zwycięstwo. – Zimę przepracowałem solidnie, byłem na zgrupowaniu FTI Racing Teamu na Majorce. Sukces za sukcesem cieszy, powinno być dobrze w tym roku - cieszył się mieszkaniec Wolsztyna. 


Najlepsi na 180 km w kategorii M3: Sławomir Spławski (2. miejsce), Artur Kozal (1. miejsce), Przemysław Zawada (3. miejsce).
Fot. Piotr Kurek

Wśród pan na Mega wygrała zdecydowanie Karolina Ruta ze Swarzędza, nauczyciel akademicki na UAM - 05:36:43. Jest specjalistą z zakresu językoznawsta, uczy studentów i cudzoziemców poprawnego posługiwania się językiem polskim. Swój czas dzieli na pisanie pracy habilitacyjnej i jazdę na rowerze. Jej marzeniem jest dobrze wypaść na tegorocznych amatorskich Mistrzostwach Świata na szosie, które odbędą się we Francji. 
 
Wszyscy mieli jednakowe warunki pogodowe. Było chłodno, wiatr dokuczliwe wiatr i na koniec szosowych zmagań solidnie pokropił deszcz.


Oni zorganizowali imprezę na poziomie, za co byli chwaleni przez prawie 700 zawodniczek i zawodników.
Fot. Piotr Kurek

Oborniki zorganizowały dziś niezwykle udaną imprezę kolarską. Dominowali Wielkopolanie, dużo było ludzi z Wrocławia, Szczecina, Świnoujścia, Sobótki, Trzebnicy, Milicza, Włocławka, Gorzowa Wielkopolskiego, Stargardu, Gryfic, Trójmiasta.  

Dla pierwszych trójek na obu dystansach (kobiety i mężczyzni - rowery szosowe, rowery inne) były puchary i nagrody. Losowano ich też wiele. Były komplety kół rowerowych, książkowa autobiografia Czesława Langa z jego dedykację, zestaw zdrowej żywności i trzy rowery. Szosowy marki Kross trafił w ręce mieszkańca Katowic Wojciecha Szeligi (nr startowy 139). – Mam 48 lat, jestem triathlonistą. Przyjechałem do Obornik, by sprawdzić swą sportową formę. Wkrótce mam poważne zawody w Polsce, ale wybieram się w tym roku do Brazylii na spotkanie czołowych triathlonistów świata.


Wojciechowi Szelidze z Katowic dopisało szczęście w losowaniu. Ten rower szosowy marki Kross stał się jego własnością.
Fot. Piotr Kurek

Imprezę w Obornikach po mistrzowsku zorganizowali Leszek Kaźmierczak, Dariusz Pytlak i ich koledzy przy wsparciu władz miasta i licznych sponsorów. 

                                        Piotr Kurek 
 

  

Robert Żmudzin najszybszy na finiszu
Ponad 130 osób ścigało się w czwartek
na torze samochodowym "Poznań"


Robert Żmudzin przed Arturem Kozalem.
Fot. Tomasz Szwajkowski

Robert Żmudzin z Wolsztyna (FTI Racing Team) popisał się dziś fantastycznym finiszem na torze samochodowym "Poznań". Pędził szybko na końcową kreskę i został dobrze rozprowadzony przez kolegów z drużyny. Zwycięzca pokonał dystans 40830 metrów (10 rund) w czasie 54 minut 37 sekund, co daje przeciętną prędkość 44,85 km/h.

Było chłodnawo, 3,4 st. Celsjusza, gdy kolarze zaczynali jazdę. Było kilka pań i ponad 120 zawodników - w tym wielce utytułowanych, jak Mariusz Gil - prawie etatowy reprezentant Polski w przełajach, jak Borys Góral - pierwszy mistrz kraju w eliminatorze (MTB - rok 2013 Żerków), jak Paweł Rychlicki, jak Artur Spławski, czy też Robert Płotkowiak.


Ponad 130 pań i mężczyzn rywalizowało dziś na torze samochodowym "Poznań".
Fot. Tomasz Szwajkowski

Już na pierwszym okrążeniu poszedł atak w wykonaniu Artura Kozala, Piotra Lisa i Mikołaja Sujki. Na kolejnych rundach aktywni byli: Wojciech Bystrzycki i Jan Łamaszewski, czy też młodzi kolarze z Sobótki. Nikomu jednak nie udało się odjechać i solo zameldować na mecie.

Wszystko rozstrzygnęło się na finiszu. Kolarze pędzili całą szerokością toru. Środkiem po zwycięstwo jechał Robert Żmudzin z Wolsztyna (FTI Racing Team), za nim jak cień mknął Artur Kozal (szef FTI Racing Team). Trzeci zameldował się Tobiasz Pawlak - zwycięzca czwartku kolarskiego sprzed dwóch tygodni.


Artur Kozal, Robert Żmudzin, Romuald Szaj i Tobiasz Pawlak.
Fot. Piotr Kurek

Artur Kozal był drugi, ale ściągnął dziś na tor aż szesnastu ludzi ze swej ekipy. Liczy ona 48 osób, dziś pokazała swe możliwości. Za dwa dni Artur Kozal i jego koledzy chcą dobrze wypaść w Obornikach podczas ogólnopolskiego maratonu szosowego.

Drugi czwartek kolarski, 20 kwietnia 2017 - pierwsze trójki

Cyklosport i M30
1. Robert Żmudzin, Wolsztyn - 00:54:37
2. Artur Kozal, Mosina - 00:54:37
3. Tobiasz Pawlak, Raszków - 00:54:37
90 wystartowało, 87 zostało sklasyfikowanych

M40 i M50
1. Paweł Rychlicki, Poznań - 00:54:37
2. Piotr Pawłowski, Sobótka - 00:54:37
3. Krzysztof Kosmatka, Piła - 00:54:37
32 wystartowało w tej kategorii, ukończyło jazdę 31


FTI Racing Team dał dziś pokaz swych szosowych możliwości.
Fot. Piotr Kurek

M60 i więcej
1. Romuald Szaj, Poznań - 00:54:37
2. Marek Szymański, Poznań - 00:58:14
3. Bogusław Malke, Poznań -
6 sklasyfikowanych

Kobiety - open
1. Klaudia Janik, Piła - 00:54:37
2. Agnieszka Zandecka, Poznań
3. Renata Kozanecka, Poznań
6 pań wystartowało, 5 zostało sklasyfikowanych

                     Piotr Kurek

 

Z bezpieczną szybkością
zawsze za pan brat
Filip Kaczanowski lepszy od ponad dwustu rywali



Filip Kaczanowski z córką Zuzą, żoną Joanną i Michałem Kwiatkowskim.

Fot. archiwum Filipa Kaczanowskiego 

Filip Kaczanowski dał przed tygodniem, w niedzielę 9 kwietnia, pokaz kolarskiej mocy i umiejętności zwyciężania. Mieszkaniec podpoznańskiego Lubonia podczas maratonu MTB w Dolsku, pod organizacyjnymi skrzydłami Wojciecha Gogolewskiego, miał za rywali ponad dwustu fanów kolarstwa górskiego i okazał się od nich lepszy w swej kategorii wiekowej - M3.

W listopadzie ukończy 37 lat. Jak na swój wiek, ma bardzo bogaty życiorys - znaczony nauką, pracą, aktywnością, dobrem rodzinnego miru i dojrzałą miłością do kolarstwa. Ściga się od kilku sezonów na szosie, także w maratonach MTB.

– Przyjechałem w niedzielę, 9 kwietnia, do Dolska dobrze przygotowany do jazdy na dystansie Mini, 24 kilometrów - mówi mistrz jazdy autem, czyli instruktor doskonalnia techniki jazdy w firmie Skoda Auto-Szkoła. – Fizycznie i psychicznie - podkreśla. 

Moralną pewność do zwycięskiego pedałowania dał mu udział trzy dni wcześniej w wyścigu szosowym na torze samochodowym "Poznań", podczas inauguracji czwartków kolarskich sezonu 2017. Ponad stu zawodników miało do pokonania dystans 40830 metrów. Byli wśród nich i ci z tytułami mistrzów świata mastersów (Paweł Rychlicki, Franciszek Harbacewicz, Artur Spławski), jak i obiecująca młodzież z Sobótki, Kórnika (Wojciech Bystrzycki i Jan Łamaszewski) i Tarnowa Podgórnego. Wygrał Tobiasz Pawlak z Raszkowa w czasie 55 minut 07 sekund.

Bohater naszej opowieści, Filip Kaczanowski, stracił tylko 49 sekund do zwycięzcy. – To mi dało poczucie, że w Dolsku mogę coś zwojować, choć maraton MTB to coś innego niż jazda na rowerze szosowym.

W Dolsku wystartował najszybciej ze swego sektora (M3). Za nim uformowała się kilkuosobowa grupa. Po pierwszych pięciu kilometrach rywale nie widzieli już ich pleców. Zdarzyła się jednak im, prowadzącym, przykra niespodzianka. Pomylili trasę, ale po około 500 metrów zorientowali się, że trzeba się cofnąć i wrócić we właściwe miejsce.


Filip Kaczanowski i kolarze na torze samochodowym "Poznań".
Fot. archiwum Filipa Kaczanowskiego

Wrócili i rozpoczęło się wówczas uciążliwe wyprzedzanie innych. Jednego za drugim. I tak przez wiele kilometrów. Na ostatnich kilku byli już znów na prowadzeniu: Filip Kaczanowski, Grzegorz Podgórski (FSD - Strzelce Krajeńskie), Robert Gacioch i Dariusz Tarczyński (Lewa Wolna - Poznań).

– Wszystko rozegrało się na ostatnim podjeździe. Był dość długi, stromy jak na Wielkopolskę i wiedziałem, że na szczycie muszę być pierwszy, by stamtąd mocno zjechać w dół - mówi człowiek, który od lat innych uczy bezpiecznej jazdy samochodem. Jest instruktorem doskonalenia techniki jazdy w znanej i cenionej firmie, jaką jest poznańska Skoda Auto-Szkoła.

– Pędziłem do mety, za mną moi rywale. Wygrałem z czasem 1:00:06, sekundę za mną był Grzegorz Podgórski, Robert Gacioch dwie sekundy - mówi mieszkaniec Lubonia, który w niedzielę wchodził na podium w towarzystwie swej córki Zuzy z ogromną radością.


Jeździ na szosie, maratony MTB i kolarskie przelaje. Ma w domu cztery rowery.
Fot. archiwum Filipa Kaczanowskiego

– 202 zawodników w kategorii M3 i ja pierwszy - cieszy się 36-latek z Lubonia. Urodził się w listopadzie 1980 we Wrocławiu, tutaj skończył szkołę podstawową i Technikum Budowlane. Ulica Szkocka na Muchoborze Małym w mieście nad Odrą była jego pierwszą ojczyzną prywatną: tutaj nauczył się chodzić, mówić po polsku i pedałować na rowerze.

Na poważniej sportową jazdą na rowerze zainteresował się w roku 2013. Namówił go do tego kolega z pracy, Radosław Jaskulski, który miłość do cyklizmu odziedziczył po ojcu Mieczysłąwie - kolarzu Klubu Sportowego Chrobry Gniezno.

– Pamiętam mój debiut w maratonie MTB. 1 maja 2013 w Murowanej Goślinie odbywała się impreza organizowana przez Grzegorza Golonko. Wystartowałem na Mini, dystans około 30 kilometrów, i się dramatycznie męczyłem. Jechałem, pedałowałem niezbyt szybko i i myślałem tylko o tym, by dotrzeć do mety. Na wszelki wypadek zaopatrzyłem się w przednie i tylne lampki i zapasowe żarówki - śmieje się krotochwilnie w kwietniowy czas roku 2017 sympatyczny Dolnoślązak, którego do Pyrlandii ściągnęła wielka miłość do jej mieszkanki - Joanny.


Podczas zawodów przełajowych w Skokach. 5 marca 2017.
Fot. Justyna Kubiak 

Ma ma swym sportowym koncie start w około trzydziestu maratonach MTB, ściga się także w wyścigach szosowych. – Kilka lat temu paliłem papierosy i potrafiłem przed imprezą wypalić jednego lub dwa. Amatorskie kolarstwo zmieniło moje życie: trenuję dość intensywnie, zdrowo się odżywiam, nie palę papierosów (rzuciłem je dzięki rowerowi), rzadziej sięgam po kieliszek dobrego wina - mówi.

I dodaje: – Pracuję intensywnie w firmie Skoda Auto-Szkoła, jestem kierownikiem poznańskiego autodromu tej marki samochodu przy ulicy Głogowskiej 425 w Poznaniu. Gdy mam czas wolny od zawodowych obowiązków, regularnie siadam na rower i pedałuję. Na szosie moja ulubiona trasa wiedzie z Lubonia przez Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin, Kórnik, Zaniemyśl, Śrem, Czempiń, Mosinę do domu: wychodzi tego około 100 kilometrów. Kiedy siadam na rower górski, jeden kilometr od domu mam Nadwarciański Szlak Rowerowy i prostą drogę w stronę Wielkopolskiego Parku Narodowego - podkreśla.

Filip Kaczanowski z Lubonia i Radosław Jaskulski z Gniezna - to rozpoznawalni w wielkopolskim środowisku ludzie kolarstwa amatorskiego. Nie wszyscy jednak wiedzą, że są to bardzo znani w Polsce instruktorzy doskonalnia techniki jazdy samochodem. Od kilkunastu lat pracują w firmie Skoda Auto-Szkoła. Uczą innych bezpiecznego poruszania się po drogach.


Team Skoda Auto-Szkoła z Poznania.
Fot. archiwum Filipa Kaczanowskiego

– Mamy wiele pracy. Szefowie wielu firm - Żywiec, Żabka, Wavin, czy też Ikea - kierują do nas kierowców, byśmy ich przekonali, jak można poruszać się po drogach: zgodnie z przepisami i bezpiecznie. Od 13 września 2016 czynimy to w bardzo nowoczesnym centrum doskonalenia nauki jazdy przy ulicy Glogowskiej. W swym cv mamy obaj szkoleniowe jazdy samochodami z mistrzami sportu: Mają Włoszczowską, Annę Rogowską, Mariuszem Pudzianowskim, Czesławem Langiem i Lechem Piaseckim - to słowa Filipa Kaczanowskiego. Uczą tego także wszystkie chętne osoby indywidualnie.

Obaj też związani z marką Skoda, widoczna nie tylko jako sponsor na Tour de France), zachęcili do rowerowej aktywności kolegów z pracy: Michała Cabaja, Marcina Gruszczyńskiego (obaj z Poznania), Dariusza Woźniaka (Luboń) i Damiana Śmigielskiego (Warszawa). Ich przyjacielem wielce serdecznym jest Ireneusz Bielenienik, od prawie dwudziestu lat będący bardzo blisko polskiego kolarstwa górskiego.

Filip Kaczanowski ma jedno wielkie marzenie. Gdy będzie miał kiedyś więcej czasu, chętnie powróci do Norwegii. Trafił tutaj na początku XXi wieku w poszukiwaniu pracy i dobrego zarobku. Mieszkał w Oslo i w okolicach. Przez wielokrotne pobyty poznał dość dobrze ten kraj: ciszy, spokoju, pogodnych ludzi, dobrych zarobków.


Radosław Jaskulski (z lewej) i Filip Kaczanowski. Łączy ich praca, miłość do samochodów i rowerów.
Fot. Piotr Kurek

Chętnie powróci na rowerze do Norwegii (by z wysokości siodełka rowerowego smakować bajeczne widoki nie tylko fiordów), gdzie w tym roku we wrześniu odbędą się szosowe Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym, podczas których Słowak Peter Sagan będzie bronił swej tęczowej koszuli championa globu.

To marzenie rozciąga na czas, kiedy jego córka Zuza (10 lat, gra w siatkówkę w Energetyku Poznań) i jego wielka miłość życia (żona Joanna) będą gotowe mu towarzyszyć w sentymentalnej podróży na rowerach po pięknym kraju północnej Europy. Wie, że to nastąpi, choć jeszcze nie teraz.

                                  Piotr Kurek 

   

W pół godziny do Smyczyny 
Odpocząć w przepięknej okolicy
i spróbować swych sił w maratonie MTB


Rancho Smyczyna - tutaj 5 sierpnia 2017 odbędzie się maraton MTB w ramach Leszczyńskiej Ligi Rowerowej.
Fot. Piotr Kurek

Rancho Smyczyna już od kilku lat ma swych wiernych fanów. Jedni przyjeżdżają tutaj, by odpocząć w ciszy, blisko lasu, w ładnej wiosce pod Lesznem. Innych kieruje tutaj możliwość noclegu w pięknym obiekcie, jeszcze innych (szczególnie mieszczuchów) - chęć obejrzenia zwierząt. Są i tacy, którzy w tym miejscu chcą świętować swe ważne życiowe rocznice i pieczętować radość z okazji zawarcia małżeństwa.

Trafiłem tutaj w sobotę po południu - trochę przypadkowo. Podczas piątkowej przejażdżki rowerowej na swej ulubionej trasie rowerowej Rusałka - Strzeszynek i z powrotem, już w drodze do domu dojechał do mnie jeden ze znanych poznańskich fanów MTB, członek teamu RYBCZYŃSKI-BIKES Remmers TP-Link. 


Z Olejnicy droga prowadzi do wsi Górsko, trzy kilometry.
Fot. Piotr Kurek

– Jedzie Pan do Rydzyny - zapytał. Jadę - odpowiedziałem. I dodałem, że tylko jako dziennikarz, i że nie zamierzam startować w pierwszej edycji cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric MTB. Ale podreśliłem, że wybieram się w te okolice już dzień wcześniej i to z rowerem.

– Polecam Ranczo Smyczyna - powiedział jeden z tych, którzy tworzą markę teamu Mateusza Rybczyńskiego. Skorzystałem z tej podpowiedzi i w sobotę przed piętnastą po dojeździe na to miejsce przebrałem się w strój kolarski. I w drogę.

Smyczyna niedaleko Leszna jawi się jako idealne miejsce do odpoczynku. Ruszam, zaczynam pedałowanie i jestem w lesie. Droga prowadzi do Błotkowa, słońce świeci nadzwyczajnie jak na kwiecień. Trzeba trochę piąć się w górę - w stronę Boguszyna.


Kościół w Wieleniu. 1 kwietnia 2017.
Fot. Piotr Kurek

Smyczyna, Błotkowo, Boguszyn, Bukówiec Górny, Włoszakowice, Boszkowo, Starkowo, Błotnica, Olejnica, Wieleń - trochę drogami leśnymi, więcej po szosie, docieram do ważnego dla polskich cystersów miejsca. Robię zdjęcia świątyni i tablicy, która obrazuje wielkopolski szlak cysterski. Rowerowy komputerek wskazuje 42 pokonane kilometry.

Trzeba wracać, mając świadomość powrotnej drogi o tej samej prawie długości. Znam okolice bardzo dobrze. Prawie 50 lat temu, jako student Uniwersytetu Warszawskiego, pedałowałem w tych stronach - w Olejnicy nie było asfaltu, a droga do Starkowa przypominała coś więcej niż kamieniste odcinki Paryż -Roubaix.

W Olejnicy skręcam na Górsko (3 km), gdzie mieszka i działa znany rzeźbiarz drewna. Tam skręcam w lewo i kieruję się na Boszkowo - "pudełkowe miasto" nad Jeziorem Dominickim. Przytłacza nadmiar domów, domków, starych i nowych budek.


Panie Wioletta (z lewej) i Aldona oraz gospodarz rancha w Smyczynie Marek Grześkowiak.
Fot. Piotr Kurek

Stąd skok do Włoszakowic, jakby symbolu wielkopolskiej historii, gospodarności i zaradności. Na mej drodze wyrastają dwaj Ukraińcy (jeden z Dniepropietrowska, drugi z Tarnopola) i pytają, gdzie można tutaj kupić telefony komórkowe.

Z Włoszakowic do Bukówca Górnego prowadzi ścieżka rowerowa, Nie muszę się martwić, że ktoś mi najedzie na plecy, wepchnie do rowu, lub staranuje z tyłu. Przejechałem ponad 50 km i widzę, że posiadacze aut z tablicami rejestracyjnymi PL mają w sobie więcej złości i agresji niż kierowcy spod znaku PO.

Bukówiec Górny - wieś wielce polska, zasłużona i długa na kilometry. Na jej końcu "Stodoła". Piękny obiekt, restauracja. Zatrzymuję się, wchodzę do środku - trwa weselna biesiada. Ale jest i miejsce dla zgodniałego turysty/ rowerzysty. Miła obsługa, dobre i niedrogie jedzenie. Prowadzi ją Paweł Rękoś (stąd właśnie), który na bazie rodzinnej stodoły zbudował niebanalany obiekt.


Wielkopolska Pętla Szlaku Cysterskiego.
Fot. Piotr Kurek

Jest już ciemno, gdy wychodzę ze "Stodoły". Mam jeszcze przed sobą ponad pięć kilometrów przez las do Smyczyny. Księżyc świeci za moimi plecami, droga jest ciut piaszczyta. W końcu wyjeżdżam z leśnej drogi.

I kieruję się w stronę świateł (ludzkich sadyb). Te z lewej są mocniejsze, wyraźniejsze. Po kilometrze drogi docieram do Radomicka. Wiem, że popełniłem błąd i wiem dobrze, że muszę się cofnąć w stronę lasu, by dojechać do Smyczyny.

Radomicko 22. Spod tego adresu cofam się, by po przejechaniu 100 metrów wylądować na asfalcie. Naciskam mocno na lewy pedał, który nagle się urywa. To moment, cząstka sekundy, kiedy bezbronnie lądują na ziemi. Na lewym kolanie i lewym łokciu, ocierając kask Giro Ravel na porowatej powierzchni. Zawsze jeżdżę w pełnych rękawicach, tym razem kwietniowa aura zachęciła mnie do założenia tych krótkich. Rezultat - krew na palcach prawej ręki.


Niedzielny bezruch na budowie drogi ekspresowej Wrocław - Poznań. W okolicach Smyczyny.
Fot. Piotr Kurek

W końcu docieram do Smyczyny (mam za sobą 72 kilometry, ponad cztery godziny pedałowania) - rancha, którym kieruje Marek Grześkowiak. Młody człowiek (niespełna 40 lat), który starannie i metodycznie buduje od lat godny podziwu i odwiedzenia kompleks obiektów. Wkrótce otwarcie hotelu (dwie gwiazdki), któremu bym dołożył jeszcze jedną.

5 sierpnia 2017 (w sobotę) już po raz kolejny w tym miejscu odbędzie się maraton MTB w ramach Leszczyńskiej Ligi Rowerowej. Miasteczko zawodów zlokalizowane będzie właśnie na terenie smyczyńskiego rancha, startujący pojadą w stronę lasów zarządzanych przez leśników w Kościana. Ja zaś tego dnia poprowadzę imprezę z mikrofonem w ręku, na którą serdecznie zaprasza już w tej chwili Robert Konieczny, ojciec wielce utalentowanego kolarza Mikołaja Koniecznego - wystartuje w najbliższą niedzielę w młodzieżowym Paryż - Roubaix jako reprezentant Polski.


Maciej Kasprzak (z lewej) i Patryk Adamkiewicz. Dwaj najlepsi zawodnicy maratonu MTB w Rydzynie (Grand Prix Kaczmarek Eletric). Reprezentują leszczyński klub REAL 64-sto i miło byłoby ich zobaczyć 5 sierpnia na maratonie rowerowym w Smyczynie.
Fot. FOTOMTB.PL

W niedzielę o poranku opuszczam Smyczynę. Kilkaset metrów od rancha natrafiam na uśpione samochody i maszyny drogowe. Wiadomo - niedziela. W poniedziałek będą już warczały ich motory na budowie drogi ekspresowej Wrocław-Poznań. Jak już zostanie zbudowana, z grodu Przemysła do Smyczyny (około 60 km) autem pojedzie się pół godziny. By skosztować sielskiej przyrody, dobrego jedzenia i życzliwości gospodarzy pięknego kompleksu rekreacyjnego - Pana Marka Grześkowiaka i jego ludzi.

                                                          Piotr Kurek 



 

Maratonowy zawrót głowy
Gdzie startować, z kim się ścigać?



Rok 1997, autor tej strony ukończył kultowy maraton MTB po włoskich Dolomitach. Pierwszy swój maraton na rowerach. Moment radosnej przejażdżki nad jeziorem Garda.
Fot. archiwum Piotra Kurka

Za tydzień, w końcu kwietnia 2017, minie dwadzieścia lat od dnia, w którym wystartowałem po raz pierwszy w maratonie MTB. Impreza odbywała się we Włoszech, nad jeziorem Garda w Dolomitach. Brali w niej udział ludzie z całego świata, także Polacy.

Andrzej Glesmann, wyjątkowo dobry człowiek - animator kolarstwa górskiego w Poznaniu w drugiej połowie lat 90-tych XX wieku, zamarzył sobie, by wystartować w maratonie MTB. Był rok 1997 i nikt takich imprez w Polsce jeszcze nie organizował.

– Pojedziemy do Włoch, nad Gardę w Dolomity - powiedział swym kolegom i znajomym, także i tym, którzy w latach 1995 i 1996 brali udział w Mistrzostwach Wielkopolski w kolarstwie górskim w Karpaczu.


Gary Fisher (nr startowy 1401) i skromnie obok autor tej strony oraz poznańscy pasjonaci MTB - Andrzej Glesmann (563) i Edward Pluciński (564) na kilka minut przed startem do maratonu po Dolomitach. Riva del Garda we Włoszech, wiosna 1998 roku.
Fot. archiwum Piotra Kurka

Biały autokar marki Neoplan wiózł w trzeciej dekadzie kwietnia 1997 prawie dwudziestu fanów kolarstwa górskiego oraz bliskie im osoby (żony i sympatie) do Włoch. Pasjonaci MTB z Wielkopolski jechali w stronę północnej Italii z delikatnym biciem serca: nie wiedzieli czy dadzą radę zmierzyć się z górami, czy je przejadą, czy ukończą swój pierwszy maraton MTB?

Andrzej Glesmann, Jerzy Ciesielski, Edward Pluciński, Wiesław Siedziński i Piotr Kurek - wszyscy urodzeni przed rokiem 1950 - postanowili wystartować w maratonie MTB. Była też i grupa znacznie młodszych od nich entuzjastów pedałowania.

Riva del Garda. 30 kwietnia 1997, godzina 8.00. Ruszamy w drogę. Świeci słońce, jest rześko. Mieszkańcy miasteczka na północnym krańcu Gardy oraz turyści biją nam brawo, wyprawiają w trudną drogę oklaskami. Zaczynamy pedałowanie na wysokości 66 metrów nad poziomem morza, przed nami dwie godziny nieustannej jazdy pod górę. Na pierwszych kilometrach rozmawiam z kolegami z Poznania, uczestnikiem wymiany myśli staje się inny Polak - Miłosz Kędracki (dziennikarz, teraz naczelny miesięcznika BikeBoard).


Anna Szafraniec, Marek Galiński i Paweł Ziemba. Maraton Czesława Langa i Skandii. Szczawno-Zdrój, maj 2008.
Fot. Piotr Kurek

Napiszę w skrócie, dojechałem do mety dystansu najkótszego (Picollo - Mini), choć mogłem po 3 godzinach i pięciu minutach jechać dalej: pokonywać trasę Mega. Dotarli i do finiszowej kreski moi koledzy. Naszym bohaterem dnia był Przemek Siedziński (syn Wiesia Siedzińskiego), który dał radę pokonać dystans ekstremalny - aż 123 km.

Poznański wyjazd do Włoch w roku 1997 był kolarskim rozpoznaniem walki, przyjrzeniem sie z bliska największemu wówczas maratonowi MTB w Europie. Daliśmy radę. Byłem tam rok później jako zawodnik, także w roku 2000. Zawsze z dojazdem na metę.

Dwadzieścia lat później, w sezonie 2017, w Polsce mamy do czynienia z maratonowym bogactwem imprez. I tych na najwyższym poziomie sportowym i organizacyjnym (jak choćby te Czesława Langa i Skandii/ Vienna Life), jak i tych lokalnych.


Elita polskiego MTB podczas maratonu w Dolsku: Michał Górniak (od lewej), Bartłomiej Oleszczuk, Przemysław Rozwalka i Bartłomiej Kołodziejczyk. Kwiecień 2016.
Fot. Piotr Kurek

Przed rokiem, jak policzyli eksperci, w kraju odbyło się ponad 100 maratonów MTB. Czesław Lang, by pozostać przy największym organizatorze imprez kolarskich w Polsce - Tour de Pologne jest najważniejszą, zaprasza na maratony na rowerach górskich od kwietnia 2007. Przed rokiem było ich siedem, w tym roku - sześć. Przez minionych dziesięć lat pasjonaci kolarstwa górskiego mieli okazję zmagać się sportowo w Nałęczowie, Bielawie, Rzeszowie, Białowieży, Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Dąbrowie Górniczej, Chodzieży (aż pięć razy), Bytowie, Kwidzynie, Bukowinie Tatrzańskiej,  Jeleniej Górze, Szczawnie-Zdroju, Białymstoku, Olsztynie i nadmorskiej Krokowej.

Od kwietnia 2007 do października 2016 startowałem w 45 maratonach Czesława Langa i Skandiii. Zawsze je kończyłem, dwa razy leżałem na trasie w Kwidzynie (raz przeleciałem dramatycznie - rok 2015 - przez kierownicę). Przejechałem z wicemistrzem olimpijskim z Moskwy przez dziesięć lat całą Polskę i rekomenduję każdemu fanowi MTB choćby jeden start w imprezie sygnowanej jego nazwiskiem i sponsora - Skandii (do końca sezonu 2016), Vienna Life - od tego roku.

Czesław Lang, Cezary Zamana, Grzegorz Wajs, Maciej Grabek, Grzegorz Golonko, Wojciech Gogolewski, Cezary Kaczmarek - ci ludzie w ostatnich latach zapraszali na swe maratony MTB. Z roku na rok poprawiała się organizacja imprez, przybywali nowi sponsorzy, ale co najważniejsze - kolejne tysiące ludzi stawały na starcie.


Triumfujący Andrzej Kaiser podczas "Michałków" w Wieleniu. Wrzesień 2016.
Fot. Piotr Kurek

Dziś, w roku 2017, Polska jest potęgą w przeprowadzaniu tych zawodów. Pojawiają się jednak nowi chętni do ich organizacji, nie brakuje też już od lat imprez o randze ogólnopolskiej, jak choćby Verus AOK Maraton MTB w Cybince/ Słubicach, DT4YOU w Obornikach, Agrochest Maraton MTB w Kostrzynie Wielkopolskim, czy też Łeba Maraton MTB. W roku ubiegłym Andrzej Kaiser z Eugeniuszem Wiatrowskim po raz pierwszy w Mądrzechowie pod Bytowem wzięli się do dzieła: impreza się udała, w tym roku 19 sierpnia będzie jej druga edycja.

Wkrótce minie dwadzieścia lat od naszego, historycznego wyjazdu do Włoch. Przypominam sobie na jakich rowerach wówczas pedałowaliśmy, jak się ubieraliśmy. Te dwie dekady to cała epoka.

Warto jednak spojrzeć za siebie i zobaczyć Rzeczpospolitą Maratonową 2017 w pełni barw. W tym roku liczba imprez, na moje oko, przekroczy granicę 120. Można być bardziej przekonanym, że każdy znajdzie coś dla siebie.


Skandia Maraton Lang Team w Rzeszowie: Piotr Kurek (od lwej), Czesław Lang, Krzysztof Golwiej i Paweł Ziemba. Wrzesień 2010.
Fot. archiwum Piotra Kurka 

Elita polskiego MTB ścigać się będzie w maratonach Czesława Langa/ Vienna Life i Cezarego Kaczmarka. Mieszkańcy Warszawy i Mazowsza tłumnie pociągną na imprezy Cezarego Zamany i Grzegorza Wajsa. Maciej Grabek zaprasza w południowe strony naszego kraju. Wielkopolanie w minionych latach coraz liczniej startowali w cyklu Bike Cross Gogol Maraton MTB i w tym roku ścigać się będą aż w jedenastu miejscach (Dolsk, Mosina, Chodzież, Wyrzysk, Stęszew, Suchy Las, Skoki, Pobiedziska, Łopuchowo, Mściszewo i Czerwonak).

Gdzie startować i z kim się ścigać, co wybrać? Każdy maratończyk musi zadać sobie takie pytanie. Najlepsi mogą to czynić dla wyniku (zwycięstwa), sławy i budowania swego wizerunku, początkujący - dla pokonania swych słabości i sprawdzenia swych możliwości. Dla jeszcze innych motywacją może być poznanie nowego zakątka Polski, czy też miłe spędzenie wolnego czasu. Co tu dużo mówić, powodów jest nieskończenie dużo, jak dużo jest zawodniczk i zawodników.

Za dwa dni kwiecień. Na dobre rusza polska karuzela maratonów MTB. W jednym będę zawodnikiem, w innych ich moderatorem - komentatorem. Mój kalendarz imprez jest zapisany do listopada 2017. Nie można być wszędzie, na każdej imprezie, ale rekomenduję z całego serca cykle Czesława Langa (zawodnik), Cezarego Kaczmarka (choć jeden raz jako zawodnik) i Wojciecha Gogolewskiego (komentator), jak również pojedyńcze wydarzenia: Verus AOK Maraton w Słubicach (komentator), DT4YOU w Obornikach (komentator), Agrochest w Kostrzynie Wielkopolskim (komentator), w Mądrzechowie pod Bytowem (komentator), "Michałki" w Wieleniu (komentator), w Łebie (komentator), czy też w Wieruszowie (komentator).


                                               Piotr Kurek 

Get Adobe Flash player

Tęczowa koszulka
ozdobi salon w Pruszkowie
(2017-04-23)
Adrian Tekliński o swej karierze i swym sukcesie w Hongkongu – Miałem 11 lat, był wrzesień 2001 roku, gdy wystartowałem w swym pierwszym wyścigu kolarskim. Odbywał się niedaleko Brzegu,... [ więcej >> ]
 
Kolarze zmagali się z wiatrem (2017-04-22)
 Ogólnopolski supermaraton szosowy "Kraina Trzech Rzek" w Obornikach Pierwsza grupa ruszyła na trasę o godzinie 8.30. Fot. Piotr Kurek Prawie 700 osób wystar... [ więcej >> ]
 
Robert Żmudzin najszybszy na finiszu (2017-04-20)
Ponad 130 osób ścigało się w czwartek na torze samochodowym "Poznań" Robert Żmudzin przed Arturem Kozalem. Fot. Tomasz Szwajkowski Robert Żmudzin z Wolsztyna (FTI Racing Tea... [ więcej >> ]
 
Kto wygra jutro podczas
drugiego czwartku kolarskiego?
(2017-04-19)
Adrian Tekliński dziękuje za życzenia i zapowiada wkrótce swój przyjazd do Poznania Jutro, 20 kwietnia, szosowcy nie tylko z Wielkopolski ścigać się będą na torze samochodowym ... [ więcej >> ]
 
Filip Kaczanowski (2017-04-16)
Z bezpieczną szybkością zawsze za pan brat Filip Kaczanowski lepszy od ponad dwustu rywali Filip Kaczanowski z córką Zuzą, żoną Joanną i Michałem Kwiatkowskim. Fot. archiwum Filipa K... [ więcej >> ]
 
Aktywnych i radosnych Świąt Wielkanocnych (2017-04-15)
rys. Antonina Klupś Adrianowi Teklińskiemu, Wojciechowi Pszczolarskiemu, kolarzom torowym, szosowym oraz g&oacut... [ więcej >> ]
 
Wojciech Pszczolarski z brązem, Daria Pikulik tuż za podium (2017-04-14)
Torowe Mistrzostwa Świata w Hongkongu  W czwartek Adrian Tekliński pojechał po złoto, w piątek Wojciech Pszczolarski wywalczył brąz. Fot. PZKol Wojciech Pszczolarski zajął trzecie miejsce... [ więcej >> ]
 
Perfekcyjna szarża po złoto (2017-04-13)
Adrian Tekliński mistrzem świata na torze Adrian Tekliński wygrywa wyścig na torze samochodowym "Poznań". Wrzesień 2015. Fot. Rafał Stasik To była perfekcyjna szarża po złoto. Taką ... [ więcej >> ]
 
Adrian Tekliński mistrzem świata (2017-04-13)
Przepiękna jazda Polaka w Hongkongu Adrian Tekliński mistrzem świata w scratchu. Sen o złocie stał się rzeczywistością. Brawo, brawo, brawo! Adrian Tekliński mistrzem świata w scratchu. Tytuł... [ więcej >> ]
 
Patrycja Iwańska, nowy Golf
i wszystko jest już jasne
(2017-04-09)
775 maratończyków MTB ścigało się w Dolsku Patrycja Iwańska miała szczęście w losowaniu. Fot. Piotr Kurek Gościnna Villa Natura w Dolsku gościła dziś, w niedzielę 9 kwietnia, 775 ama... [ więcej >> ]
 
Powrót w dobrym stylu (2017-04-08)
Maraton Verus AOK Maraton MTB ponownie w nadgranicznych Słubicach Może z tych dziewcząt wyrośnie zawodniczka na miarę Mai Włoszczowskiej. Słubice, 8 kwietnia 2017. Fot. Piotr Kurek Prawi... [ więcej >> ]
 
Tobiasz Pawlak finiszował jak mistrz (2017-04-06)
Pierwszy czwartek kolarski 2017 na torze samochodowym "Poznań"   Ponad 100 osób ścigało się dziś na torze samochodowym "Poznań". Fot. Piotr Kurek Tobiasz Pawla... [ więcej >> ]
 
8 kwietnia w Słubicach
Verus AOK Maraton MTB
(2017-04-06)
Zgłoszenia online jeszcze do dzisiaj do 22 Tak było przed rokiem, 9 kwietnia 2016. Fot. Piotr Kurek Ośmego kwietnia odbędzie się Verus AOK Maraton MTB Słubice. To ósma już edycja imp... [ więcej >> ]
 
Zaczynamy w Dolsku (2017-04-05)
Z Wojciechem Gogolewskim rozmawia Piotr Kurek Wojciech Gogolewski w sym poznańskim biurze przy ulicy Łużyckiej. 30 marca 2017. Fot. Piotr Kurek – Zima minęła, kwiecień ma coraz bardz... [ więcej >> ]
 
Szosowcy wjeżdżają na tor,
poznański tor samochodowy
(2017-04-04)
6 kwietnia pierwszy wyścig w tym roku Paweł Cieślik, kadra polskich torowców oraz Tadeusz Jasionek (w środku) podczas jednego z czwartków kolarskich na torze samochodowym "Pozn... [ więcej >> ]
 
Przywieźć kostkę bruku do Lipna (2017-04-03)
Mikołaj Konieczny startuje w niedzielę w juniorskim wyścigu Paryż - Roubaix    Mikołaj Konieczny na trasie kultowego wyścigu Paryż - Roubaix dla juniorów. Rok 2016, zajął w... [ więcej >> ]
 
W pół godziny do Smyczyny (2017-04-03)
Odpocząć w przepięknej okolicy i spróbować swych sił w maratonie MTB Rancho Smyczyna - tutaj 5 sierpnia 2017 odbędzie się maraton MTB w ramach Leszczyńskiej Ligi Rowerowej. Fot. Piotr K... [ więcej >> ]
 
Adam Adamkiewicz najszybszy w Lesznie (2017-04-02)
Pierwsza edycja cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric MTB Adam Adamkiewicz na prowadzeniu. Fot. archiwum Adama Adamkiewicza Adam Adamkiewicz wygrał rywalizację mężczyzn na dystansie Giga po... [ więcej >> ]
 
Słoneczne dopieszczanie formy (2017-03-30)
Euro Bike Kaczmarek Electric Team i ich przyjaciele trenują w Hiszpanii "Eurobajki" w Lloret de Mar. Fot. Euro Bike Kaczmarek Electric Team Pierwszy wyjazd ekipy do Hiszpanii w tym... [ więcej >> ]
 
Maratonowy zawrót głowy (2017-03-30)
Gdzie startować, z kim się ścigać? Rok 1997, autor tej strony ukończył kultowy maraton MTB po włoskich Dolomitach. Pierwszy swój maraton na rowerach. Moment radosnej przejażdżki nad jezior... [ więcej >> ]
 
Informatyk o duszy kolarza (2017-03-28)
Piotr Rakowski biega, jeździ na rowerze i organizuje wycieczki po Wielkopolsce Piotr Rakowski (z prawej) jedzie w stronę wielkopolskiej Lizbony. Kwiecień 2016.   Fot. Piotr Kurek ... [ więcej >> ]
 
 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL