R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 8932430 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2015-03-31

Witamy na stronie Kurek-Rowery.pl
Sam zbuduj rower
 

Nabrałem pewności siebie
Z Maciejem Paterskim rozmawia Piotr Kurek


Maciej Paterski jedzie po zwycięstwo. 23 marca 2015, Katalonia.
Fot. CCC Sprandi Polkowice

– Tydzień temu, 23 marca 2015, pan jako polski kolarz w barwach CCC Sprandi Polkowice wygrywa etap w wyścigu z cyklu World Tour. To historyczne osiągnięcie dla naszego cyklizmu. Jakie uczucia i nadzieje towarzyszyły panu na ostatnich kilometrach pierwszego etapu Volta Cyclista a Catalunya?

– Jest to jedno z moich największych osiągnięć w karierze. To coś niesamowitego być pierwszym na etapie wyścigu, w którym startują gwiazdy światowego peletonu. Na ostatnich kilometrach mieliśmy pewność, że dojedziemy do mety, że peleton nas nie dogoni, że między sobą rozegramy walkę o pierwsze miejsce. Czułem się pewnie, dobrze i wiedziałem, że na finiszu jestem mocniejszy od towarzyszy ucieczki. 

– Znał pan ich z wcześniejszych wyścigów?

– Tak. To są bardzo dobrzy zawodnicy, Francuz Pierre Roland (Europcar) i Belg Bart de Clercq (Lotto) to kolarze, którzy na swym koncie mają wygrane w Tour de France i włoskim Giro. To nie są anonimowi kolarze. Pierre Roland jest "góralem", Belg jest uniwersalnym zawodnikiem.

– Jak przebiegała jazda na ostatnich 10 kilometrach?

– Byłem bardzo czujny, by któryś z nich wcześniej nie zaatakował. Jedyny problem, z którym się zmagałem to bardzo silne skurcze nóg. Starałem się jechać z jak najmniejszym wydatkiem energii, by rozluźnić trochę mięśnie i zachować siły na finiszowe metry. Już za linią mety rozmawiałem z kolegami z ucieczki: oni też mieli skurcze. Roland był odwodniony do tego stopnia, że trząsł się na ostatnich metrach.

– To była bardzo spektakularna ucieczka.

– Odjechaliśmy na pięćdziesiątym kilometrze. Uciekaliśmy 130 kilometrów, czyli ponad trzy godziny. Jechaliśmy mocno, równo. Nikt z naszej trójki się nie oszczędzał.

– Dojeżdżał pan do mety jako zwycięzca. I wyciągnął ręce do przodu, w geście triumfu.

– Było moim wielkim marzeniem wygrać etap wyścigu tej rangi, czyli World Touru. Udało się, chcę to kontynuować, powtarzać. Ten sukces sprawia, że nabrałem pewności siebie.

– Dzień wcześniej startował pan w wyścigu Mediolan - San Remo, w którym było do przejechania 290 km, i w którym zajął pan 22. miejsce. I dzień później piękny sukces w Hiszpanii.

– Przejazd z Włoch do Hiszpanii nie był tak uciążliwy, jak mogłoby się to wydawać. Po wyścigu przejazd na lotnisko, godzina lotu i byliśmy już w Katalonii. Tej podróży, tego przemieszczenia się jakoś specjalnie nie odczułem. Przed wyścigiem we Włoszech i tourem w Katalonii miałem tygodniową przerwę od roweru, po Ruta del Sol, by całkowicie się zregenerować i ze świeżymi siłami przystąpić do rywalizacji na szosie. Czułem się psychicznie wyluzowany, nabrałem ochoty do ścigania.

– Jak pan przed tygodniem odbieral gratulacje po swym zwycięstwie?

– Koledzy z drużyny, dyrektor sportowy, główny sponsor cieszyli się bardzo z tego zwycięstwa. Otrzymałem dużo gratulacji z Polski. Następnego dnia, gdy stałem na starcie, podeszli go mnie: Christopher Froome, Alejandro Valverde i inni czołowi zawodnicy z kolarskim uściskiem dłoni. Tak było i przez następne dni, gdy jechałem w koszulce lidera. Zbierałam gratulacje i ja, i koledzy z naszej ekipy, że doskonale dajemy sobie radę wśród grup World Touru.

– Który raz startował pan w tym wyścigu?
– To juz szósty raz. Bez kłotopotów, bez upadków i żadnych kontuzji.

– Przed rokiem wygrał pan Tour of Norway, na Mistrzostwach Świata w Ponferradzie przyjechał siedem sekund za Michałem Kwiatkowskim, przed tygodniem wygrana w Hiszpanii. Jak zestawiać te osiągnięcia?

– W Norwegii wygrałem wyścig wieloetapowy, w Hiszpanii triumfowałem na etapie wyścigu z cyklu World Tour. To są moje największe kolarskie osiągnięcia.

– Jakie ma pan plany na najbliższe dni?

– Za chwilę wsiadam treningowo na rower (jestem z ekipą CCC Sprandi Polkowice) w hiszpańskiej Gironie. Dziś pokonam z kolegami na luzie dystans około 60 km w półtorej godziny. W sobotę startuję w wyścigu w Limburgii (jego charakterystyka jest podobna do Amstel Gold Race), wracam do domu na Święta Wielkanocne i później czeka mnie 12 kwietnia "Ślężański Mnich" w Sobótce, czyli rozpoczęcie sezonu kolarskiego 2015 w Polsce. Następnie udział w "Brabanckiej Strzale" i Amstel Gold Race.


– Ekipa CCC Sprandi Polkowice pojedzie w tym roku w Giro d'Italia. Myślę sobie głośno, że będzie pan jednym z liderów polkowickiej grupy?

– Myślę, że jestem pewniakiem na włoski wyścig. Myślowo się do tego przygotowuję i nastawiam. Po zwycięstwie w Hiszpanii nabrałem pewności siebie i chciałbym swój sukces powtórzyć w maju we Włoszech.

– 12 kwietnia kolarska Polska spotyka się w Sobótce. Przed rokiem pan wygrał wyścig elity mężczyn.

– Chciałbym pojechać jak najlepiej. Chciałbym powtórzyć sukces sprzed roku, jak będzie - zobaczymy.



12 kwietnia maraton MTB w Dolsku
Zapowiada się wielka impreza sportowa




Za dwanaście dni, 12 kwietnia, w Dolsku odbędzie się maraton MTB. Jego uczestnicy rywalizować będą na dwóch dystansach - 39 km i 72 kilometrów. Jako że będzie to pierwsza impreza w tej specjalności kolarstwa górskiego w Wielkopolsce, na starcie stanie zapewne ponad 500 kobiet i mężczyzn. A może i więcej...

Dolsk od kilku już lat gości maratończyków MTB. Ścigali się tutaj, między innymi, Maja Włoszczowska i Marek Galiński, by ograniczyć się do wymienienia dwóch nazwisk najwybitniejszych przedstawicieli polskiego kolarstwa górskiego.

– Trasa będzie ciekawa i interesująca dla maratończyków MTB, sprawdzona przed rokiem. Ruszą honorowo o godzinie 11.00 (ci z Mega) na terenie ośrodka Villa Natura przy ulicy Podrzekta 3, dojadą do drogi wojewódzkiej, gdzie nastąpi start ostry - mówi Wojciech Gogolewski, jeden z organizatorów imprezy w Dolsku. – Startujący na Mini rozpoczną pedałowanie pół godziny później. Meta znajdować się będzie na terenie ośrodka Villa Natura. Dystans Mini liczy 39 kilometrów, ci z Mega pokonają 72 kilometry.

Gospodarzem imprezy jest Karolina Mróz, która szefuje ośrodkowi Villa Natura. W kwietniu 2010 startowało tutaj w maratonie MTB Grzegorza Golonko prawie tysiąc kobiet i mężczyn, przed rokiem około 500. Można być bardziej niż pewnym, że tegoroczni maratończycy będą dobrze się czuli przed startem i po jeździe na terenie kompleksu wypoczynkowego, którym kieruje Karolina Mróz.

W dniu zawodów na terenie ośrodka Villa Natura zostanie zorganizowane przedszkole rowerowe, w którym startujący rodzice będą mogli zostawić swe pociechy. Poprowadzą je kwalifikowane instruktorki.

Natomiast w świąteczny poniedziałek, 6 kwietnia, instruktorzy FTI Cycling z Poznania poprowadzą objazd trasy maratonu MTB. Zbiórka wszystkich chętnych o godzinie 11.30 na terenie ośrodka Villa Natura. Trzeba się koniecznie zjawić ze sprawnym rowerem i kaskiem, zalecane jest uprzednie zgłoszenie drogą internetową na adres: http://fti.com.pl/kalendarz eventów, co ułatwi rejestrację w dniu objazdu.

Bike Cross Maraton Gogol MTB 2015

Organizator: Villa Natura, Urząd Miasta i Gminy Dolsk, Ognisko TKKF "Pałuki" Wągrowiec
Gdzie: Dolsk - Villa Natura, ul. Podrzekta 3
Start: godzina 11 - dystans Mega, godzina 11.30 - Mini. Biuro zawodów czynnne w sobotę od 16 do 19, w niedzielę od godziny 8 do 10.30. Dwa dystanse do pokonania: Mini - 39 km, Mega - 72 km.
Więcej informacji: www.gogolmtb.pl
  

Rajd na 150 rowerów
Stanica w Złotkowie to jest to!



Wojciech Załustowicz (z lewej, w zielonej kurtce) wiódł rowerzystów przez poligon Biedrusko.
Fot. Piotr Kurek

Pogoda nie była zbyt wiosenna, ale nie zniechęciło to fanów dwóch kółek ze Złotkowa, Suchego Lasu, Kiekrza i Poznania, by uczestniczyć dzisiaj w rodzinnym, spacerowym rajdzie rowerowym.

Do pokonania było 15 kilometrów na trasie Złotkowo, poligon Biedrusko, Chojnica (przy kościółku była przerwa w jeździe), poligon Biedrusko, Złotkowo. Start i meta wypadły w znanym od kilku miesięcy miejscu dla cyklistów, czyli w stanicy rowerowej Złotkowo.


Za chwilę rozpoczną jazdę.
Fot. Piotr Kurek

Jechało 150 osób w różnym wieku, co na taką porę roku, jest zupełnie przyzwoitą frekwencją. Na rajd zapraszał, rowerzystów wiódł do przodu i później, już na mecie, znakomice pełnił obowiązki gospodarza Wojciech Załustowicz.

Któż był, któż jechał w tą marcową niedzielę? W czerwonych kurtkach pojawili się Grażyna i Ryszard Głowaccy z Suchego Lasu, Irena i Jacek Baraniakowie z Poznania, Marek Zys z Chludowa - cała piątka sprawdzonych pasjonatów cyklizmu, którzy mają za sobą wiele wypraw - krajowych i międzynarodowych.


Irena Baraniak (od lewej), Ryszard Głowacki, Grażyna Głowacka, Jacek Baraniak i Marek Zys - oni mają za sobą wiele wypraw rowerowych, krajowych i międzynarodowych.
Fot. Piotr Kurek

Pojawiło się wiele nowych twarzy, szczególnie dzieci przedszkolnych i tych, które umieją już coś więcej niż tylko przeczytać elementarz.

Na mecie Paweł Neumann z Czerwonka (firma "Sorentos") serwował grochówkę z kiełbasą, można się było posilić pączkami i drożdżówkami oraz napojami. Nikt nie zasłabł z głodu.


150 osób zdecydowało się na jazdę w marcową sobotę.
Fot. Piotr Kurek

Miłym akcentem kończącym rajd było losowanie upominków, w którym uczestniczyli ci, którzy do 25 marca zgłosili swój udział, na adres srzlotkowo@gmail.com, w imprezie.Sponsorzy nadzwyczaj dopisali i wielu rowerzystów wracało do domu z cennymi gadżetami, bogatsi także o wiosenne przeżycie rajdu na 300 kół.

Panu Wojciechowi Załustowiczowi i ludziom, którzy go wspierali w organizacyjnym działaniu, należą się słowa podzięki.


Najmłodsi uczestnicy rajdu i Wojciech Załustowicz.
Fot. Piotr Kurek

Dla tych, którzy dziś nie byli w Złotkowie, ważna informacja: w tym sezonie warto w weekendy odwiedzić stanicę rowerową pod lasem, przycupnąć tu na chwilę, wypić kawę lub herbatę i pogdać z gospodarzami. Pani Małgosia i Pan Wojciech tworzą klimat, nastrój, atmosferę.

Dziś tak oboje zrobili, tak też jest już od 21 sierpnia 2014, gdy pracowicie prowadzą stanicę rowerową w Złotkowie.

                                                                        Piotr Kurek
 
 

11 kwietnia maraton MTB w Cybince
Impreza dla amatorów z dobrymi nagrodami



Przed rokiem, 17 maja, Małgorzata Zellner wygrała rywalizację kobiet na dystansie Mega.

Fot. FOTOMTB.PL

11 kwietnia 2015 w Cybince odbędzie się Verus K-SSE Maraton MTB. To już szósta edycja imprezy, na którą od początku przyjeżdżają najlepsi kolarze górscy naszego kraju. Jej integralną częścią są Mistrzostwa Polski TSL (Transport, Spedycja, Logistyka) oraz Otwarte Mistrzostwa Województwa Lubuskiego Służb Mundurowych.

W odróżnieniu od roku poprzedniego, tegoroczny maraton MTB w Cybince nie został wpisany do kalendarza imprez Polskiego Związku Kolarskiego, co uniemożliwia start zawodniczek i zawodników elity i U23 z licencjami.

W tym roku startujący zmierzą się z dwoma dystansami: Mega (36 km ) i Mini (10 km).

Trasa dystansu Mega na pierwszych dwóch kilometrach pokrywa się z trasą Mini, po czym jadący skręcają w lewo i wjeżdżają na ścieżkę leśną. Pierwsze podjazdy rozpoczynają się osiem kilometrów od startu. Cała trasa poprowadzona jest utwardzonymi duktami leśnymi (są elementy sypkiego piasku), szerokimi szutrowymi drogami oraz asfaltem. Jadący będą mogli podziwiać malownicze okolice rzeki Pliszki, a takż piękne tereny przyrodnicze Nadleśnictwa Cybinka. Dojazd do mety szybki i w miarę płaski (ostatnie 4 km). Runda liczy 36 km i na tym dystansie startujący pokonują ją jeden raz.


W tym roku Pliszki nie trzeba będzie pokonywać w ten sposób.
Fot. FOTOMTB.Pl

Jako, że impreza odbędzie się 11 kwietnia, przeprawa przez rzekę Pliszkę odbywać się będzie przez mostek.

Trasa dystansu Mini jest bardzo łatwa. Każdy spokojnie sobie z nią poradzi i będzie czerpał przyjemność z ruchu na świeżym powietrzu. Start nastąpi na szerokiej utwardzanej, szutrowej drodze. Następnie trasa prowadzi około 1 km drogą asfaltową i skręca na utwardzane dukty leśne. Trasa jest płaska. Dojazd do mety, to około 500 metrów odcinek po skoszonej trawie. Końcowe 200 metrów to utwardzona droga szutrowa. Uczestnicy pokonają dwie rundy po około 4750 metrów każda.

Maraton MTB w Cybince organizują od 2010 roku ci sami ludzie: Krzysztof Murdza, Robert Tomczak, Jarosław Misiołek i Eugenia Niedźwiedzka, by ograniczyć się do wymienienia czterech najważniejszych nazwisk.

Do maratonu MTB w Cybince pozostało kilkanaście dni14 dni. Organizatorzy zabiegają o kolejne nagrody (ich pula jest duża), na pięciu najlepszych zawodników na dystansie Mega czekają nagrody finansowe. Można zgłaszać swój udział w imprezie na stronie http://veruslogistics.pl/verusmaraton/, bądź w dniu zawodów.

O imprezie można przeczytać i dowiedzieć się także na Facebooku: Verus K-SSSE MTB Race oraz FSL Verus AOK.pl Team.


 

Kluki odcięte od świata, czyli jak
nie zostałem pogryziony przez wilki
115 kilometrów na rowerze wokół jeziora Łebsko


Dwanaście kilometrów na rowerze po bałtyckiej plaży, od wydmy Łącka do wydmy Czołpińska. 22 marca 2015.
Fot. Slawomir Kulesza

– Panie, dokąd pan jedzie tym rowerem? - takie pytanie padło do mnie, gdy w niedzielę 22 marca wieczorem zjawiłem się na stacji paliw w miejscowości Główczyce. – Jadę do Łeby - odpowiedziałem. – Niech pan nie jedzie, bo rozszarpią pana wilki! - usłyszałem. Jakie wilki? - zapytałem.

W niedzielę 22 marca postanowiłem objechać na rowerze jezioro Łebsko pod Łebą. Najpierw dokonałem starannej analizy mapy i uznałem, że najlepiej będzie pierwsze kilometry przejechać przez Łebę w kierunku słynnych wydm, później kilkanaście km pokonać po brzegu bałtyckiej plaży, wydostać się z niej w stronę Czołpina, dotrzeć do miejscowości Kluki i stamtąd wrócić trasą rowerową o długości 24 km do Łeby przez Izbicę. Trzymając się ściśle planu, wypadałoby około 70 km, gdybym chciał zboczyć z drogi i coś jeszcze interesującego tu i ówdzie zobaczyć, trasa wydłużyłaby się o około 10 km, Tak czy inaczej, około 80 kilometrów.

Zanim ruszyłem w drogę, przez dwie godziny (od 11 do 13) przyglądałem się II Pomorskiemu Zlotowi Morsów. Przyjechali do Łeby w sile dwustu osób (z Helu, Mielna, Gdyni, Gdańska, Lęborka i innych miejscowości), spotkali się pod Urzędem Miasta i stamtąd barwny korowód morskich twardzieli i towarzyszących im osób przeszedł gwarnie na plażę. Świeciło słońce, rześkie powietrze wypełniało powietrze i po gimnastycznym przygotowaniu morsy pomaszerowały do wody. – Idealna pogoda, by się kąpać - usłyszałem od jednej z uczestniczek. Co tu dużo mówić, wszystko to ładnie wyglądało i ten kontakt w wodą w wykonaniu najbardziej zahartowanych morsów trwał ponad 20 minut.


Morsowanie w Łebie, czyli mieście żywiołów. Łeba, 22 marca 2015.

Fot. Piotr Kurek

Było na co popatrzeć, ale około godziny 13 ruszyłem w drogę, by zrealizować swój niedzielny plan rowerowy. Z plaży przez most pojechałem w stronę słynnych wydm. Droga jest asfaltowa, choć miejscami nierówna i po lewej stronie miałem jezioro Łebsko. Tego dnia nie brakowało turystów, niektórzy mogli skorzystać z mini autobusu, by dojechać do wydmy Łącka. To ta najbliższa Łeby, 10 km na zachód od niej.

Słońce, piasek, cisza. I nagie drzewa wśród wydm. Dojechałem do słynnej wydmy i idę szlakiem wyznaczonym dla turystów. Nagle widzę kolarzy ładnie i jednolicie ubranych. To członkowie teamu MTB z Politechniki Gdańskiej, którzy dzień wcześniej wzięli udział w sportowym wydarzeniu w Łebie (Duathlon na Wydmach i maraton MTB) a teraz, w niedzielne popołudnie, próbują na moich oczach z powodzeniem zjeżdżać na rowerze z największej piaskowej góry.

Pstrykam im kilka fotek, wymieniamy się grzecznościami i umawiamy się na listopadowy Duathlon na Wydmach w Łebie. Będzie to już trzecia edycja tej niebanalnej imprezy sportowej. Opuszczam wydmy i jestem na plaży, 10 kilometrów na zachód od Łeby.


Fani MTB z Politechniki Gdańskiej na wydmie Łącka. 22 marca 2015.
Fot. Piotr Kurek

Próbuję jazdy na rowerze. Można jechać, można pedałować. Jestem zaskoczony, że można rower rozpędzić do prędkości ponad 20 kilometrów na godzinę. Znam bardzo dobrze polskie wybrzeże, od Świnoujścia do miejscowości Piaski, i dotąd tylko na rowerze jeździłem w jednym miejscu na nadmorskiej plaży: w Świnoujściu. Od miejsca, gdzie kiedyś była granica polsko-niemiecka do wejścia do portu to dystans około 3,5 km.

Za plecami mam wydmę Łącka, przed sobą spieniony Bałtyk. Słońce grzeje jak na marzec nieźle, ja zaczynam pedałowanie. Jadę na zachód. Przejechałem bez problemów pierwszy kilometr, kolejny, kolejny, kolejny. Patrzę na licznik, to już 5 km po plaży. Piasek jest zmrożony, zwarty, stąd można pedałować z radością. Czym jadę dalej na zachód, tym większe ogrania mnie zdziwienie: tak szerokiej, czystej i wzorcowo piaszczystej plaży nie widziałem dotąd na naszym wybrzeżu. Przypomina dziką, jakby tutaj nigdy nie stanęła ludzka stopa.

Jadę, jadę, jadę i jestem sam. Nikogo dotąd nie spotkałem, choć licznik wybija kolejne kilometry. Patrzę na tablice opisujące długość w kilometrach wybrzeża i rachuję w myślach, ile jeszcze km mam do najbliższego wyjścia z plaży. Nagle w oddali widzę dwie sylwetki. Podjeżdżam do nich. Patrzę na licznik, to już 12 km samotnego pedałowania po plaży, która w tą marcową niedzielę mnie urzekła. 


Zjawiskowa plaża bałtycka, 20 km na zachód od Łeby. 22 marca 2015.
Fot. Piotr Kurek

Podchodzę do młodego mężczyzny i proszę, by moim aparatem zrobił mi fotkę na rowerze na tej urokliwej plaży. Sławomir Kulesza mieszka w Gdańsku, ma szlachetne hobby i z dużą wprawą kilka razy naciska migawkę mego Nikona. Dziękuję mu za ładne fotki i w drogę.

Dojechałem do wydmy Czołpińska i muszę szlakiem przejść prawie 4 km, by wydostać się w stronę Czołpina i latarni morskiej o tej właśnie nazwie. Gramolę się dość długo z rowerem po wyznaczonym dla turystów szlaku. W końcu docieram do Czołpina. Kiedyś mieszkali tutaj latarnicy, pozostały po nich obiekty ładnej konstrukcji, które mają być odrestaurowane i muzealnie przypominać historię tych ziem. Jeszcze pnę się pod górę, by z bliska zobaczyć i sfotografować latarnię morską. O tej porze jest zamknięta, ale w okresie wakacji można tutaj na nią wejść.


Latarnia morska Czołpino, 22 marca 2015.
Fot. Piotr Kurek

Z Czołpina jadę przez miejscowość Smołdziński Las w stronę bardzo znanej wsi Kluki. Dojeżdżam do niej, po lewej stronie zabytkowy cmentarz i tablica objaśniająca jego historię. Zamierzam tutaj popatrzeć, pofotografować jej skansenowe uroki. I już mnie raduje fakt, że do Łeby mam jeszcze tylko 24 km do przejechania. Szlakiem rowerowym, opisanym na mapach i w przewodnikach.

– Gdzie zaczyna się szlak rowerowy w kierunku Łeby? - pytam mężczyznę w średnim wieku, spotkanego na ulicy. – Nie da rady go pan przejechać - słyszę w odpowiedzi. – Dlaczego? - pytam. – Ta droga to jedno wielkie grzęzawisko, prawie bagna - podkreśla.

Dziękuję za te rady i jadę zmierzyć się z trudną drogą. Skręcam przy krzyżu w prawo, po lewej stronie drogowskaz dumnie wskazuje odległość 24 km do Łeby. Jadę, by po kilkuset metrach zobaczyć to, o czym przed chwilą usłyszałem. Próbuję jeszcze przez kilometr walczyć z wodnymi przeszkodami, przeskakiwać je, omijać. Widzę jednak, że dalsze posuwanie się do przodu traci jakikolwiek sens. Wycofuję się, wracam do punktu wyjścia, pod krzyż i dumny drogowskaz.
 


Kluki - w takich domach mieszkali kiedyś Słowińcy. 22 marca 2015.
Fot. Piotr Kurek

Jestem w tym momencie świadomy, że do Łeby mam dwie drogi powrotu. Tak, jak przyjechałem, czyli przez wydmę Czołpińską i dalej plażą aż do Łeby, bądź też szosą - całe 60 kilometrów. Jest godzina 18 i mam świadomość, że w Zdrowotelu, gdzie nocuję (polecam to miejsce na urlop, wypoczynek, relaks - kiedyś ośrodek wczasowy Orlenu), będę po godzinie 22, czyli nocą.

Pedałuję w stronę krzyża i dumnego drogowskazu i spotykam troje ludzi w średnim wieku. Pytają mnie, co tu robię, w Klukach, na końcu świata, odciętych wodą od krótszej drogi do Łeby, od owej trasy rowerowej. Odpowiadam, jakie miałem zamiary i mówię, że teraz muszę szurnąć, w ten niedzielny wieczorny czas, 60 km do Łeby. Szosą. Mówię im, że to lipa, że szlak rowerowy na mapach powinien być opisany słowami: "Dostępny tylko latem".

Oni mówią mi, że zbierają podpisy mieszkańców wsi Kluki, by władze samorządowe i Słowińskiego Parku Narodowego coś dla nich zrobiły, by droga do Łeby, ta 24-kilometrowa, była całorocznie przejezdna. Wpisuję się pod numerem 17 jako Piotr Kurek, mieszkaniec Poznania, fan rowerów, pod obywatelską petycję. Pani Agnieszka, panowie Stanisław i Czesław w swym społecznym nastawieniu liczą na moją pomoc, gdy mówię im, że jestem dziennikarzem. I jeszcze zapraszają na kawę. Ze słowami: – Pan nam z nieba spadł!



Szlak rowerowy Kluki - Łeba, jedno wielkie grzęzawisko. Kluki, 22 marca 2015.
Fot. Piotr Kurek

– Nagłośnię wasz problem - mówię. – Ale zrobię to też, by przypadkiem inni turyści rowerowi, niekiedy z dziećmi, nie zatrzymali się ze łzami w oczach przed wodą nie do pokonania.

Jest prawie 19, gdy ruszam szosą w stronę Łeby. Mam na liczniku przejechanych tego dnia 50 km i jeszcze ponad 60 do pokonania. Lampa przednia dobrze podaje światło, tylna widoczna jest dla samochodów. Kluki, Łokciowe, Smołdziński Las, Smołdzino, Żelazo... Naciskam mocno na pedały i czujnie rozglądam się na boki, kiedy przejeżdżam przez lasy, by zwierzyna mnie nie poturbowała. Po siedemnastu kilometrach dojeżdżam do drogi Słupsk - Łeba. Skręcam w lewo, mam jeszcze przed sobą ponad 40 km do celu.


Mieszkańcy wsi Kluki walczą o swoje prawa. Po lewej podpisy, po prawej petycja do władzy gminnej. Kluki, 22 marca 2015.
Fot. Piotr Kurek

Na tej trasie panuje większy ruch samochodów, więc muszę bardzo uważać. Dojeżdżam do miejscowości Główczyce, zatrzymuję się tutaj na stacji benzynowej. Kupuję batony, by się posilić, gdy słyszę za sobą słowa: – Panie, dokąd pan jedzie tym rowerem? – Jadę do Łeby - odpowiedziałem. – Niech pan nie jedzie, bo rozszarpią pana wilki! - usłyszałem. Jakie wilki? - zapytałem.

– Panie, niech pani znajdzie gdzieś nocleg, nie jedzie do Łeby, bo wilki pana rozszarpią - tłumaczy mi mężczyzna w średnim wieku. I objaśnia, czego nie wiedziałem, że leśnicy w trosce o jakość zwierzyny wpuścili w lasach wokół miejscowości Wicko trochę wilków, by te zadbały - zgodnie z prawami natury - o dorodność jeleni, sarn i dzików.

Jest prawie 21, gdy wyjeżdżam z Główczyc. Po drodze dojeżdża do mnie rowerzysta, imieniem Radek (wraca od swej narzeczonej), i też informuje o wilkach. – Ja tylko panu tak mówię, nie chciałbym o panu przeczytać w gazecie - mówi i zjeżdża z głównej drogi w miejscowości Pobłocie.


Społecznicy (pan Czesław - od lewej, pani Agnieszka i pan Stanisław) zbierali w niedzielę przed wieczorem podpisy od mieszkańców wsi. Ja też ich poparłem, składając swój podpis, by nie zostali odcięci od świata i zapomniani przez władze. Kluki, 22 marca 2015.
Fot. Piotr Kurek

Dojeżdżam do miejscowości Wicko, rozświetlona droga dodaje mi otuchy. Ale przede mną jeszcze 9 kilometrów do Łeby, po obu stronach drogi lasy, lasy, lasy. I tylko pytanie: gdzie są te wilki?

Dojechałem do Łeby o 22.45. Kiedy zobaczyłem jej światła, poczułem się w pełni bezpieczny. Ale ta niedzielna jazda, zaplanowana na 70-80 km, wydłużyła się do 115 kilometrów. I postawiła na porządku dnia dwa ważne pytania: co z całoroczną przejezdnością szlaku rowerowego Łeba-Kluki (reklamowanego w przewodnikach) i co z tymi wilkami?

Swoim tekstem chcę pomóc zdesperowanym mieszkańcom Kluk (skansen wsi słowińskiej), także potencjalnym i rzeczywistym turystom rowerowym, którzy zapewne chcieliby wiedzieć od leśników czy jazda po lasach w okolicach Łeby jest w pełni bezpieczna.

Z osobistego punktu widzenia, niedzielnej jazdy z Łeby do Łeby, wokół jeziora Łebsko, nie zapomnę do końca życia. I tej dzikiej plaży, nieprzejezdnej drogi przez grzęzawiska i grozy spotkania z wilkami w okolicach polskiego miasta żywiołów.

                                                           Piotr Kurek


Zmagania herosów nad Bałtykiem  
Zdrowotel Łeba organizuje
zawody sportowej najwyższej rangi


Silny wiatr od morza, padający deszcz i dwaj biegnący sportowi bohaterowie w Łebie: Bartosz Banach, za nim Daniel Formela.
Fot. FOTOMTB.PL

Bartosz Banach z Gdańska i Daniel Formela z Gdyni stworzyli w sobotę piękne widowisko sportowe, walcząc o zwycięstwo w II Duathlonie na Wydmach w Łebie. Obaj urodzili się w w tym samym roku (1986), obaj mają w swym dorobku tytuły mistrza Polski, obaj przywykli wygrywać. I obaj bardzo chcieli 21 marca zwyciężyć.

Z całej Polski. W sobotę do Łeby na ulicę Nadmorską 15/17 przyjechało z całej Polski 319 fanów biegania i jazdy na rowerze. Najwięcej z Gdańska, Gdyni oraz prawie wszystkich miast Pomorskiego (Lęborka, Rumii, Wejherowa, Kościerzyny, Pruszcza Gdańskiego, Sztumu). Na liście startowej pojawiły się nazwiska z Warszawy, Bydgoszczy, Kołobrzegu, Torunia, Poznania, Płocka, Szczecina, Sierpca, Grudziądza, Słupska i Londynu (Bartosz Wojdyła).

129 osób płci obojga zdecydowało się na start w duathlonie. Panie i panowie mieli do pokonania 23,5 km na rowerze i 11,6 km (dwie pętle po 5,8 km) biegiem. Najpierw było pedałowanie, następnie bieg, jedno i drugie w bardziej lub mniej padającym lub siąpiącym deszczu. Bieg po bałtyckiej plaży, przy silnym wietrze od morza i deszczu, nie należał do najłatwiejszych.

Od startu na rowerze najszybciej pognał do przodu Daniel Formela z Gdyni (Ale-Active Life Energy), za nim Bartosz Banach z Gdańska (Hotel Cztery Brzozy - Apteka Gemini). Zyskali obaj przewagę nad pozostałymi konkurentami i jako pierwsi pojawili się w strefie zmian, by odstawić rowery i rozpocząć bieg.


Bartosz Banach na rowerze był w Łebie nie do pokonania.
Fot. FOTOMTB.PL

Bartosz Banach (mistrz Polski MTB z 2013 w wyścigu sztafetowym drużyn) pokonał 23,5 km na rowerze w czasie 51 minut 20 sekund. Daniel Formela (dwukrotny mistrz Polski w duathlonie w latach 2012 i 2013) stracił do gdańszczanina 1 minutę 10 sekund. Kibice zastanawiali się, który z nich będzie szybszy w biegu.

Okazało się, że już na pierwszej pętli Formela wyprzedził Banacha i kiedy wbiegali na drugie okrążenie miał nad nim przewagę 5 sekund. Na drugiej powiększył ją do prawie 2 minut (1:52 min.) i jako pierwszy minął linię mety. Trzeci zameldował się na końcowej kresce Mateusz Moderhak z Gdańska (Trek Gdynia).

II Duathlon na Wydmach - pierwsza piątka
1. Daniel Formela, Gdynia - 1:36:44
2. Bartosz Banach, Gdańsk - 1:38:36
3. Mateusz Moderhak, Gdańsk - 1:45:48
4. Andrzej Guż, Gdańsk - 1:46:57
5. Michał Czapiński, Reda - 1:49:18


Pięciu najlepszych duathlonistów w Łebie oraz organizatorzy imprezy.
Fot. FOTOMTB.PL

Najlepszą z pań okazała się Katarzyna Łysek z Gdańska (Pro Women MTB Team) - jej czas 2:08:10. Swą dzielność okazały i inne panie, które ukończyły duathlon także (w takiej właśnie kolejności): Paulina Coda (Gdańsk), Małgorzata Ostapowicz (Szczecin), Danuta Kaczmarek (Kołobrzeg), Magdalena Lepa-Roman (Wejherowo), Elżbieta Tyszkiewicz (Gdańsk), Mirosław Osuch (Grudziądz), Ewa Dębiec (Gdańsk), Agnieszka Wielgus (Gdynia) i Magdalena Brauer (Gdańsk).

Sklasyfikowanych zostało 116 zawodniczek i zawodników.

Maraton MTB Łeba. Chętnych do jazdy na rowerze w nadmorskim pejzażu było aż prawie 200 osób. Część wybrała dystans Mini (23,5 km), część Mega (45,1 km).

Krzysztof Krzywy (Nexus), należący do czołówki polskich maratończyków MTB, założył sobie, że trasę Mega pokona poniżej 1 godziny 45 minut i to mu się udało (1:44:58 h). Wygrał rywalizację i jechał po swój sukces ze średnią predkością 25.78 km/h. To bardzo dużo, zważywszy, że trasa wiodła po piaskach nadmorskich między Bałtykiem a jeziorem Sarbsko.

Mega, 45,1 km - pierwsza piątka
1. Krzysztof Krzywy, Gdańsk - 1:44:58
2. Przemysław Ebertowski, Gniewino - 1:46:20
3. Tomasz Repiński, Kościerzyna - 1:48:50
4. Michał Bogdziewicz, Gdańsk - 1:50:23
5. Jacek Rogowski, Kościerzyna - 1:53:23
...
49. Marta Kamińska, Gdańsk - 2:31:08 (najlepsza wśród pań)
Sklasyfikowanych zostało 85 osób


Za chwilę ruszą maratończycy MTB, prawie 200 osób.
Fot. FOTOMTB.PL

Na dystansie Mini wystartowało 97 osób, dojechało do mety 76. Triumfował Patryk Szymczak (Apteka Gemini) w czasie 57:50 h przed Mateuszem Tygielskim (Nexus Gdańsk) - 58:01 i Bartoszem Koniuszewskim - 58:09.

Niesamowitą dzielnością popisał się 12-latek z Łeby Wojciech Piasecki, który nie przestraszył się deszczu, wystartował, zabłądził na trasie i dotarł do mety, gdzie czekali na niego wielce zadowoleni dziadkowie.

Chce się im chcieć. Organizatorami imprezy był Zdrowotel Łeba oraz Tomasz Juchniewicz i Mateusz Hanke.

Za słowami Zdrowotel Łeba kryje się infrastruktura hotelowo-gastronomiczno-rehabilitacyjna, także pomysł i realizacja, by nadmorskie miasto tętniło życiem także poza letnim szczytem wypoczynkowym. W listopadzie 2014 odbył się pierwszy Duathlon na Wydmach w Łebie, teraz 21 marca jego druga edycja plus maraton MTB.

Małżeństwo Elżbieta i Wojciech Pietruszewscy szefują Zdrowotelowi, mają pomysły na cały rok 2015 i wsparcie Doroty Sosnowskiej. Nie zawiedli sponsorzy. W sobotę wystarczyło porozmawiać nie tylko z bardzo zadowolonym Danielem Formelą, ale i innymi uczestnikami tego sportowego wydarzenia. – Podobało się, przyjdziemy także w listopadzie 2015 - mówili duathloniści i pasjonaci rowerów.

Były ładne medale dla wszystkich uczestników, także obiad i nagrody dla najlepszych.

Łeba powinna być dumna, że Duathlon na Wydmach staje się imprezą cykliczną, że bierze w niej coraz więcej ludzi. I że ludzie Zdrowotelu jakby wyręczają władze miejskie z ich publicznych powinności. Burmistrz Łeby był honorowym patronem sportowego wydarzenia, ale osobiście się ani na moment nie pofatygował, by przyjrzeć się pasjonującej rywalizacji Bartosza Banacha i Daniela Formeli - mistrzów Polski.

Kilka słów od siebie. Miałem okazję być w listopadzie 2014 w Łebie, by z mikrofonem w ręku przedstawiać zawodników i opisywać sportowe wydarzenie. Byłem i w minioną sobotę, by w deszczu zagrzewać startujących do wysiłku, kibicom zaś przybliżać sylwetki czołowych sportowców. Dostrzegam, że impreza się rozrasta, ma swych fanów, w listopadzie 2015 zapewne dołączą do niej kolejni chętni.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania w Łebie.
Fot. FOTOMTB.PL 

Warto, naprawdę warto zawitać do Łeby, by sprawdzić swe siły w niebanalnym wydarzeniu, które polubili Bartosz Banach i Daniel Formela oraz Krzysztof Krzywy i Przemysław Ebertowski. Oni wyznaczyli poziom sportowy imprezy, inni mogą ich naśladować.

                                                       Piotr Kurek 
 

 

Dwa dystanse w Puszczy Noteckiej,
na mecie atrakcyjne nagrody 
Trwają zapisy na DT4YOU MTB Maraton Oborniki!


 

W sobotę 9 maja odbędzie się DT4YOU MTB Maraton Oborniki. Startujący będą mieli do pokonania dystanse Mega i Mini w lasach Puszczy Noteckiej, dla rozpoczynających przygodę z rowerem górskim przewidziano trasę turystyczną. Nie zabraknie wyścigów dla dzieci. Organizatorzy imprezy szykują niezwykle atrakcyjne nagrody.

Maraton MTB w Obornikach po raz pierwszy odbył się w maju 2014 roku. Jak podkreślają uczestnicy zeszłorocznego edycji, była to jedna z najlepiej zorganizowanych imprez dla amatorów ubiegłego sezonu. Ciekawa, doskonale oznakowana i zabezpieczona trasa w lasach Puszczy Noteckiej, mogłaby stanowić wzór dla wielu imprez MTB w naszym kraju.

W tym roku obornicki maraton MTB odbędzie się po raz drugi. Jego organizatorami są Obornickie Centrum Sportu oraz gmina Oborniki, a sponsorem tytularnym, a jednocześnie fundatorem atrakcyjnych nagród o sporej wartości dla wszystkich startujących, jest firma DT4YOU. Partnerem organizatorów przy wytyczeniu trasy jest również Nadleśnictwo Oborniki.

W porównaniu do maratonu 2014 zmianie ulegają dystanse. Wprowadzona zostaje kategoria Mega (70 km - dwie pętle), natomiast dystans Mini to 35 km. Ponadto wprowadzony zostaje dystans Turystyczny dla rozpoczynających przygodę z rowerem MTB. Odbędą się również wyścigi dla dzieci.

Szczegółowe informacje i zapisy na stronie: www.mtb.oborniki.pl
Ważna informacja dotycząca opłat:

Opłata startowa dla dystansu Mega wynosi:
Do dnia 9 kwietnia 60 zł
Po 9 kwietnia 70 zł
W dniu zawodów 90 zł

Opłata startowa dla dystansu Mini wynosi:
Do dnia 9 kwietnia 50 zł
Po 9 kwietnia 60 zł
W dniu zawodów 80 zł
 
Opłata startowa dla dystansu Turystycznego wynosi:
Do dnia 9 kwietnia 20 zł
Po 9 kwietnia 25 zł
W dniu zawodów 40 zł 

Poniżej link do filmu/zaproszenia na obornicki maraton MTB:
https://www.youtube.com/watch?v=PX5srh7dtNk 

 

Rower ma w swym DNA
Marek Witkiewicz z Poznania
rozpoczął 19. sezon kolarski



Marek Witkiewicz osiem razy zdobywał tytuł mistrza Polski.
Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Marek Witkiewicz. Ma 56 lat, dyplom ukończenia UAM w Poznaniu, własną kancelarię prawną i pasję, która uczyniła z niego ikonę kolarstwa górskiego w Polsce.

Sympatyczny pan Marek chodził do szkoły podstawowej, kończył V Liceum Ogólnokształcące w Poznaniu, wreszcie w roku 1981 został absolwentem poznańskiego uniwersytetu. Nauka była dlań zawsze na planie pierwszym, sport i rekreacja w normalnym, jak dla młodego człowieka, bez przesady wymiarze. Niekiedy boleje nad tym - ale prawda jest taka, a nie inna - że dzieciństwo i młodość upłynęła mu bez roweru.

– Urodziłem się w listopadzie 1958 roku w Poznaniu, dzieciństwo upłynęło mi na osiedlu Warszawskim, gdzie w wieku niespełna sześciu lat przeżyłem swą pierwszą traumę związaną z rowerem - wspomina czas sprzed ponad pół wieku. – Było lato 1964 roku, roku Igrzysk Olimpijskich w Tokio, gdy działacze osiedlowi z Antoninka zorganizowali zawody rowerowe dla dzieci. Miałem rowerek marki Bobo, bardzo chciałem w nich uczestniczyć, ale - niestety - tego dnia ojciec Telesfor Witkiewicz (wielce szanowany człowiek w Grodzie Przemysła, przez wiele lat szef cechu cukierników) uznał, że muszę ponieść karę za to, że sąsiadce przysporzyłem bólu psychicznego, zrywając tu i tam korę z jej drzewa (była to grusza) - odwołuje się w marcowy czas roku 2015 do przeżyć z dzieciństwa.


W sezonie 2015 zadebiutował w barwach Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team na nartach podczas Biegu Piastów.
Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Dziś nazwisko Marek Witkiewicz budzi szacunek i uznanie. Jest rozpoznawanym w całym kraju kolarzem górskim. Ma na swym koncie osiem tytułów mistrza Polski - sześć razy w kolarstwie górskim i dwa razy w kolarskich przełajach.

Musiały minąć aż trzydzieści dwa lata od tego zdarzenia z dzieciństwa, by Marek Witkiewicz zapragnął przybliżyć się do rowerów i kolarstwa MTB. Była jesień 1996 roku, kolarstwo górskie raczkowało w naszym kraju i ówczesni działacze Poznańskiego Towarzystwa Cyklistów z Andrzejem Glesmannem na czele postanowili na Morasku zorganizować jazdę indywidualną na czas na rowerze górskim. 


Łza się w oku kręci. Pierwsze lata startów Marka Witkiewicza. Na zdjęciu z Andrzejem Kaiserem (z lewej) i Markiem Galińskim (w środku). Zawody XC w Poznaniu.
Fot. archiwum Marka Witkiewicza

– O tym, że takie zawody odbędą się dowiedziałem się z mediów: Radia "Merkury" i "Głosu Wielkopolskiego". Pojechałem na Morasko i wystartowałem. Był to mój debiut, pierwsza jazda w rytmie wyścigowym. Rower górski nie był z górnej półki, nie miałem SPD-ów, mój strój był bardziej stosowny dla turysty niż kolarza. Kiedy już znalazłem się za linią mety, sięgnąłem po papierosa, by zakrzurzyć z radości, gdyż osiągnąłem dobry rezultat wśród mastersów (panów po trzydziestym roku życia). Miałem wówczas 37 lat.

To był początek wielkiej przygody z rowerem, z górami, z poznawaniem Polski i Europy z wysokości siodełka rowerowego.


Marek Witkiewicz mistrzem Polski MTB. Kielce, 4 września 2004. Z prawej Wojciech Walkiewicz - ówczesny prezes Polskiego Związku Kolarskiego. Brązowy medalista Jacek Brzózka - wielki fan MTB i zarazem główny sponsor grupy JBG-2 Professional Team.
Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Rok później, czyli w sezonie 1997, bierze udział w imprezach MTB w Poznaniu i okolicach, startuje w Mistrzostwach Wielkopolski w kolarstwie górskim w Karpaczu, w zawodach Family Cup. Każdym kolejnym startem pokazuje innym swe sportowe możliwości, sam odkrywa potencjał swego organizmu. I zaczyna coraz częściej wygrywać, raz za razem...

Jest środa 11 marca 2015. Skorzystałem z zaproszenia Marka Witkiewicza, by odwiedzić go w jego ładnym domu w Antoninku. Mieszka przy lesie, zieleń ma za oknem. Jeden z pokoi jest świadectwem jego sportowych sukcesów. Puchary, medale, nagrody. Numery startowe. Kolekcja robi wrażenie...


- Gonię Ryszarda Szurkowskiego w liczbie wygranych wyścigów - śmieje się Marek Witkiewicz. Piękna kolekcja pucharów, medali, mistrzowskich koszulek w jego domu w poznańskim Antoninku.
Fot. Piotr Kurek

– Wiem, że Ryszard Szurkowski jest polskim kolarzem wszech czasów, że wygrał ponad 350 wyścigów, że 700 razy stał na podium - mówi z uśmiechem na ustach Marek Witkiewicz, prawnik, mąż i ojciec dwóch synów, wielce utalentowany do dobrych żartów. I dodaje: – Gonię Ryszarda Szurkowskiego, wygrałem ponad 100 wyścigów, zdobyłem osiem tytułów mistrza Polski i nie zamierzam kończyć swej przygody z rowerem. Mam duży dom, kolejne puchary i nagrody się w nim zmieszczą - mówi człowiek, który rower - tak mi się zdaje, bo znam go od owego 1996 roku - ma wpisany w swoje DNA.

Kiedy staje na starcie - kieruje nim rozsądek i nie rozpoczyna szaleńczo pedałowania. Ma poczucie swej wartości i wie, że w przeciągu godzinnego wyścigu cross country zdoła wyprzedzić rywali, by ostatecznie być pierwszym na mecie. Lubi bardziej zawody XC niż maratony MTB, choć startuje w jednych i drugich, gdyż może się w nich wykazać swą umiejętnością wspinania się pod wzniesienia, górki i góry. Ma do tego warunki, gdyż jest szczupły i z łatwością nieznaną innym zawsze szybko mknie do mety. Najczęściej jako pierwszy. Jeździ bardzo dobrze technicznie.


Kwintesencja kolarstwa górskiego. Poznański prawnik na rowerze z pasją pokonuje przeszkody.
Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Od tego pamiętnego 1996 roku przejechał na swych rowerach (miał ich już dziesięć) prawie 200.000 kilometrów. Pedałował na drogach Francji, Włoch, Chorwacji, Hiszpanii, Danii. W Austrii pobił swój osobisty rekord prędkości - na rowerze górskim pędził na zjeździe po szutrowej drodze z prędkością 87 kilometrów na godzinę. Z miejsc, które poznał z wysokości swego roweru górskiego, najbardziej do gustu przypadła mu Kreta. W 2007 ukończył kultowy Transalp na 9. miejscu wśród masterów (jechał w parze ze Zbigniewem Orłowskim), co uznaje za jeden ze swych większych sportowych sukcesów.

Rocznie przejeżdża od 12 do 15 tysięcy kilometrów. Miłość do roweru sprawia, że poświęca mu każdy wolny czas, ale przecież prowadzenie kancelarii prawnej i poważnych spraw gospodarczych jest bardzo absorbujące.


Marek Witkiewicz z żoną Elżbietą podczas wakacji w Bretanii.

Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Żona Elżbieta, pedagog z powołania - absolwentka UAM, jest bardzo wyrozumiała i tolerancyjna dla jego pasji, która wymaga nieustannych podróży po Polsce. Ścigał się w różnych częściach, jak zawsze podkreśla - naszego, bardzo pięknego kraju. Kocha Karkonosze, zna wszystkie trasy wokół Szklarskiej Poręby, Karpacza, Przesieki. Najchętniej pedałuje po dwóch podpoznańskich kompleksach leśnych - Puszczy Zielonka i Wielkopolskim Parku Narodowym.

Jest ozdobą każdej imprezy MTB. Wspaniały kolarz, do granic ambitny, perfekcyjny w treningu. Wie jak przygotować się do wyścigów, jak dobrać ogumienie, jak rozłożyć siły. Jeździ zawsze z Polarem - wielofunkcyjnym komputerkiem, który informuje go prawie o wszystkim: o pulsie, o wysokości terenu, o średniej prędkości, o przejechanych kilometrach, o spalonych kaloriach.


Marek Witkiewicz triumfuje w klasyfikacji generalnej Beskidy MTB Trophy. Istebna, czerwiec 2012.

Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Nauczył się także przegrywać. Wie, jaka drzemie w nim siła, ale ma świadomość, że w Polsce jest coraz więcej ludzi, w jego wieku właśnie, którzy kochają ten szlachetny rodzaj szaleństwa, jakim jest jazda na rowerze po górach. Przybywa mu zatem godnych siebie rywali.

Ma za sobą osiemnaście lat przygody z rowerem. Zaczynał w wieku 37 lat, 26 listopada tego roku ukończy 57 lat. – Przez te lata zjeździłem cały kraj, z wyjątkiem Bieszczad. Trzy razy zdobywałem tytuł mistrza Polski MTB mastersów w Kielcach, ekstremalnie trudziłem się w maratonie MTB Danielki. Startowałem w maratonach Skandii i Czesława Langa, w tych organizowanych przez Grzegorza Golonko i Macieja Grabka. Poznałem bardzo dobrze polskie środowisko kolarzy górskich - mówi nie bez dumy.


Wymiana myśli po sopockim maratonie Skandii i Czesława Langa. Marek Witkiewicz, Czesław Lang i Piotr Kurek.
Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Startował, zwyciężał, stawał na podium. Najczęściej obok niego była żona Elżbieta (wielka szkolna miłość). By zrobić zdjęcie, by podać łyk źródlanej wody, by wytrzeć ślady krwi na łokciu po upadku. Dom przy ulicy Ziemowita w Antoninku to także wielkie archiwum zdjęciowe polskiego MTB. Marek Witkiewicz z Markiem Galińskim i Andrzejem Kaiserem na jednej fotce. Zdjęcia ułożone rok po roku, impreza po imprezie. Kawał historii wielkopolskiego i polskiego kolarstwa.

Koniec lat 90-tych XX wieku. Marek Witkiewicz zaczyna przygodę z MTB. Ma Treka 930 i z kolegami z Poznania (Aleksandrem Morozowskim, Eugeniuszem Orlickim, Aleksandrem Dehmelem) zaczyna poznawać Karkonosze. – Podczas tych pierwszych wypraw niekiedy zdarzało się nam zabłądzić. Dziś w okolicach Karpacza, Szklarskiej Poręby, Świeradowa Zdroju czuję się jak u siebie w Poznaniu. Znam, drogi, zakręty, leśne ścieżki. Wiem, gdzie można rozpędzić rower do granic bezpieczeństwa. Kocham ten fragment Polski. I boleję nad tym, że do tej pory nie miałem okazji w taki sposób poznać Bieszczad. 


Marek Witkiewicz - prawdziwy kolarski wojownik.
Fot. archiwum Marka Witkiewicza

Osiemnaście lat przygody z rowerem to nieustanne przesiadanie się na coraz lepsze bicykle. Trek był na początku, Sintesi, Cannondale, Specialized - to kolejne maszyny, które z powodzeniem dosiadał. Od kilku lat jeździ na 29-calowym rowerze Specialized. W dziewiętnastym sezonie swych startów będzie jeździł na 29-calowym bicyklu marki Scott. Ma także i inny jeszcze rower do swej dyspozycji - tandem. W ten sposób wspólnie z żoną rekreacyjnie jeżdżą tu i tam, także poza granicami Polski.

Reprezentował różne teamy - w ostatnich dwóch latach Colex Racing Team. W sezonie 2015 wzmacnia Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team i przysparza ekipie z Antoninka (rzut kamieniem od jego domu do fabryki, która produkuje samochody światowej marki) od razu znaczenia, przydaje rozgłosu, bowiem Marek Witkiewicz jest gwiazdą polskiego MTB, jego ikoną i zarazem zawodnikiem, który nie powiedział swego ostatniego słowa w kolarstwie.

Jeździ na rowerze, biega - także na nartach. W roku 2001 przebiegł maraton w czasie trzech godzin dziewięciu minut. Ostatnio wziął udział w symbolicznym biegu pamięci, by uhonorować zmarłego nagle, nieoczekiwanie Franciszka Bzdręgę - osobę bliską rodzinie i poznaniakom, kierowcę byłych prezydentów Poznania: Wojciecha Szczęsnego Kaczmarka i Ryszarda Grobelnego.

– Jesienią 1996 jako namiętny palacz papierosów wchodziłem w świat kolarstwa. Dziś jest to moje życie, mój żywioł, moja pasja - mówi znany poznański prawnik, którzy kolegom z roku (kończył prawo na UAM w 1981) podpowiada jakie rowery mają kupić, jak trenować, czy wreszcie rekreacyjnie pedałować.


Marek Witkiewicz - ośmiokrotny mistrz Polski - w sezonie 2015 będzie startował w barwach Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team. Zawody przełajowe na poznańskich Winogradach, 8 marca 2015.

Fot. Piotr Kurek

Do tej pory podczas zawodów nie odniósł jakiejś dramatycznej kontuzji, choć podczas maratonu MTB Danielki przeleciał przez kierownicę i uderzył twarzą o kamień, łamiąc jeden z zębów. W 2006 roku podczas przyjacielskiej jazdy z kolegami z Poznania w Karpaczu nagle zajechała mu drogę nieostrożna pani w aucie marki Toyota Corolla. Uratował go refleks: nacisnął mocno na hamulce, wyrzuciło go w powietrze i spadł na maskę samochodu. – Potłukłem się dość mocno, ale gdybym nie zahamował, miałbym niechybnie połamane nogi. Sprawczyni kolizji bardzo go przepraszała i wyraziła wielkie zdziwienie (w obecności policji), że auto wartości 5 tys. złotych skasowało rower kosztujący 17 tysięcy złotych.

Marek Witkiewicz ma dwóch synów. 32-letni Bartłomiej skończył prawo na UAM (jest radcą prawnym), 28-letni Michał jest absolwentem poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego (napisał ciekawą pracę magisterską o kolarstwie górskim). Ojciec nie przymusza swych synów do roweru. On sam ma wiele marzeń z tym związanych: chciałby czuć wiatr na twarzy i pędzić szaleńczo na swym rowerze marki "Scott" w sezonie 2015 do kolejnych sukcesów, zaś z ukochaną żoną Elżbietą w wakacyjny czas poznać bliżej Francję: normandzkie plaże, gdzie w czerwcu 1944 roku lądowały wojska aliantów.

Marek Witkiewicz (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team) w sezonie 2015 chcę mieć nadal taką siłę i motywację do pedałowania, do odnoszenia sukcesów, do pomnażania swej kolarskiej sławy. Czego z całego serca mu życzę!

                                                            Piotr Kurek 

Get Adobe Flash player

Nabieram pewności siebie (2015-03-30)
Z Maciejem Paterskim rozmawia Piotr Kurek Maciej Paterski jedzie po zwycięstwo. 23 marca 2015, Katalonia. Fot. CCC Sprandi Polkowice – Tydzień temu, 23 marca 2015, pan jako polski kolarz ... [ więcej >> ]
 
12 kwietnia maraton MTB w Dolsku (2015-03-30)
Zapowiada się wielka impreza sportowa   Za trzynaście dni, 12 kwietnia, w Dolsku odbędzie się maraton MTB. Jego uczestnicy rywalizować będą na dwóch dystansach - 39 km i 72 kilometr&oac... [ więcej >> ]
 
Rajd na 150 rowerów (2015-03-28)
Stanica w Złotkowie to jest to! Wojciech Załustowicz (z lewej, w zielonej kurtce) wiódł rowerzystów przez poligon Biedrusko. Fot. Piotr Kurek Pogoda nie była zbyt wiosenna, ale nie... [ więcej >> ]
 
11 kwietnia maraton MTB w Cybince (2015-03-27)
Pozostało 14 dni do rozpoczęcia imprezy Przed rokiem, 17 maja, Małgorzata Zellner wygrała rywalizację kobiet na dystansie Mega. Fot. FOTOMTB.PL 11 kwietnia 2015 w Cybince odbędzie się Verus K-SS... [ więcej >> ]
 
Domenico Pozzovivo wygrał etap,
Maciej Paterski stracił prowadzenie
(2015-03-26)
Trwa wyścig kolarski Dookoła Katalonii  Włoch Domenico Pozzovivo z ekipy AG2R wygrał w Gironie trzeci etap wyścigu kolarskiego Dookoła Katalonii. Koszulkę lidera stracił triumfator pierwszego et... [ więcej >> ]
 
W najbliższą niedzielę prezentacja
rowerów Colnago i Bianchi
(2015-03-25)
Ryszard Szurkowski gościem specjalnym na poznańskich Smochowicach Anna Paździor i rowery marki Colnago. Pani Ania zaprasza w Niedzielę Palmową na poznańskie Smochowice. Fot. Piotr Kurek Wiele... [ więcej >> ]
 
Maciej Paterski nadal liderem
wyścigu w Katalonii
(2015-03-24)
Aktywna jazda kolarzy CCC Sprandi Polkowice Maciej Paterski obronił prowadzenie w klasyfikacji generalnej po 2. etapie Volta Cyclista a Catalunya. Drużyna CCC Sprandi Polkowice jechała na czele pele... [ więcej >> ]
 
Kluki odcięte od świata, czyli jak
nie zostałem pogryziony przez wilki
(2015-03-24)
115 kilometrów na rowerze wokół jeziora Łebsko Dwanaście kilometrów na rowerze po bałtyckiej plaży, od wydmy Łącka do wydmy Czołpińska. 22 marca 2015. Fot. Slawomir Kulesza ... [ więcej >> ]
 
Zmagania herosów nad Bałtykiem (2015-03-23)
Zdrowotel Łeba organizuje zawody sportowej najwyższej rangi Silny wiatr od morza, padający deszcz i dwaj biegnący sportowi bohaterowie w Łebie: Bartosz Banach, za nim Daniel Formela. Fot. FOTO... [ więcej >> ]
 
Maciej Paterski wygrał pierwszy etap
i został liderem Volta a Catalunya
(2015-03-23)
Wielkopolska czekała na ten sukces i gratuluje kolarzowi z Jarocina Maciej Paterski w roku ubiegłym wygrał prestiżowy Tour of Norway, co jest jego dotychczasowym największym osiągnięciem. Wczoraj ... [ więcej >> ]
 
Daniel Formela wygrał
II Duathlon na Wydmach w Łebie
(2015-03-21)
319 osób powitało dzisiaj wiosnę bieganiem i jazdą na rowerze Daniel Formela (024) po starcie ruszył najszybciej ze wszystkich duathlonistów. Fot. Piotr Kurek Daniel For... [ więcej >> ]
 
Łeba czeka na biegaczy i kolarzy górskich (2015-03-19)
W sobotę 21 marca Duathlon na Wydmach i maraton MTB   Łeba zaprasza na duathon na wydmach oraz na maraton MTB. Plaża w Łebie, 19 marca 2015. Fot. Piotr Kurek Bartosz Banach z Gdańska... [ więcej >> ]
 
Chcę ponownie wygrać w Łebie (2015-03-18)
Z Bartoszem Banachem rozmawia Piotr Kurek Bartosz Banach wygrał pierwszą edycję Duathlonu na Wydmach. Łeba, 15 listopada 1014. Fot. Alicja Niemiec Bartosz Banach z Gdańska, czołowy kolarz g&oacu... [ więcej >> ]
 
Andrzej Kaiser i Dariusz Mirosław
jadą lepiej od mistrza olimpijskiego
(2015-03-17)
W Absa Cape Epic prowadzi para Christoph Sauser i Jaroslav Kulhavy Andrzej Kaiser na trasie Absa Cape Epic. Fot. Sportograf Jadą równo, po prologu i dwóch etapach, zajmują 19. mi... [ więcej >> ]
 
Pamiętamy o Tobie! (2015-03-17)
Rok temu zginął Marek Galiński Marek Galiński dojeżdża do mety. Jego ostatnie Mistrzostwa Polski - krajowy championat w maratonie MTB. Obiszów, wrzesień 2013. Fot. Piotr Kurek Rok temu zg... [ więcej >> ]
 
Dwa dystanse w Puszczy Noteckiej,
na mecie atrakcyjne nagrody
(2015-03-16)
Trwają zapisy na DT4YOU MTB Maraton Oborniki!   W sobotę 9 maja odbędzie się DT4YOU MTB Maraton Oborniki. Startujący będą mieli do pokonania dystanse Mega i Mini w lasach Puszczy Noteckiej, dla... [ więcej >> ]
 
Rafał Jaros wygrywa rok po roku (2015-03-15)
Swarzędzkie przełaje pamięci obserwował Zenon Czechowski Początek wyścigu memoriałowego. Na prowadzeniu Patryk Krajewski z Poznania. Za nim Rafał Jaros (z lewej) i Marek Jaros. Fot. Piotr Kure... [ więcej >> ]
 
Rower ma w swym DNA (2015-03-13)
Marek Witkiewicz z Poznania rozpoczął 19. sezon kolarski Marek Witkiewicz osiem razy zdobywał tytuł mistrza Polski. Fot. archiwum Marka Witkiewicza Marek Witkiewicz. Ma 56 lat, dyplom ukońc... [ więcej >> ]
 
Szosowy wyścig dla amatorów (2015-03-12)
6 czerwca Tour de Pologne Challenge Trentino   Kolarze na trasie 70. Tour de Pologne we Włoszech. Fot. Szymon Gruchalski/tourdepologne.pl 6 czerwca w Dolomitach odbędzie się kolarski wy... [ więcej >> ]
 
Natalia Czerwonka zawodniczką
i twarzą MTB Obiszów Team
(2015-03-10)
Dolny Śląsk daje przykład innym regionom, jak zachęcać młodych ludzi do kolarstwa Aurela Nerlo (od lewej) – wychowanka szkółek MTB Obiszów Team, Wacław Skarul – prezes ... [ więcej >> ]
 
Swarzędzkie przełaje pamięci (2015-03-10)
W najbliższą niedzielę po raz trzynasty wyścigi ku czci Mariana Kegela Przed rokiem, 16 marca 2014, wyścig memoriałowy wygrał Rafał Jaros ze Skwierzyny. Fot. Piotr Kurek W niedzielę 15 marca 2... [ więcej >> ]
 
 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL