R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 5208334 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2014-04-19

Witamy na stronie Kurek-Rowery.pl
Sam zbuduj rower
 


Rys. Antonina Klupś 

wszystkim pasjonatom
rowerów i kolarstwa
życzy
Piotr Kurek



Stara gwardia nie rdzewieje
Ryszard Szurkowski, Czesław Lang, Henryk Charucki i inni trenują jak za dawnych lat


Czesław Lang, Krzysztof Kozanecki, Ryszard Szurkowski, Iwona Szurkowska. Majorka, kwiecień 2014.

Ryszard Szurkowski, Czesław Lang, Henryk Charucki - to wielkie nazwiska polskiego kolarstwa. Każdy z nich zapisał ładny rozdział w historii sportu naszego kraju, w dziejach rodzimego cyklizmu. Nadal nie rozstają się z rowerami, trenują jak za dawnych lat. I to jak? Intensywnie, razem, ale z dala od kraju - na słonecznej Majorce.

Ryszard Szurkowski, polski kolarz wszech czasów, w styczniu tego roku skończył 68 lat. Mistrz świata z Barcelony (rok 1973), czterokrotny triumfator Wyścigu Pokoju, zwycięzca wielu tourów i klasyków w swej sportowej karierze 700 razy stał na podium: 350 jako ten, który pierwszy był na mecie i 350 jako drugi lub trzeci zawodnik na podium. Mijają lata, dziesięciolecia a dawny Mistrz Ryszard cieszy się nadal dobrym zdrowiem, szacunkiem wśród kolegów z szosy i nie stroni od roweru. 

Czesław Lang uprawiał przez długie łata kolarstwo - na torze i na szosie. W Moskwie w roku 1980 zdobył srebrny medal Igrzysk Olimpijsckich w Moskwie w wyścigu ze startu wspólnego, w tym samym roku wygrał Tour de Pologne. Był pierwszym kolarzem z naszej części świata (Europa Środkowa i Wschodnia), który pojawił się w zawodowym peletonie. Kiedy zawiesił rower na kołku, zabrał się za organizację wyścigów - Tour de Pologne, zawody XC i maratony MTB. Dziś trudno wyobrazić sobie rodzime kolarstwo bez jego udziału.


Wiosną Majorka przypomina kolarski ul.

Henryk Charucki ścigał się ponad dwadzieścia lat na szosie. Triumfował w 1979 roku w Tour de Pologne, wygrywał wyścigi na całym świecie (ponad 200), zdobył uznanie kolegów i kapitał, by stworzyć imperium rowerowe w Polsce. Dziś jest skutecznym człowiekiem biznesu, bez którego - podobnie jak bez Czesława Langa i Ryszarda Szurkowskiego - trudno sobie wyobrazić kolarstwo w naszym kraju.

Ta trójka dawnych mistrzów szosy spotkała się ostatnio z dala od kraju - na Majorce. Zabrali z sobą rowery, kolarskie stroje, buty i przez tydzień trenowali. Jak za dawnych lat.

– Mam szosowego Felta - mówi Henryk Charucki (rocznik 1955) - i z radością poleciałem na Majorkę. Wcześniej byłem zajęty sprawami biznesowymi, niezbyt dużo jeździłem w tym roku na rowerze, stąd na słonecznej wyspie starałem się wykorzystać każdy dzień. W sumie przejechałem przez tydzień około 800 kilometrów. Wychodziło dziennie od 100 do 140 kilometrów.


Dawni mistrzowie oraz inni fani rowerów z Polski na Majorce.

Ryszard Szurkowski, Czesław Lang i Henryk Charucki mieli obok siebie jeszcze dwadzieścia kilka innych osób. Można powiedzieć, że przez tydzień tworzyli - za własne pieniądze - silny polski team na hiszpańskiej ziemi. Iwona Szurkowska, Ireneusz Walczak, Clemens Ujejski , Leszek Kozioł, Katarzyna Kozioł, Tomasz Wołodźko, Paweł Ziemba, Krzysztof Golwiej, Marek Kowalski, Maciej Sołtysiak, Tomasz Derejski, Rafał Jurkowlaniec, Piotr Szulc, Alain Mompert, Krzysztof Kozanecki i inni próbowali być nie gorsi od trójki znakomitych przed laty kolarzy.

Majorka wiosną każdego roku przypomina kolarski ul. Zbierają się tutaj znakomici szosowcy i pasjonaci rowerów. Od stycznia do kwietnia jedni i drudzy szlifują swą formę, pozbywają się nadmiaru tłuszczu. Można tu spotkać tysiące ludzi, od zawodników grup World Tour po wszelakiego rodzaju hobbystów i amatorów, którzy pedałują, jeżdżą dla zdrowia, poprawiają swą kondycję przed kolejnym sezonem. Można tu także spotkać dawne sławy światowego peletonu, jak choćby Jana Ullricha czy też Erica Zabela.


Przepiękna serpentyna.

– Codziennie spędzaliśmy kilka godzin na rowerach, przejeżdżając od 100 do 140 km. Trenowaliśmy w terenie płaskim i górzystym. Ćwiczyliśmy jazdę w peletonie, różne układy zachowań na szosie, które niewątpliwie przydają się podczas zawodów, szczególnie przy mocno wiejącym wietrze czołowym. Jest takie powiedzenie kolarskie "na początku roku wróć do zasad". Po przerwie zimowej warto przypomnieć sobie pewne reguły, zasady treningu i taktyki, skorygować dietę, poprawić pozycję na rowerze, sprawdzić szosówkę. Kolarstwo to niebezpieczny sport i nie można popadać w rutynę, bo to najczęściej gubi kolarza. Długie i szybkie zjazdy, to nie lada sztuka i należy nauczyć się pokory. Bezmyślna jazda, mały błąd i może to się skończyć tragicznie. Rower to wymagający pojazd i błędów nie wybacza. Tylko prawidłowy, przemyślany trening czyni mistrza - mówi Ryszard Szurkowski.


Niemiły epizod na treningu.

– Niestety, nam też się przytrafil niemiły epizod podczas treningu - mówi Krzysztof Kozanecki z Poznania. – Jeden z kolarzy na zjeździe nie opanował roweru i przewrócił się. Wyglądało bardzo źle, ale na szczęście poza ogólnymi potłuczeniami nie odniósł on poważniejszej kontuzji. Taki incydent nie powinien mieć miejsca,ale zdarzyło się. Jazda w grupie wymaga szczególnej uwagi, opanowania i wytrenowania - szczególnie podczas zjazdów.

Jeździli na rowerach, niekiedy wyznaczali sobie metę na jakiejś górce lub szczycie. I się ścigali. – Wygrywała stara gwardia - mówi Henryk Charucki. Raz Rysiek, raz Czesiek, raz ja - podkreśla.

Byl też czas na zadumę i refleksję, gdy podjechali na rowerach do klasztoru San Salvadore - sanktuarium kolarzy w miejscowości Felanitx (542 metry nad poziomem morza). I czas na modlitwę do Madonny del Ghisallo - patronki wszystkich rowerzystów.


San Salvadore - sanktuarium kolarzy na Majorce.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że wiara w opatrzność Madonny z Ghisallo (północne Włochy) nad kolarzami i jej nadprzyrodzone siły spowodowały, że liczni kolarze wstawiali się u papieża Piusa XII o jej wyróżnienie. W światowym kolarstwie prym w tym czasie wiedli dwaj Włosi - Fausto Coppi, traktujący swój kolarski fach bardzo metodycznie i racjonalnie, oraz Gino Bartali, bardzo pobożny i cnotliwy, tłumaczący otwarcie i publicznie swe sukcesy jako łaskę od Boga. Dzięki temu drugiemu, który często odwiedzał Madonnę del Ghisallo, przyjaźnił się z tutejszym księdzem Vigano i miał wówczas ten zaszczyt gościć często na prywatnych audiencjach u papieża - przedsięwzięcie wyniesienia Madonny mogło dojść do skutku. Decydującym w tym względzie był list wysłany przez kolarzy startujących w 31. Giro d' Italia z etapowej miejscowości Bari dnia 24 maja 1948 roku do Ojca Świętego z prośbą, by Madonnę z Ghisallo obrać patronką kolarzy.

13 października 1948 roku papież Pius XII ogłosił Madonnę z Ghisallo patronką wszystkich rowerzystów.


Czesław Lang złapał "gumę". Pomaga Henryk Charucki.

W maleńkiej wiosce Ghisallo we Włoszech na wysokości 755 m n.p.m. znajduje się stolica duchowa światowego kolarstwa - kościółek-muzeum, z błogosławionym obrazem Matki Boskiej - Madonny del Ghisallo w centralnym miejscu ołtarza i świętym płomieniem kolarzy, który czerwonym światłem jaśnieje w środku pomieszczenia na rzeźbionym pucharze z brązu. W jego niewielkim wnętrzu znajduje się 11 rowerów takich sław kolarskiego peletonu, jak Fausto Coppi, Gino Bartali, Fiorenzo Magni, Gianni Motta, Felice Gimondi, Eddy Merckx, Francesco Moser (przyjaciel Czesława Langa), czy Fabio Casartelli (rower, na którym zginął on podczas Tour de France w 1995 roku). Na ścianach bocznych wisi wiele proporczyków klubowych i organizacyjnych, a przede wszystkim wiele oryginalnych koszulek kolarskich zdobytych na największych światowych imprezach kolarskich przez wymienionych już, oraz przez takich jeszcze mistrzów peletonu jak: Alfredo Binda, Michele Dancelli, Gian Luca Bartolami, Giuseppe Saronni, Claudio Ciapucci, Gianni Bugno, Steven Roux, Miquel Indurain, Fabiana Luperini, Alessandra Capelotto i wielu innych.

Sa Calobra - niewielka zatoczka leżąca w północno-zachodniej części Majorki. Dojazd nie jest taki prosty i trzeba pokonać kilkunastokilumetrową serpentynę Nudo de la Corbata (przypomina węzeł krawata), która wiedzie przez pasmo górskie o wysokości około 800 metrów nad poziomem morza. Widok przysparza wielu niesamowitych wrażeń i zapiera dech w piersiach. Pokonywanie takich wzniesień stanowi idealny trening dla kolarzy. Wysoką formę pokazał Czesław Lang (rocznik 1955), który z niesamowitą lekkością wspinał się na szczyt, z którego następnie trzeba było zjechać nad samo morze. Większość grupy trenującej na Majorce, to wieloletni uczestnicy Tour de Pologne Amatorów, gdzie też są ciągnące się długo podjazdy, jak chociażby ten z Poronina do miejscowości Ząb. 


Chwila odpoczynku. Na pierwszym planie Ryszard Szurkowski.

Po tak wyczerpujących treningach na trudnych trasach musiał być czas na odpoczynek. Sok ze świeżych pomarańczy, coca cola i cafe con leche - to ulubione napoje kolarzy. Był też czas na dyskusje o kolarstwie i omawianie kolejnych treningów.

Część grupy, to kolarze, którzy na Majorkę przyjeżdżali już na początku lat 80., czyli 30 lat temu. Majorka nie ma dla nich tajemnic. Jeśli ktoś zaczyna treningi na wyspie, to niewątpliwie powinien przed przyjazdem zasięgnąć informacji u kolarza, który był we wszystkich miejscach i fachowo podpowie, jak zacząć jazdę na rowerze. Obciążenia treningowe należy sukcesywnie zwiększać i nie należy zaczynać od wspinaczki górskiej. Są miejsca, do których dojazd nie jest łatwy. Najpierw trzeba pokonać szczyt i następnie zjechać, ale z powrotem trzeba ponownie pokonać góry, a sił może zabraknąć. Tak jest, na przyklad, na Cap de Formentor lub Sa Calobra. Inne ciekawe miejsca - to miedzy innymi Port de Soller, Valldemossa, Cala Figuera, Porto Petro, Porto Colom, Porto Cristo, Cala Millor, Cala Ratjada, Betlem, Manacor, Sineu, Maria de la Salut, Muro, LLubi i wiele, wiele innych. Każde miejsce jest urokliwie i ma niepowtarzalną atmosferę .

Czesław Lang organizuje od 1993 roku Tour de Pologne i startuje w imprezie towarzyszącej - Tour de Pologne Amatorów. Przed rokiem jechał w Bukowinie Tatrzańskiej, trudno sobie wyobrazić, by nie było go w tym roku (8 sierpnia) na trasie spod znanych term przez Poronin, Ząb, Bustryk, Leszczyny, Biały Dunajec, Gliczarów Górny, Białkę Tatrzańską do Bukowiny Tatrzańskiej.

Przed rokiem ścigali się także na trasie TdP Amatorów i Ryszard Szurkowski, i Henryk Charucki, i Clemens Ujejski, i Krzysztof Kozanecki, by wymienić tylko kilka nazwisk spośród grona dwudziestu kilkorga osób, które na początku kwietnia pracowicie trenowały na Majorce.

Ci, którzy tam z Polski pojechali, w swej sportowej karierze często zadawali sobie pytanie, czy posiadanie całej wiedzy świata, najlepszych trenerów i sprzętu zapewni ci złoty medal? Odpowiedź brzmi - nie!, ale brak tych rzeczy może być powodem, dla którego złotego medalu nie zdobędziesz i nie podjedziesz 8 sierpnia 2014, podczas Tour de Pologne Amatorów, pod Gliczarów Górny.

                                                  Krzysztof Kozanecki
                                                  Piotr Kurek 



Spędź dyngusa na rowerze!
„W poszukiwaniu Wielkanocnego Jajeczka”

 
W takich warunkach, przed rokiem - 1 kwietnia 2013, pasjonaci rowerów szukali "Wielkanocnego Jajeczka".
Fot. Roma Dukat

26 kwietnia br. już po raz dziewiąty gmina Murowana Goślina współorganizować będzie Powerade Volvo MTB Marathon, pierwszy i zarazem jedyny nizinny w cyklu ogólnopolskich maratonów „G&G Promotion” Grzegorza Golonko.

Tradycją stało się już, że nim maratończycy ruszą na szlaki Puszczy Zielonka, by na czas pokonać rowerowe dystanse, mają okazję poznać trasę podczas przejazdu zwanego, od okoliczności w jakich się on odbywa, „W poszukiwaniu Wielkanocnego Jajeczka”. Przejazd ma miejsce zawsze w poniedziałek wielkanocny.

Podobnie będzie i w tym roku. Organizatorzy zapraszają rowerzystów, którzy zechcą sprawdzić przebieg trasy Mini (około 30 km) 21 kwietnia 2014 roku. Start sprzed siedziby Związku Międzygminnego „Puszcza Zielonka” w samo południe. Organizatorami przejazdu są: Wojciech Gogolewski z ogniska TKKF „Pałuki” Wągrowiec, Związek Międzygminny „Puszcza Zielonka” oraz miasto i gmina Murowana Goślina.

Świąteczna jazda dostępna jest nie tylko dla maratończyków. W przejeździe może wziąć udział każdy. Organizatorzy świątecznego przejazdu, ze względu na warunki atmosferyczne, zastrzegają sobie możliwość zmiany trasy. Udział w imprezie jest bezpłatny.

Start i meta: Nowy Rynek - os. Zielone Wzgórza, Murowana Goślina
21 kwietnia (poniedziałek wielkanocny) 2013 r., godzina 12:00



 

Radość jazdy bez zmęczenia
Testuję rower górski Focus ze wspomaganiem


Focus Jarifa Speed - idealny rower górski ze wspomaganiem.
Fot. Piotr Kurek

Już trzeci tydzień testuję rower górski marki Focus Jarifa Speed - prawdziwe cudo techniki. Pokonałem na nim do tej pory prawie dwieście kilometrów, ale jeszcze przed Wielkanocą zwiększę na nim liczbę przejechanych kilometrów...

Pojechałem po raz pierwszy na nim swą tradycyjną trasą, którą pokonuję od lat dla zdrowia i rowerowego treningu. A więc z osiedla Kosmonautów w Poznaniu, gdzie mieszkam, na Cytadelę, stamtąd wzdłuż Bogdanki na Sołacz, nad Rusałkę i dalej do Strzeszynka.

Pierwszy raz usiadłem na to cudo niemieckiej techniki, które jest - nie mniej ni więcej - rowerem ze wspomaganiem. Na ramie, gdzie jest miejsce na bidon, Focus Jarifa Speed ma swoje źródło napędu. W zależności od potrzeb, czy chcemy jechać wolniej lub szybciej, możemy dawkować aż pięć stopni elektrycznego wsparcia.

Na koniec Jeziora Strzeszyńskiego, czyli 15 kilometrów od domu, dojechałem na pierwszych trzech poziomach wspomagania. Stamtąd postanowiłem jednak, podczas jazdy powrotnej do domu, wykorzystać maksymalne moce roweru górskiego o 29-calowych kołach, szerokiej kierownicy, dobrym siodełku.

Na tej trasie na swym Wheelerze Pro 59 jadę ze średnią prędkością około 22-26 kilometrów na godzinę. Tym razem na Focusie ustawiłem maksymalną moc wspomagania i jadę ze stałą prędkością - ponad 30 kilometrów na godzinę. Odczuwam radość szybkiej jazdy, nikt mnie nie wyprzedza, ale do czasu...


Testuję Focusa ze wspomaganiem. Strzeszynek, kwiecień 2014.
Fot. Anna Śliwa

Czuję w pewnym momencie, że ktoś za mną jedzie, że mnie goni, próbuje wyprzedzić. Pedałuję z całych sił. Przez kilka kilometrów trwa ta rowerowa zabawa w kotka i myszkę. Robi się ciemnawo, dojeżdżamy nad Rusałkę. Nagle tajemniczy rowerzysta/ kolarz, jadący cały czas za mną, wyprzedza mnie z lewej strony, pochyla się nad kierownicą, zagląda mi w oczy i słyszę: – Ale pan zasuwa, panie redaktorze. Nie sądziłem, że ma pan tyle sił i energii...

Tego samego dnia fan rowerów górskich Piotr Jaźwiński, pasjonat MTB - absolwent Politechniki Poznańskiej, napisał na Facebooku o tym, że dziś dał z siebie wszystko, że jest w dobrej formie, że dotrzymał mi kroku. Napisał także i o tym, o czym mu powiedziałem, że jadę na Focusie ze wspomaganiem. I uradował się bardzo wówczas, że swą siłą dorównał połączonej mej sile i niemieckiej techniki.

Przy pełnym naładowaniu akumulatora można przejechać od 87 km (minimalny stopień wspomagania) - 73 km, 57 km, 43 km - do 28 kilometrów (wsparcie na maksa).

W sumie odbyłem na Focusie już pięć jazdy, pokonałem na nim prawie 200 kilometrów. Wszystkie testy odbywałem na trasie do Strzeszynka, ostatnią - aż nad Jezioro Kierskie do Krzyżownik  i z powrotem.

Jest to dla mnie nowy rodzaj doświadczenia, by pedałować na rowerze z dodatkową mocą. Od 2010 roku, a więc od czterech lat, startuję w imprezie towarzyszącej Tour de Pologne - Tour de Pologne Amatorów. Od dwóch lat do pokonania w tej zabawie amatorów na rowerach jest dystans 38,8 kilometrów - spod term w Bukowinie Tatrzańskiej do ronda w tej miejscowości (przez Poronin, Ząb, Bustryk, Leszczyny, Biały Dunajec, Gliczarów Górny, Białkę Tatrzańską).

Kiedy ostatnio pedałowałem na Focusie ze wspomaganiem, przemknęła mi przez głowę myśl, ile to czasu potrzebowałbym na pokonanie trudnej trasy Tour de Pologne Amatorów na tym cudzie niemieckiej techniki rowerowej, które trochę waży - bo ponad 19 kilogramów.

Na razie tylko go testuję i z każdym przejechanym kilometrem odczuwam coraz większą radość z jazdy. Wydatek energii jest mniejszy, dobrze się nań siedzi, dobrze prowadzi, 29-calowe koła na oponach Continental RaceKing 2.2 niosą doskonale po nierównościach i piachu. Tylko jechać, tylko radować się jazdę, pędem szybkości i tym, że człowiek się mniej męczy.


Jacek Jaśkowiak (z prawej - organizuje zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich w Szklarskiej Porębie i do pracy codziennie dojeżdża rowerem z Przeźmierowa do Poznania) i Piotr Kurek. Strzeszynek, kwiecień 2014.
Fot. Marcin Marcinkowski

Przejechałem ponad 100 kilometrów na rowerze marki Focus Jarifa Speed. I to gdzie? W najbardziej załtoczonej przestrzeni publicznej, jaką jest dla fanów nie tylko MTB, trasa Rusałka - Strzeszynek. Nie dziwi zatem wcale, że moje jazdy zauważyli i dostrzegli: Piotr Jaźwiński (jako pierwszy), Jacek Jaśkowiak (były kandydat na prezydenta miasta Poznania, organizator Pucharu Świata w biegach narciarskich w Szklarskiej Porębie), Marcin Marcinkowski, Anna Śliwa, Michał Wroniecki i Magdalena Dobska. Także Paweł Kliński - były mistrz Wielkopolski w kolarstwie górskim z 1996 roku.

Michał Wroniecki odbył wiele wypraw rowerowych - po Polsce i Europie. W 2010 roku pokonał na swym Wheelerze ponad 1700 km po Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii, Finlandii, Szwecji. Przed niespełna rokiem przeciął na rowerze Polskę w pół, jak jego dziadek przed wojną, z Poznania przez Kalisz, Wieluń, Częstochowę, Kraków, Tyniec, Kalwarię Zebrzydowską, Zawoję do Poronina i Zakopanego.

Pani Magdalena Dobska i Michał Wroniecki w końcu kwietnia wybierają się na wyprawę rowerową - z Gdańska do Białegostoku - wzdłuż północnej granicy Polski. Pojadą przez ponad tydzień, z Grażyną i Ryszardem Głowackimi z Suchego Lasu i innymi znajomymi. Pan Michał jest sprawdzonym i doświadczonym rowerzystą, ale dla Pani Magdy Focus Jarifa Speed byłyby idealnym rozwiązaniem, gdy zaczyna się przygodę na długich trasach przez nasz piękny kraj.

                                                                      Piotr Kurek


Michał Fogt (w środku) z żoną Hanną oraz z Arturem Lapińskim - przedstawicielem firmy Focus na Polskę.
Fot. Piotr Kurek

Rower Focus Jarifa Speed udostępnił mi do testów Michał Fogt - właściciel salonu rowerowego Fogt Bikes (www.fogtbikes.pl) w Zalasewie, ulica Hebanowa 39, koło Swarzędza, za co mu serdecznie dziękuję. Można tu nabyć rowery miejskie, trekkingowe, górskie i szosowe marek Focus, Superior, Euro Bike, Kalkhoff i Cervelo. 
 

Maratończyku, czas na rowery!
Zaczyna się bogaty w imprezy sezon 2014


Skandia Maraton Lang Team. Piotr Kurek (od lewej), Czesław Lang, Krzysztof Golwiej i Paweł Ziemba. Rzeszów, 26 września 2010.

Mieszkają w miastach i na wsiach, pracują w rozmaitych profesjach, są w różnym wieku. Łączy ich jedna pasja. Nie bójmy się tych słów, wielka pasja! Kochają jazdę na rowerze. Nie jest to jednak zwykłe pedałowanie po ulicach, po ścieżkach i drogach. Ich gna pęd przygody, trochę szaleństwa, dążenie do przeżycia czegoś niezwykłego.

To pasjonaci, entuzjaści maratonów na rowerach górskich. Mogliby każdą sobotę i niedzielę spędzać w swych domach - podejmując znajomych kawą i winem, gapiąc się w telewizor, leniuchując.

Nie, po stokroć nie!!! Oni potrafią pokonać kilkaset kilometrów swymi samochodami - wioząc na dachu lub w środku rowery - by wystartować w maratonie MTB. W jeździe na swych górskich bicyklach - w różnych częściach naszego, pięknego kraju. Raz w Karkonoszach, innym razem w Poznaniu i jego okolicach.

Piszę te słowa jako dziennikarz i zarazem weteran maratonów MTB. Był rok 1997 i nikt w Polsce ich wówczas nie organizował. Ci, którzy mieli takie pragnienia, którzy chcieli poznać smak przygody, przeżyć niepowtarzalne chwile, poczuć odrobinę wolności i czegoś nowego - jechali na południe Europy. Do Włoch, nad jezioro Garda - w Dolomity. 


Rok 1997, autor tej strony ukończył kultowy maraton MTB po włoskich Dolomitach. Pierwszy swój maraton na rowerach. Moment radosnej przejażdżki nad jeziorem Garda.

Niebawem minie siedemnaście lat od dnia, w którym grupa poznańskich entuzjastów kolarstwa górskiego - pod wodzą Andrzeja Glesmanna - ruszyła w tamte okolice. Dzień 3 maja 1997 roku zapamiętamy – Edward Pluciński, Wiesław Siedziński, Jerzy Ciesielski, autor tych słów – na całe życie. O ósmej rano byliśmy gotowi do startu w maratonie MTB.

Miejscowość Riva del Garda, na północnym krańcu największego włoskiego jeziora, słońcem, rześką pogodą, oklaskami jej mieszkańców jak i turystów, wyprawiała kolarzy MTB z całego świata na ich przygodę z górami. Z wysokości 66 metrów nad poziomem morza, na takiej wysokości leży Garda, wyruszali na swych "Trekach" i "Giantach" na wspinaczkę. Niezależnie od tego, czy mieli do pokonania najkrótszy, średni czy długi dystans (123 km), musieli wjechać na górę o wysokości prawie 1500 metrów. To były dwie godziny stałego, morderczego podjazdu.

Ale po drodze, na tych tych pierwszych kilometrach spotkałem w grupie ponad 700 maratończyków innych Polaków. Jak to miło, kiedy dziennikarz spotyka kolegę z tej samej branży. Był nim Miłosz Kędracki. Piszący o rowerach, z którym długie kilometry pięliśmy się pod górę.

Ukończyłem ten maraton - mój pierwszy maraton MTB w życiu. Jechałem na rowerze marki "Trek 830" ze sztywnym widelcem. Numer startowy 448. To był najkrótszy z dystansów, picollo - trzydzieści kilka kilometrów, na jego przejechanie potrzebowałem 3 godzin i pięciu minut. Mogłem jednak jechać dalej, na grande, limit czasu wynosił bowiem 3 godziny i 30 minut. Ale przecież upajała mnie radość, że oto dałem radę, że jestem na mecie.

Warto startować, warto jechać, warto się trudzić, wstawać z pedałów na podjeździe, pochylać się nad kierownicą na zjazdach, otóż wszystko to jest ważne, by przeżyć na zawsze niezapomniane chwile. Na trasie i na mecie. I później wymiana myśli z tymi, którzy dali radę - dojechali do miejsca, gdzie liczy się czas i klasyfikuje zawodników.

Ta moja włoska radość 1997 roku była bodźcem i skuteczną podnietą, by rok później znów spróbować. W tym samym miejscu, w otoczeniu serdecznych poznańskich przyjaciół - Andrzeja Glesmanna, Wiesława Siedzińskiego, Lecha Rucińskiego, Aleksandra Morozowskiego.


Gary Fisher (nr startowy 1401) i skromnie obok autor tej strony oraz poznańscy pasjonaci MTB - Andrzej Glesmann (563) i Edward Pluciński (564) na kilka minut przed startem do maratonu po Dolomitach. Riva del Garda we Włoszech, wiosna 1998 roku.

Dzień przed startem spotkałem Gary Fishera, Amerykanina, współtwórcę roweru górskiego, światowca. Przyznał, że Garda i Dolomity, to cud dany przez naturę, Boga, historię. Dla kogo? - można zapytać. Dla kolarzy górskich, gdyż w tym miejscu Europy krzyżują się dwa prądy powietrzne: alpejski i śródziemnomorski. Startujemy, jedziemy, lżej niż w innym miejscu świata oddychamy i się męczymy. Te racje wyłożył mi w obszernym wywiadzie dla "Głosu Wielkopolskiego".

Dzień później mieszkaniec Kalifornii Gary Fisher, rocznik 1950, był z nami poznaniakami, na starcie. Na swym rowerze jako zawodnik. Z przyjemnością stanął do wspólnego zdjęcia i ucieszył się bardzo, radośnie, że oto Polacy oddalają się 1200 kilometrów od swych domów, by poczuć radość uczestnictwa w czymś niepowtarzalnym. Nie krył swej radości, że niektórzy z nich startują na rowerach z jego nazwiskiem. Powiedział wówczas, i to się spełniło, że chętnie przyjedzie nad Wisłę. Był w Polsce już kilka razy.


Pierwszy maraton MTB Skandii i Czesława Langa. Chodzież, 29 kwietnia 2007.
Fot. Piotr Kurek

Żyjemy w roku 2014. Od kilkunastu lat maratony MTB organizowane są w Polsce. Paweł Kibiń, Maciej Grabek i Grzegorz Golonko - to ci, którzy pierwsi w naszym kraju trafnie wyczuli potrzebę tysięcy Polaków. Za czymś niezwykłym, przygodą, za dawką adrenaliny, za radością przekraczania mety po przejechaniu kilometrów. Trzydziestu, sześćdziesięciu, czy stu. Później dołączyli do nich inni: Cezary Zamana, Tomasz Kaczmarek, Czesław Lang, Grzegorz Wajs, Cezary Kaczmarek, Wojciech Gogolewski, Bogdan Maziejuk i inni.

Rok 2014, jak nigdy dotąd w przeszłości, oferuje polskim pasjonatom kolarstwa górskiego wiele możliwości. Maratonów MTB będzie aż nadto. I to w różnych częściach kraju. Od kwietnia po późną jesień. Od Bałtyku po Tatry. Polska jest potęgą w organizacji maratonów MTB. Jest kilkanaście cykli imprez - od najbardziej prestiżowego i medialnego, jakim jest od ośmiu już lat Skandia Maraton Lang Team do mniej znanych - lokalnych.

W Wielkopolsce w tym roku odbędzie się kilkanaście maratonów MTB. Ten pierwszy, inauguracyjny już w najbliższą niedzielę, 13 kwietnia, w Dolsku. W mieście kojarzonym z Wojciechem Mrozem, sponsorem polskiego kolarstwa, spotykamy się na jego ziemi: na terenie ośrodka hotelowo-rekreacyjnego "Villa Natura". Myślę, że to pierwsze spotkanie maratończyków MTB z naszego regionu wypadnie na medal, jeśli chodzi o liczbę uczestników i sportowy poziom. 


Mistrzostwa Polski w maratonie MTB. Piotr Kurczab (od lewej), Aleksandra Dawidowicz, Marek Galiński, Dariusz Noceń, Bogdan Czarnota. Obiszów, wrzesień 2013.
Fot. Piotr Kurek

Wielkopolscy fani MTB nie będą mogli w tym roku narzekać. W naszym regionie lub najbliższej okolicy (Lubuskie, Zachodniopomorskie, Dolny Śląsk) odbędzie się wiele imprez. W tym miesiącu elita polskiego kolarstwa górskiego jedzie 26 kwietnia do Warszawy na Skandię lub wybiera imprezę w Murowanej Goślinie. Dzień później, 27 kwietnia, w Olejnicy (Przemęcki Park Krajobrazowy) odbędzie się inauguracja coraz bardziej znanego w Polsce cyklu - Grand Prix Kaczmarek Electric MTB.

1 maja maraton MTB w Śremie, 4 maja w gościnnym dla Wielkopolan Połczynie-Zdroju (Zachodniopomorskie), 17 maja w Obornikach i Cybince (Lubuskie), 18 maja w Sulechowie (Lubuskie), 25 maja w Kostrzynie Wielkopolskim, 1 czerwca w Złotej Wsi koło Złotowa, 15 czerwca w Wyrzysku, 22 czerwca w Barlinku, 6 lipca w Murowanej Goślinie, 10 sierpnia w Suchym Lesie, 24 sierpnia w Wałczu, 20 września w Wieleniu, 5 października w Łopuchowie. Nie można też tracić z pola widzenia i tych, które organizują pasjonaci MTB z Leszna.

Od pamiętnego dla mnie roku 1997 mija siedemnaście lat. Z radością obserwuję, jak w Polsce przybywa zwolenników zdrowego trybu życia. Tych, którzy ruszają się na wszelkie możliwe sposoby - na nartach, na nogach i rowerach. Tysiące rodaków startuje w maratonach MTB. I inaczej już nie będzie. Dziś 1000 kolarzy w jednym miejscu zdaje się być polską normą uczestnictwa.

Jestem przekonany, że w tym roku do grona znanych maratończyków dołączą inni - młodsi i starsi. Wiek w tym przypadku jest bez znaczenia - ja debiutowałem w wieku 52 lat. Na rower, na maraton MTB, na spotkanie w miłym gronie nigdy nie jest za późno.


Marek Witkiewicz przed Michałem Górniakiem. Wieleń nad Notecią, najstarszy w Wielkopolsce maraton MTB o wdzięcznej nazwie "Michałki". Dziewiąta edycja imprezy, wrzesień 2012. 
Fot. Piotr Kurek
 
Szykować rowery, jechać gdzieś w Polskę. I startować. Przeżyć przygodę. Nie w samotności, ale obok innych i z innymi. Podzielić się radością z żoną, dziewczyną, dziećmi. Ja od siedemnastu lat w tym biorę udział. I zachęcam innych do tego samego. Naprawdę warto.

I jeśli mogę zakończyć osobistą nutą te słowa, 26 kwietnia na warszawskiej Agrykoli wystartuję po raz trzydziesty trzeci w cyklu Skandia Maraton Lang Team. Nazbierało się tego, wspomnień i niezapomnianych przeżyć. Numerów startowych i kilka medali z podium. Także i z ten brązowy sprzed roku z Agrykoli właśnie, z dziennikarskiej rywalizacji mężczyn po 45. roku życia.

                                                             Piotr Kurek

Bike Cross Maraton Wielkopolska Gogol MTB 2014
13 kwietnia - Dolsk
4 maja - Połczyn-Zdrój (Zachodniopomorskie)
1 czerwca - Krzywa Wieś koło Złotowa
15 czerwca - Wyrzysk
22 czerwca - Barlinek (Zachodniopomorskie)
6 lipca - Murowana Goślina
10 sierpnia - Suchy Las
24 sierpnia - Wałcz (Zachodniopomorskie)
5 października - Łopuchowo

Skandia Maraton Lang Team 2014
26 kwietnia - Warszawa
31 maja - Kraków
14 czerwca - Bytów
28 czerwca - Bukovina Terma Hotel Spa
5 lipca - Krokowa
27 września - Dąbrowa Górnicza
4 października - Kwidzyn

Grand Prix Kaczmarek Electric MTB 2014
27 kwietnia 2014 – Olejnica
18 maja 2014 – Sulechów
1 czerwca 2014 – Zielona Góra
15 czerwca 2014 – Kargowa
29 czerwca 2014 – Lubrza
6 września 2014 – Nowa Sól
5 października 2014 – Wolsztyn
 

Z Paproci Dużej w wielki świat
Henryk Charucki był kolarzem, jest
skutecznym człowiekiem biznesu



Wielkie postaci polskiego kolarstwa. Henryk Charucki (od lewej), Stanisław Szozda, Joanna Wołodźko i Ryszard Szurkowski. Wrocław, Most Rędziński, sierpień 2011.
Fot. Piotr Kurek

Henryk Charucki na trwałe zapisał się w dziejach polskiego kolarstwa. Wygrał Tour de Pologne w roku 1979, reprezentował nasz kraj na imprezach międzynarodowych. W swej sportowej biografii ma ponad 200 zwycięskich wyścigów na szosie. Od ponad dwudziestu lat jest skutecznym człowiekiem biznesu - jego Dolnośląskie Centrum Rowerowe jest wzorcowym salonem, gdzie każdy może nabyć interesujący go model bicykla i gdzie poziom technicznej obsługi jest na najwyższym, światowym poziomie.

Podlasie. Urodził się na Podlasiu, był grudzień 1955 roku, a zatem dziesięć lat po II wojnie światowej. Miejscem, gdzie nauczył się chodzić i jeździć na rowerze była niewielka wieś na Podlasiu - Paproć Duża. Raptem sto kilkadziesiąt numerów, łącznie nie więcej niż pół tysiąca mieszkańców. – To jest miejscowość niezwykła i to z dwóch powodów - objaśniał mi Henryk Charucki w minioną sobotę, 29 marca, w swym biurze we Wrocławiu. – Po pierwsze, zbudowali ją w końcu XVIII wieku niemieccy osadnicy na planie koła o średnicy około 900 metrów i to w taki sposób, że z jej centralnego miejsca (kościół) rozchodzi się promieniście dziewięć dróg, które prowadzą do innych miejscowości. Domy były budowane na obwodzie tego koła. To jest architektoniczna perełka, nadzwyczajne rozwiązanie, którego nie spotkałem nigdzie na świecie - podkreśla były kolarz, który zjeździł cały świat. – Po drugie, w Paproci Dużej ślubował wierność małżeńską swej oblubiennicy Józef Piłsudski. Był rok 1899, 15 lipca, gdy ówczesny rewolucyjny konspirator przyrzekał Marii z Koplewskich Juszkiewiczowej, że odtąd będą razem.

– Paproć Duża z lat mojego dzieciństwa i młodości zapamiętałem na całe życie. To były biedne polskie lata. Miałem wspaniałych rodziców (ojca - Aleksandra, mamę - Mariannę), byłem jednym z dziewięciorga rodzeństwa i nie muszę mówić, że brakowało wszystkiego - niekiedy chleba, niekiedy mleka, niekiedy cukru i soli. Do Szumowa i do innych najbliższych miejscowości szło się piechotą kilka kilometrów. Nie było asfaltowej lub innej utwardzonej drogi. We wsi był jeden rower. Jego szczęśliwego posiadacza, chyba marki Ukraina, poprosiłem o to, by mi go pożyczył, bym nauczył się na nim jeździć. I to jak: pod ramą.


Henryk Charucki - górski szosowy mistrz Polski. Rok 1979.
Archiwum Henryka Charuckiego

– Dokładnie, co do jednego dnia, osiemdziesiąt lat po ślubie Józefa Piłsudskiego, 15 lipca 1979 roku, wygrałem Tour de Pologne. Mój sportowy triumf życia wypadł w Lesznie, gdzie wiwatował na cześć kolarzy wypełniony po brzegi stadion. Nie wiem, ile na nim może zasiąść widzów, ale myślę, że dwadzieścia kilka tysięcy ludzi biło mi wówczas brawo. I także Ryszardowi Szurkowskiemu, który wygrał ostatni etap tego wyścigu.

Droga do sportu. Od najmłodszych lat lubił biegać, skakać, grać w piłkę. I także obserwować świat, dobrze odczytywać znaki czasu. W roku 1970, gdy polscy kolarze triumfują drużynowo i indywidualnie (Ryszard Szurkowski) w Wyścigu Pokoju, w ręce 15-latka z Paproci Dużej trafia gazeta informująca o tym, że zambrowski LZS przyjmuje chętnych do sekcji kolarskiej.

– Podjąłem próbę, udało się, zostałem przyjęty. Byłem szczęśliwy, wkrótce dostałem swój pierwszy rower i podjąłem regularne treningi. Moimi kolegami z drużyny byli: Paweł Orłowski, Tadeusz Radziejewski, Kazimierz Gosk. Było nas dziesięciu, naszym trenerem był Kazimierz Grabek. Mieszkałem w Paproci Dużej, trenowałem w Zambrowie, do szkoły zawodowej uczęszczałem w Ostrowii Mazowieckiej. Wystarczy spojrzeć na mapę, by zobaczyć, jaki to był dla mnie trud. Byłem jednak szczęśliwy, że mogę się ścigać, rywalizować, robić coś, co lubię.

W roku 1971, w wieku niespełna 16 lat, wygrywa wyścig kolarski ze startu wspólnego w Wojewódzkiej Spartakiadzie Młodzieży. – Do pokonania było około 90 kilometrów, za rywali miałem znanych już wówczas braci Kuczko - Andrzeja i Jerzego, także Wiesława Grabka. Wygrałem w Hajnówce i moja radość była ogromna.

List do Wrocławia. Młody Henryk Charucki jeździ na rowerze, trenuje i wie, że jest jest w Polsce jedno miasto, które jest bardzo życzliwe kolarzom i gdzie w barwach Dolmelu Wrocław startuje Ryszard Szurkowski. Triumfator Wyścigu Pokoju, mistrz świata z Barcelony z roku 1973. Szosowiec, obok którego jeździ plejada znakomitych kolarzy, prawie pół reprezentacji Polski.

– W roku 1974 napisałem list do Dolmelu Wrocław, do sekretarza klubu Jerzego Wizowskiego. Napisałem, że uprawiam kolarstwo, że mam już sukcesy, że mam wyuczony zawód mechanika, i że chciałbym zostać sportowcem znanego klubu.


Henryk Charucki - liderem jubileuszowego, 35. Tour de Pologne, o czym informował na pierwszej stronie "Przegląd Sportowy".
Archiwum Henryka Charuckiego

– Kiedy do mego domu w Paproci Dużej przyszedł list z Wrocławia - poczułem, że złapałem Pana Boga za nogi. – Mamo, jadę do Wrocławia, potrzebuję pieniędzy.

– 27 czerwca 1974 roku wysiadłem na Dworcu Głównym PKP we Wrocławiu. Przyjechałem z Podlasia, z innej części Polski - ładnej, ale biednej, mniej perspektywicznej. W tym roku minie czterdzieści lat, jak mieszkam w mieście nad Odrą, ale pamiętam, jak na piechotę szedłem w ten czerwcowy dzień roku 1974 z dworca do siedziby Klubu Sportowego Dolmel przy ulicy Pstrowskiego, całe trzy i pół kilometra.

Dolmel Wrocław. – Dolmel Wrocław tamtych siedemdziesiątych lat XX wieku. To była sportowa potęga. Kolarze robili większy rozgłos Dolmelowi niż sam zakład. Sekcja kolarska liczyła aż czterdziestu zawodników. Ryszard Szurkowski był gwiazdą, znakiem polskiego kolarstwa, naszego sportu. Jan Brzeźny, Jan Faltyn i im podobni byli reprezentantami Polski. Mieczysław Żelaznowski był trenerem, opiekunem, naszym wychowawcą. Miał swój słynny zeszyt i notował, notował. Był urodzonym dyrektorem sportowym grupy kolarskiej. Kochał ten sport, dbał o zawodników.

27 czerwca 1974 przybywa do Wrocławia, na początku lipca rozpoczyna pracę w Dolmelu na W-5. Mieszka w hotelu robotniczym, trzy zmiany montowania kabli są jego udziałem. I czeka na swój pierwszy klubowy, dolmelowski rower. Otrzymuje go po dwóch tygodniach. To Jaguar, nie nowy, ale po Mariuszu Filipiuku niebieski i wraz z innym nowym dolmelowcem Irkiem Walczakiem zaczyna trenować. Miesiąc później jest już posiadaczem nowego Jaguara, w żółtym kolorze.

Przebić się w klubie Mieczysława Żelaznowskiego i Ryszarda Szurkowskiego do przodu, uzyskać ich zaufanie - trzeba było to wywalczyć na szosie, w kolarskim boju.

Młody Heniu Charucki miał predyspozycje do jazdy po górach. Gnał po nich, jak natchniony. Jest rok 1978, trwa Tour de Pologne. Młody, bo zaledwie 22-letni Harry, jak zdążyli go nazwać w peletonie koledzy, jest od kilku dni liderem naszego narodowego wyścigu. Jest 18 lipca, kolarze startują z Zakopanego, by pokonać 144 kilometry do Oświęcimia.

– Wspięliśmy się na przełęcz Krowiarki (ponad tysiąc nad poziomem morza) i zjeżdżamy w dół - do Zawoi, najdłuższej wsi w Polsce (22 kilometry), na lotny finisz. Pędzimy w dół z prędkością około 80 kilometrów na godzinę, pędzimy na lotny finisz. Rozprowadza Tadeusz Mytnik, a za nim cały rozpędzony peleton. Nagle Tadeusz Mytnik odwraca się, by zobaczyć co się dzieje z tyłu, zmienia tor jazdy a z tyłu finiszuje już Grzegorz Fajkowski, lider klasyfikacji generalnej, i potrąca go. Tadeusz Mytnik upada, za nimi przewraca się na szosę prawie cały peleton.


Henryk Charucki - triumfator Tour de Pologne 1979. Drugie miejsce - Janusz Kowalski (z lewej), trzecie - Jan Krawczyk. Leszno, 15 lipca 1979.
Archiwum Henryka Charuckiego

– Ja też padam na szosę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jeden z kolarzy przejeżdża mi przez szyję i prawdopodobnie noskiem od pedała rozrywa mi część twarzy. Tracę świadomość na dwie godziny i trafiam do szpitala w Makowie Podhalańskim. Tracę w ten sposób szansę wygrania Tour de Pologne w roku 1978. Ale jedenaście dni później opuszczam szpital, przyjeżdżają po mnie Mieczysław Żelaznowski i Zbigniew Rusin, i jadę się ścigać w Karkonosze.

W stronę morza. Wcześniej jednak, w latach 1976-1977, Henryk Charucki odbywa służbę wojskową. W klubie sportowym. Nie w Legii Warszawa, a we Flocie Gdynia, gdzie liderem jest Tadeusz Mytnik.

– Chciałem jeździć w barwach Legii, ale trafiłem nad morze. I zdarzyła się w mej karierze rzecz niesłychana: w roku 1977 podczas Mistrzostw Polski w drużynowej jeździe na czas na dystansie 100 kilometrów w Szczecinie przegraliśmy z Legią Warszawa (Czesław Lang, Zbigniew Szczepkowski, Janusz Bieniek, Tomasz Tomaszewski), ale wygraliśmy z Dolmelem Wrocław (Ryszard Szurkowski, Szczepan Klimczak, Jan Brzeźny, Jan Faltyn). Flota Gdynia w składzie Tadeusz Mytnik, Józef Kołopajło, Bronisław Ebel i Henryk Charucki - wicemistrzami Polski. Dostałem wówczas awans na starszego mata i propozycję, by zostać w Gdyni... W mieszkaniu przygotowanym dla mnie. Nie przyjmuję jednak tej oferty i wracam do Wrocławia - do Dolmelu.

Świetny rok 1978. To był świetny rok Henryka Charuckiego. Upadek w Zawoi pozbawia go zwycięstwa, nieomalże pewnego, w Tour de Pologne. W tymże sezonie startuje w Wyścigu Dwóch Kalifornii (Meksyk i USA) i go wygrywa. Jest liderem na sześciu etapach i wygrywa po samotnym ataku etap ostatni. W tej rywalizacji jest lepszy, między innymi, od znakomitych Rosjan, jak choćby Siergieja Suchoruczenkowa - późniejszego triumfatora Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w roku 1980 w wyścigu ze startu wspólnego.

Polska ekipa startowała wówczas w składzie: Henryk Charucki, Tadeusz Zawada, Tomasz Tomaszewski, Mieczysław Nowicki i Jerzy Siarnecki. Trenerem był Józef Jankowski.


Ojciec i syn. Henryk Charucki, Paweł Charucki. Dolnośląskie Centrum Rowerowe we Wrocławiu, ul. Robotnicza 52A. Wrocław, 29 marca 2014.
Fot. Piotr Kurek

– Miałem propozycję, by zostać w Meksyku. Wróciłem do Polski bogatszy o kilkanaście tysięcy dolarów. W tymże roku reprezentowałem Polskę na szosowych Mistrzostwach Świata w RFN, ale w wyścigu ze startu wspólnego zająłem 48. miejsce. Daleko poniżej własnych oczekiwań.

Zwycięzca Tour de Pologne. To, co nie udało się w roku 1978, spełniło się w roku 1979. Henryk Charucki z Wrocławia, reprezentujący branżę metalowców, wygrywa Tour de Pologne. Na jednym z górskich etapów wokół Polanicy, kiedy poszła ucieczka i lider teamu metalowców Ryszard Szurkowski przegrywał już wyścig, pilnowany przez konkurentów, Harry ma przyzwolenie trenera Wojciecha Walkiewicza, by gnać do przodu za ucieczką. Kiedy dogania ucieczkę etapu do Polanicy nie wygrywa, ale obejmuje prowadzenie w klasyfikacji generalnej. I tak już zostaje do końca, do 15 lipca 1979.

– Leszno 15 lipca 1979. Świeciło słońce, było ciepło, gdy wjeżdżaliśmy na stadion sportowy. Etap wygrał Ryszard Szurkowski, ja - jego kolega z Dolmelu i teamu metalowców - triumfowałem w całym tourze. Za pierwsze miejsce otrzymałem "malucha", pamiętam nawet jego kolor - czerwony. Sprzedałem go od razu Józefowi Maliszewskiemu, też kolarzowi Dolmelu. Gdybym rok wcześniej był pierwszy w Tour de Pologne, wówczas dostałbym dużego Fiata, czyli 125p.

Pamiętny rok 1980. Dla najlepszych polskich sportowców był to rok igrzysk olimpijskich w Moskwie, gdzie Czesław Lang został wicemistrzem w wyścigu ze startu wspólnego.

– W sierpniu Polska zaczęła strajkować, powstała "Solidarność" i z końcem roku najlepsi kolarze Dolmelu Wrocław musieli szukać swych nowych możliwości. Już nie są na etacie zakładu pracy (ich powinnością były treningi i wyścigi), ten okres definitywnie rewolucja społeczna w Polsce zakończyła.

Kierunek Francja. Każdy dobry kolarz w Polsce szuka wówczas drogi dla siebie. Czesław Lang wyjeżdża do Włoch, Henryk Charucki trafia w stanie wojennym (rok 1982) do Francji. Ściga się tam ponad dziesięć lat.


Henryk Charucki wygrał we Francji ponad 100 wyścigów szosowych. Trophee de la Manche - rok 1983.
Archiwum Henryka Charuckiego

– We Francji wygrałem ponad 100 wyścigów. Wypadało średnio dziesięć na rok. Miałem obok siebie Ryszarda Szurkowskiego, Jana Brzeźnego, Franciszka Ankudowicza, Tadeusza Mytnika, Stanisława Czaję, Jacka Bodyka, Mieczysława Karłowicza i kilku jeszcze innych kolegów. Tworzyliśmy "Spółdzielnię", wygrywaliśmy jako nieformalny team około pięćdziesiąt wyścigów rocznie. Zarabialiśmy w ten sposób na życie. Odkładałem pieniądze za wygrane wyścigi, by mieć kapitał na rozruch biznesowy w Polsce.

– Byłem kolarzem, wygrywałem wyścigi i byłem nieformalnym dyrektorem sportowym grupy, w której jeździli także Francuzi. Mogłem to czynić jeszcze kilka lat dłużej, ale w roku 1992 powiedziałem, że to ostatni rok mej kariery. Swój ostatni wyścig w pięknym stylu wygrałem we Francji i na mój koszt cały peleton bawił się dobrze do rana.

Spojrzenie do tyłu. – Uprawiałem kolarstwo od 1971 roku do 1992, całych 21 lat. Tak z grubsza rzec biorąc, ten czas można podzielić na dwie połowy: Polskę i Francję. Wchodziłem do tego sportu, gdy najlepsi kolarze w naszym kraju – Ryszard Szurkowski, Stanisław Szozda, Janusz Kowalski - ożywiali wyobraźnię młodego pokolenia, byli bohaterami narodowymi.

– Miałem okazję z nimi się ścigać. Podpatrywałem starszych kolegów, uczyłem się od nich. Na całe życie zapamiętałem wyścig do Limanowej, gdy lubiący mnie Staszek Szozda dał mi sygnał kilka kilometrów przed metą, bym uciekał do mety. Utytułowanemu koledze z Dolmelu Ryszardowi Szurkowskiemu nie wypadało się nie zgodzić i mnie gonić. Pognałem jak szalony. Niosła mnie siła mięśni, odwaga charakteru i przyzwolenie Wielkich Polskiego Peletonu, że mogę wygrać. Poniosła mnie fantazja.

Henryk Charucki nie przewidział tylko jednego. Bieżnia stadionu sportowego w Limanowej była miękka i żużlowa, rozpędzony wpadł na nią i zamiast wygrać etap, upadł i wylądował na zielonej murawie. Zanim się pozbierał, Staszek Szozda był już na mecie jako pierwszy...

 
Henryk Charucki, dzięki swym  zwycięskim wyścigom, znany jest we Francji. Pierwsze miejsce w wyścigu Classic Sesame - Epernay, rok 1985. 
Archiwum Henryka Charuckiego

Triumfator Tour de Pologne z roku 1979 przyznaje, że w swej bogatej karierze sportowej wiele, wiele razy leżał. – Upadki są wpisane w ten sport, ale nigdy nie doznałem złamania. Nie złamałem obojczyka, nie złamałem ręki lub nogi. Natura dobrze mnie skroiła i kości mam jak z tytanu - śmieje się w marcową sobotę 29 marca Henryk Charucki w swym wrocławskim biurze.

Urodził się w roku 1955. Ten rocznik dał polskiemu kolarstwu znakomitych szosowców: Czesława Langa, Krzysztofa Sujkę, Jana Jankiewicza. Młodsi o dziewięć lat od Ryszarda Szurkowskiego w drugiej połowie lat 70-tych XX wieku sportowo napierali na wielkich mistrzów polskiej szosy. Dziś trudno wyobrazić sobie rodzime kolarstwo bez Czesława Langa (organizator Tour de Pologne od 1993 roku) i Henryka Charuckiego, którego samochody z kołami marki Mavic towarzyszą naszemu narodowemu wyścigowi od dziesięciu już lat.

– To wielka sprawa być częścią wydarzeniowej imprezy sportowej, jaką jest Tour de Pologne. Ja oraz Jacek Bodyk i Jacek Gardy zapewniamy neutralny serwis Mavica dla wszystkich najlepszych szosowców świata. Jesteśmy profesjonalnie przygotowani, oferujemy najlepsze koła, dbamy o bezpieczeństwo szosowców - objaśnia swą współpracę z rówieśnikiem Czesławem Langiem wrocławianin Henryk Charucki. – Tak będzie też i w tym roku na trasie 71. Tour de Pologne.

Biznes rowerowy. W tej branży Henryk Charucki zadebiutował w roku 1992. Za trzy lata będzie ćwierć wieku twórczej, skutecznej działalności biznesowej. Napierw był sklep rowerowy we Wrocławiu przy ulicy Księcia Witolda 48, teraz od roku 2007 jest Dolnośląskie Centrum Rowerowe o nazwie Harfa-Harryson Henryk Charucki przy ulicy Robotniczej 52A we Wrocławiu. 


Henryk Charucki w Dolnośląskim Centrum Rowerowym. To dzieło jego życia, piękne miejsce, by kupić wymarzony rower. Wrocław, ul. Robotnicza 52A.
Fot. Piotr Kurek

To chyba najnowocześniejszy salon rowerowy w Polsce. W jednym miejscu wystawionych jest do sprzedaży kilkaset rowerów: są dla dzieci, trekkingowe, miejskie, dla triathlonistów, dla kolarzy górskich i te szosowe. Także z najwyższej jakościowo półki. Jakby ktoś chciał sie poczuć jak Maciej Paterski z CCC Polsat Polkowice, jak Włoch Davide Rebellin, jak inni szosowcy najlepszego polskiego teamu, musi zajrzeć na ulicę Robotniczą 52A. Tu może kupić rowery marki Guerciotti, na których jeżdżą szosowcy z Polkowic, także Paweł Charucki - syn triumfatora TdP z 1979 roku.

W Centrum Rowerowym, gdzie menedżerem jest Zbigniew Wyglądała, można przeprowadzić za pomocą komputera Bikefitting precyzyjne ustawienie pozycji na rowerze. Następnie z wydrukiem zainteresowanego dobiera się odpowiednią ramę, później wszystko składają, sprawdzają i doprecyzowują pozycję sprawne ręce Jana Faltyna - byłego kolarza Dolmelu, wicemistrza świata z 1977 roku.

Henryk Charucki z ubogiego Podlasia czterdzieści lat temu ruszył w Polskę, opuścił dom rodzinny. Na swej drodze życiowej spotykał dobrych ludzi i korzystał z ich rad. Na początku tej podróży przez świat skorzystał z podpowiedzi starszej siostry Zosi, jaką ma wybrać szkołę. Później słuchał ludzi, z którymi rozpoczynał kolarską przygodę - Kazimierza Grabka, Jerzego Kłoszewskiego. - Jerzy Wizowski odpowiedział na mój list i dał mi szansę ogromną. Wykorzystałem to pracą, uporem, talentem jazdy po górach pod okiem Mieczysława Żelaznowskiego. Obserwowałem świat i dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem.

– Stworzyłem imperium rowerowe. Współpracuje z największymi firmami rowerowymi na świecie. Oferuje klientom najlepsze marki rowerów, najlepszy serwis. W 48 godzinach rower oddany do przeglądu, naprawy, konserwacji - ma być zrobiony. Współpracuję z 700 sklepami rowerowymi w Polsce.


Oni tworzyli wielkość polskiego kolarstwa. Za rowerem Ryszard Szurkowski, Stanisław Szozda. Na podium, od lewej, Henryk Charucki, Jan Faltyn, Ryszard Rawski, Jan Brzeźny, Jacek Bodyk i Ireneusz Walczak. Otwarcie Mostu Rędzińskiego we Wrocławiu i wyścig "Autostradą na czas". Wrocław, sierpień 2011.
Fot. Piotr Kurek
 

Pracuje dziennie po kilkanaście godzin. Ma czas dla przyjaciół, szanuje dawnych kolegów i jest wielce szanowany w świecie kolarskim. Bardzo przeżył odejście z tego świata Stanisława Szozdy, z którym się serdecznie przyjaźnił. – Byłem ze Staszkiem do ostatnich jego dni, do śmierci we wrześniu ubiegłego roku. Zadbałem o to, by uroczystości pogrzebowe odbywały się w Archikatedrze Wrocławskiej i by wybitny kolarz spoczął w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Osobowickim - obok Janusza Kierzkowskiego, mistrza świata na torze.

Moment refleksji. 27 czerwca tego roku minie 40 lat, gdy 18-letni Henryk Charucki wylądował na wrocławskim bruku. Nie zmarnował tych lat, wykorzystał szansę. Dziś wie, jaką pokonał drogę i ile trudu go to kosztowało. Jest znanym, szanowanym w całym świecie człowiekiem biznesu.

– Nie zapominam o Paproci Dużej, skąd ruszyłem w świat. Kilka lat temu do mej wsi poprowadzono w końcu asfalt. Pomyślałem o tym, by zorganizować tutaj wyścigi kolarskie. Udało się, zaś frajdę miały rywalizujace dzieci w Małym Wyścigu Pokoju, także mastersi i miejscowi samorządowcy. Dwa lata temu wygrałem tutaj wyścig starszych panów. Swój sukces dedykowałem miejscowym strażakom. Jednym z nich był mój ojciec. W tym roku, w sobotę 21 czerwca, po raz kolejny odbędą się w mej wsi rodzinnej zawody szosowe. Zapraszam na nie mastersów z całego kraju. Będzie to dobre dla nich przetarcie przed Mistrzostwami Polski w Sobótce.


Henryk Charucki w swym wroclawskim biurze. Były szosowiec jest wielce szanowanym biznesmenem, postacią w polskim środowisku kolarskim. Kotwicą Dolmelu Wrocław i dolnośląskich kolarzy.
Fot. Piotr Kurek

– Zapraszam w przededniu lata do Paproci Dużej także polskich dziennikarzy. Tomek Jaroński z Eurosportu już tu był, także Piotr Sobczyński z Telewizji Polskiej. Czekam na Krzysztofa Wyrzykowskiego, dla którego - jak dla mnie - Francja była i jest drugim domem.

Mógłbym jeszcze pisać i o tym, że syn Paweł Charucki (rocznik 1988) jest kolarzem zawodowym w CCC Polsat Polkowice (mistrz Polski młodzieżowców z roku 2010), że jest dumny z córki Kamili, która jest na aplikacjach notarialnych, że ostatnio z Janem Brzeźnym i Józefem Kaczmarkiem był w Mroczkowie Gościnnym na pogrzebie Marka Galińskiego. Nie je mięsa wieprzowego, prowadzi sportowy tryb życia, 8 sierpnia tego roku po raz kolejny wystartuje w Bukowinie Tatrzańskiej w Tour de Pologne Amatorów.

Jak twierdzi, wszystko zawdzięcza Panu Bogu, który go przeprowadził przez dotychczasową drogę życia, a jego patronem jest od lat Święty Ojciec PIO. W tym roku, w dzień startu Tour de France, wyruszy po raz czternasty na Kolarską Pielgrzymkę na Jasną Górę, którą współorganizuje.

Kiedy patrzę na polskie kolarstwo roku 2014, trudno je sobie wyobrazić bez trzech ludzi - byłych szosowców: Dariusza Miłka, Czesława Langa i Henryka Charuckiego właśnie.
                               
                                                                      Piotr Kurek

Get Adobe Flash player

Z Paproci Dużej w wielki świat (2014-04-02)
Henryk Charucki był kolarzem, jest skutecznym człowiekiem biznesu Wielkie postaci polskiego kolarstwa. Henryk Charucki (od lewej), Stanisław Szozda, Joanna Wołodźko i Ryszard Szurkowski. Wrocław... [ więcej >> ]
 
Spędź dyngusa na rowerze! (2014-04-19)
„W poszukiwaniu Wielkanocnego Jajeczka” W takich warunkach, przed rokiem - 1 kwietnia 2013, pasjonaci rowerów szukali "Wielkanocnego Jajeczka". Fot. Roma Dukat 26 kwi... [ więcej >> ]
 
Stara gwardia nie rdziewieje (2014-04-18)
Ryszard Szurkowski, Czesław Lang, Henryk Charucki i inni trenują jak za dawnych lat Czesław Lang, Krzysztof Kozanecki, Ryszard Szurkowski, Iwona Szurkowska. Majorka, kwiecień 2014. Ryszard Szurko... [ więcej >> ]
 
Życzenia wielkanocne (2014-04-18)
Rys. Antonina Klupś                               &... [ więcej >> ]
 
Radość jazdy bez zmęczenia (2014-04-16)
Testuję rower górski Focus ze wspomaganiem Focus Jarifa Speed - idealny rower górski ze wspomaganiem. Fot. Piotr Kurek Już trzeci tydzień testuję rower górski marki Focus Ja... [ więcej >> ]
 
Patrząc na 599 rowerów w Dolsku (2014-04-14)
Refleksje autora Wielkopolskiego Rowerowania Rozpoczęli jazdę na dystansie Mega. Mateusz Mróz (z prawej - 2598), przez 19 lat kolarz szosowy, w tym sezonie ścigać się będzie w wielkopolskic... [ więcej >> ]
 
Maraton MTB w Dolsku na 600 rowerów (2014-04-13)
Joanna Wojtaszek (Poznań), Marta Gogolewska (Wągrowiec), Mateusz Lewandowski (Kórnik) i Paweł Górniak (Piła) triumfowali w klasyfikacji open na dystansach Mini i Mega Trzech najlepsz... [ więcej >> ]
 
Sprawdzony zespół z Poznania
zmienił swą nazwę i stroje
(2014-04-12)
Euro Bike Kaczmarek Electric Team rozpoczyna sezon w Dolsku w mocnym składzie Michał Kowalczyk jest jednym z liderów Euro Bike Kaczmarek Electric Teamu. Wągrowiec, 6 kwietnia, zawody Thule ... [ więcej >> ]
 
Mistrz Polski nie odpuszcza (2014-04-12)
Borys Góral z Piły najlepszym sprinterem MTB w Białymstoku   Borys Góral z Piły (w środku) jest mistrzem Polski w sprintach na rowerach górskich i dziś swą klasę sp... [ więcej >> ]
 
Prezentacja w samo południe (2014-04-12)
Agrochest Team 2014 pokazał swe oblicze Agrochest Team. Przedni rząd (od lewej): Tomasz Helman, Jan Spławski, Hubert Spławski, Michał Putz, Kacper Szczepaniak, Marcin Hermanowski. Z tyłu (od lewej... [ więcej >> ]
 
W niedzielę maraton MTB w Dolsku (2014-04-11)
Zapowiada się wielka impreza kolarstwa górskiego Przed rokiem, 21 kwietnia 2013, maraton MTB w Dolsku na dłuższym dystansie wygrał Kornel Osicki. Fot. Piotr Kurek Za dwa dni, 13 kwietnia,... [ więcej >> ]
 
Maratończyku, czas na rowery! (2014-04-10)
Wszystkie drogi prowadzą do Dolska Skandia Maraton Lang Team. Piotr Kurek (od lewej), Czesław Lang, Krzysztof Golwiej i Paweł Ziemba. Rzeszów, 26 września 2010. Mieszkają w miastach i na ws... [ więcej >> ]
 
Poligon Biedrusko w kwietniu
niedostępny dla rowerzystów
(2014-04-08)
Wojsko ćwiczy się i strzela amunicją bojową W to miejsce w kwietniu nie dojedziemy na rowerze. Wojciech Bogusławski, ojciec polskiego teatru narodowego, urodził się w Glinnie (nieistniejącej wsi) ... [ więcej >> ]
 
Mariusz Gil w barwach
kostrzyńskiego Agrochest Teamu
(2014-04-08)
Pod Poznaniem powstaje silna ekipa MTB Mariusz Gil na najwyższym miejscu podium. Maraton MTB w Połczynie-Zdroju, 15 lipca 2007. Fot. Piotr Kurek Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu 2014 w maratona... [ więcej >> ]
 
Początek 27 kwietnia w Olejnicy, finał 5 października w Wolsztynie (2014-04-08)
Siedem edycji Grand Prix Kaczmarek Electric MTB W maratonach Grand Prix Kaczmarek Electric MTB startuje elita polskiego kolarstwa górskiego. Impreza w Lubrzy, rok 2013. Na czele Andrzej Kai... [ więcej >> ]
 
Osiemnaście osób objechało
trasę maratonu MTB
(2014-04-07)
13 kwietnia spotykamy się w Dolsku na wielkiej imprezie sportowo-rekreacyjnej Uczestnicy niedzielnego objazdu trasy maratonu MTB przed kompleksem hotelowo-wypoczynkowym Villa Natura. Dolsk, 6 kwi... [ więcej >> ]
 
Zwycięstwo Macieja Paterskiego (2014-04-06)
Wyścig Ślężański Mnich zainaugurował sezon kolarski 2014 w Polsce Maciej Paterski (drugi z prawej) wygrał dziś w Sobótce wyścig Ślężański Mnich. Zawodnik z Jarocina z kolegami z CCC Polsat... [ więcej >> ]
 
Aleksander Dorożała jechał jak natchniony (2014-04-06)
Niezwykle udana inauguracja cyklu wyścigów XC Thule Cup 2014 Aleksander Dorożała wygrał dziś w spektakularny sposób silnie obsadzony wyścig XC elity w Wągrowcu. Fot. Hanna Marcza... [ więcej >> ]
 
Biegają i nieźle kręcą pedałami (2014-04-05)
Miłosław Fortuna Team wchodzi do gry Drużyna MTB z Miłosławia: Beata Kaniewska (od lewej), Kacper Urbanowicz, Magda Jerzykiewicz, Roman Jerzykiewicz, Robert Suchorski, Grażyna Gruszczyńska, Hubert... [ więcej >> ]
 
Propozycja na niedzielę 7 kwietnia (2014-04-05)
Objazd trasy maratonu MTB w Dolsku     13 kwietnia Dolsk będzie rowerową stolicą Wielkopolski. Odbędzie się tutaj pierwszy w tym sezonie maraton MTB w naszym regionie. Jego uczestnicy... [ więcej >> ]
 
Zaczynamy w niedzielę w Wągrowcu (2014-04-05)
6 kwietnia pierwszy wyścig XC Thule Cup 2014 Jutro, w niedzielę 6 kwietnia, w Wągrowcu rozpocznie się cykl wyścigów XC w Wielkopolsce - znanych od jedenastu lat pod nazwą Thule Cup. Tegorocz... [ więcej >> ]
 
 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL