R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 27313746 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-07-20

 
Witamy na stronie Kurek-Rowery.pl

 

Michał Błażejewski
sensacyjnie wygrywa
Kolejny lipcowy czwartek kolarski


Michał Błażejewski wygrał dziś, 19 lipca, wyścig kolarski na torze samochodowym "Poznań" w ramach czwartków kolarskich.
Fot. Piotr Kurek

Michał Błażejewski (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) wygrał dziś kolejny czwartek kolarski na torze samochodowym "Poznań". 25-latek z Poznania na finiszu wyprzedził towarzyszy odjazdu: Artura Kozala z Mosiny (FTI Racing Team) i Pawła Rychlickiego z Poznania (Merx Team). Jego zwycięstwo jawi się cokolwiek sensacyjnie. Ścigało się tylko 60 osób, w tym kilka pań.

Na dzisiejszy wyścig w ramach czwartków kolarskich na torze samochodowym "Poznań" zapisało się ponad 110 osób. Ale ostatecznie na starcie stanęło 60 osób. Być może niektórych pasjonatów szosy odstraszyły warunki pogodowe - deszcz padający rano, w południe i także później.

Kiedy kolarze rozpoczęli jazdę o 18.15, deszcz już nie padał i asfalt na torze "Poznań" bardzo szybko stawał się suchy. Na pierwszej rundzie mocno pojechał Bernard Bocian z Poznania, przed laty znakomity specjalista w jeździe na czas. Na kolejnych okrążeniach bardzo aktywnie pedałowali Artur Małkowski, Lech Ergang, Jakub Kędziora, ale nie doszło do jakiegoś spektakularnego odjazdu.


Finiszują najlepsi. Na pierwszym planie Wojciech Ziółkowski. Za nim Michał Błażejewski i Artur Kozal.
Fot. Piotr Kurek

Na cztery okrążenia do finiszowej kreski uformowała się 9-osobowa grupa, w której jechali: Wojciech Ziółkowski (Domin Sport, zawodnik elity), Artur Kozal, Michał Błażejewski, Paweł Rychlicki, Kamil Kordus, Piotr Lis, Michał Michalski, Franciszek Harabacewicz i Jakub Malke.

Pierwszy linię mety przejechał Wojciech Ziółkowski, ale nie był klasyfikowany jako zawodnik elity. Za jego plecami toczyła się zacięta walka o zwycięstwo. Wygrał Michał Błażejewski z Poznania (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) przed Arturem Kozalem z Mosiny (FTI Racing Team). Obu zawodnikom zmierzono taki sam czas: 00:55:59. Trzy sekundy za nimi końcową kreskę osiągnął Paweł Rychlicki z Poznania (Merx Team).

– To moje pierwsze zwycięstwo w wyścigu kolarskim na torze samochodowym "Poznań". Bardzo się cieszę z tego powodu. Jeżdżę tak na dobrą sprawę sportowo dopiero drugi rok. Dotąd pedałowałem na rowerze szosowym marki "Unibike", od tygodnia jestem posiadaczem markowego "Canyona". Ciągle się uczę tego trudnego sportu, wygrałem do tej pory dwa wyścigi szosowe - w Żninie (2017) i w Bydgoszczy (2018) - mówił o sobie za linią mety sensacyjny zwycięzca.


Michał Błażejewski i Artur Kozal.
Fot. Piotr Kurek

– Nie chciało mi się dziś ścigać z powodu deszczu. Ale przezwyciężyłem lenistwo i gnuśność, wystartowałem. I wygrałem. Radość moja jest ogromna - podkreślił głosem pełnym emocji.

22 września ukończy 25 lat. Jest informatykiem wysokiej klasy - programistą. Prowadzi własną firmę. I jak sam przyznał, kolarstwo stało się jego wielką pasją.

Ja ze swej strony dodam: zapamiętajcie to nazwisko - Michał Błażejewski i jego numer startowy 154. Informatyk z poznańskich Jeżyc jeszcze pokaże na co go stać w kolarskiej rywalizacji na swym czarnym "Canyonie".

                            Piotr Kurek

 

Katarzyna Kuczorska i Mariusz Gil
w rolach głównych w Mądrzechowie
III Bytowski Maraton Rowerowy MTB


Start zawodniczek i zawodników na dystansie Mega (60 km).
Fot. Piotr Kurek


W niedzielę w Mądrzechowie (Kaszuby) odbył się III Bytowski Maraton Rowerowy MTB. Panie i panowie ścigali się na dwóch dystansach - Mega (60 km) i Mini (30 km). Triumfowali na dłuższej trasie Katarzyna Kuczorska z Rumii (TA KO Team) i Mariusz Gil ze Strzelec Krajeńskich (Euro Bike Kaczmarek Electric Team).

Mądrzechowo to wieś granicząca z Bytowem, w sercu Kaszub. Przed dwoma laty jej sołtys Eugeniusz Wiatrowski wspólnie z Andrzejem Kaiserem zorganizowali maraton MTB. Impreza odbyła się 22 października, brało w niej udział 161 osób.


Sławomir Pituch z Bytowa najszybciej pokonał trasę 30 km (Mini).
Fot. Piotr Kurek

Dziś, w letni czas - 15 lipca, odbyła się trzecia edycja Bytowskiego Maratonu Rowerowego MTB. Przyjechali znani kolarze, Mariusz Gil (Euro Bike Kaczmarek Electric Team), Krzysztof Krzywy (Nexus Team), Piotr Rzeszutek i Arkadiusz Petka (obaj KK Lew Lębork), Przemysław Ebertowski (Rybno), by ścigać się na trasie liczącej 60 kilometrów.

Pierwszą rundę ta piątka pokonała razem, na drugiej na końcowych kilometrach próbował odjechać rywalom Arkadiusz Petka. Nie dał jednak rady. Najszybciej finiszował Mariusz Gil, etatowy prawie w ostatnich latach reprezentant Polski w kolarstwie przełajowym. Uzyskał czas 2:14:08. Cztery sekundy za nim jako drugi końcową kreskę minął Piotr Rzeszutek, trzeci był Krzysztof Krzywy - 2:14:12. Czwarty - Arkadiusz Petka, piąty - Przemysław Ebertowski.


Trzech najlepszych maratończyków na Mega oraz organizatorzy imprezy - Andrzej Kaiser i Eugeniusz Wiatrowski.
Fot. Piotr Kurek

Tylko dwie panie zdecydowały się na jazdę na dłuższym dystansie: triumfowała Katarzyna Kuczorska z Rumii (TA KO Team) - jej czas 3:12:25). Tą drugą była Katarzyna Rompa z miejscowości Luzino (Luk Connect Racing Team).

Na Mini triumfowali Sławomir Pituch z Bytowa (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) i Monika Kulling z Chłapowa (Klif MTB Team).

Wszystkim startującym bardzo podobała się trasa, którą przygotowali organizatorzy bytowskiego maratonu.


Trzy najlepsze panie na Mini oraz organizatorzy imprezy.
Fot. Piotr Kurek

Na Mega rywalizowało 24 osoby, na Mini 105 - w tym 15 pań. Swoje rowerowe ściganie miały dzieci do lat 10 (jeden wyścig) i lat 15 (drugi). 

Impreza odbyła się dzięki zaangażowaniu Eugeniusza Wiatrowskiego i Andrzeja Kaisera i miejscowych strażaków. To był słoneczny maraton, szkoda tylko, że z mniejszą frekwencją niż przed rokiem. Były medale dla wszystkich startujących, statuetki i nagrody. Cztery najcenniejsze otrzymali zwycięzcy wśród kobiet i mężczyzn na obu dystansach: ufundował je Andrzej Kaiser ("Kaszubski Wilk) a były to postaci wilka lub wilków wyczarowane artystycznie w drewnie.

                            Piotr Kurek

 

Bezpiecznie z Radojewa do Biedruska
Oddano do użytku ścieżkę rowerową


Grażyna Głowacka (na pierwszym planie) pedałuje na ścieżce rowerowej Radojewo - Biedrusko. Łysy Mlyn, 13 lipca 2018.
Fot. Piotr Kurek

Dzień trzynastego lipca 2018 zapisuje się jako ważna data w historii gminy Suchy Las i powiatu poznańskiego. Dziś kilkanaście minut po godzinie 10.00 oddano do publicznego użytku ścieżkę rowerową z Radojewa do Biedruska. Jej długość liczy 4,5 km, jest solidnie wykonana. Otwiera drogę dla mieszkańców Poznania, którzy chcieliby dotrzeć na swych bicyklach bezpiecznie z Grodu Przemysła w stronę poligonowej stolicy i dalej w kierunku Puszczy Zielonka.

Fani dwóch kółek - między innymi Grażyna Głowacka i jej mąż Ryszard, Jacek Baraniak, Mirosław Stencel i piszący te słowa Piotr Kurek - byli świadkami uroczystego otwarcia ścieżki rowerowej z Radojewa do Biedruska. Jej łączna długość wynosi 4,5 km. Powstawała w dwóch etapach: z Radojewa do Łysego Młyna (2016-2017) i z Łysego Młyna do Biedruska (2017-2018). Kosztowała prawie 3,5 mln złotych, zbudowała ją gmina Suchy Las przy udziale środków unijnych.


Ostatnie chwile przed uroczystym oddaniem do użytku jakże potrzebnej ścieżki rowerowej.
Fot. Piotr Kurek

Starosta poznański Jan Grabkowski, wójt gminy Suchy Las Grzegorz Wojtera, prezes MPK Wojciech Tulibacki i nadleśniczy Nadleśnictwa Łopuchówko Tomasz Sobalak mówili o zgodnej współpracy, by stworzyć wszystkim pasjonatom rowerów bezpieczną dlań ścieżkę. Ma nawierzchnię asfaltową, jest szeroka, ogrodzona od ruchliwej drogi powiatowej stosownym rowem i barierkami.


Tomasz Sobalak (od lewej), Grzegorz Wojtera, Jan Grabkowski i Wojciech Tulibacki zgodnie i solidarnie przecinali czerwoną wstażkę. 
Fot. Piotr Kurek  

Mówiąc w wielkim skrócie, od Radojewa do Biedruska powstała dobra i bezpieczna droga rowerowa. Dziś było oficjalne otwarcie, ale już kilka dni temu (w niedzielę 8 lipca) widziałem na niej ożywiony ruch: pedałowały po niej całe rodziny, fani MTB i szosy. To najlepszy znak, jak bardzo była potrzebna.

                                          Piotr Kurek
 

 

Artur Kozal buduje zwycięstwami
życiorys sportowca amatora
Kolarz z Mosiny wygrał dziś kolarski czwartek


Zwycięski finisz Artura Kozala. 
Fot. Piotr Kurek  

Artur Kozal z Mosiny (FTI Racing Team) dołożył dziś kolejną cegiełkę do swego wielce bogatego życiorysu sportowca amatora, wygrywając kolejną edycję czwartku kolarskiego na torze samochodowym "Poznań". Po dynamicznym finiszu wyprzedził on minimalnie Franciszka Harbacewicza (JF Duet Goleniów) i Roberta Horodeckiego ze Szczecina (Rowery Turowski Team). 

Synoptycy przepowiadali dziś niekorzystne warunki pogodowe - deszcz i także wiatry. Na szczęście dla prawie 80 osób, które dziś zdecydowały się na start w wyścigu kolarskim, było słonecznie i prawie bezwietrznie. Temperatura wynosiła 16 stopni Celsjusza. 

Pierwsze okrążenie najszybciej przejechał Jakub Kędziora z Poznania (Rowery Małgośka), na trzeciej rundzie mocno zaatakowali trzej kolarze: Karol Piekarski (FTI Racing Team), Władysław Gładysiak (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) i Grzegorz Hoffmann (Unit Martombike Team). Odjechali peletonowi na około 300 metrów i przez ponad 12 kilometrów nie dali się mu złapać.

 
Oni - Karol Piekarski, Władysław Gładysiak i Grzegorz Hoffmann - uciekali przez trzy okrążenia.
Fot. Piotr Kurek

W końcu peleton zabrał się do roboty i dogonił śmiałków. Na ostatnią, dziesiątą rundę ponad 50 kolarzy, w tym także dwie dzielne panie - Marta Gogolewska (Merx Team) i Kamila Wójcikiewicz (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link), wjechało razem. O wszystkim zadecydował finisz z grupy. 

Najszybciej zdecydował się na niego Franciszek Harbacewicz. Jechał bardzo szybko blisko wewnętrznej bandy. Jego ruch zauważył Artur Kozal i pognał z całą mocą za utytułowanym kolarzem z Goleniowa. – Kiedy zrównaliśmy się pozycjami, zamknąłem oczy i dałem z siebie wszystko. Wygrałem, z czego się bardzo cieszę, ale dziękuję wszystkim kolegom z FTI Racing Teamu za postawę, za współpracę, za pomoc - mówił za linią mety zawodnik z Mosiny.

 
Marta Gogolewska, trzech najlepszych zawodników, organizator imprezy oraz koledzy zwycięzcy z FTI Racing Teamu.
Fot. Piotr Kurek

Drugi był Franciszek Harbacewicz, trzeci - Robert Horodecki. Zwycięzca uzyskał czas - 00:54:24 (taki też zmierzono 56 startującym), średnia prędkość wyniosła 45,22 km/h. 

Cyklosport i M30
1. Artur Kozal (FTI Racing Team) - 00:54:24
2. Piotr Kutschenreiter (FTI Racing Team) - 00:54:24
3. Marcin Tomiak (Mróz Rowery Team) - 00:54:24 

M40+M50
1. Franciszek Harabacewicz (JF Duet Goleniów) - 00:54:24
2. Robert Horodecki ((Rowery Turowski Team) - 00:54:24
3. Artur Spławski (Merx Team) - 00:54:24

M60+
1. Marek Szymański (PTC Poznań) - 00:54:24
2. Bogdan Hałucha (FSD Sport) - 00:54:24
3. Romuald Szaj (Merx Team) - 00:54:24 

Startowało sześć pań, z których dwie (Marta Gogolewska - 1. miejsce, Kamila Wójcikiewicz - 2. miejsce) dotrzymały koła panom i uzyskały ten sam czas, co zwycięzca. Trzecia była Malgorzata Howis (STC Stargard). 
 
Obyło się dziś bez upadków i przykrych zdarzeń. Następne kolarskie spotkanie w przyszyły wtorek (17 lipca) - będzie to jazda indywidualna na czas. 

                                 Piotr Kurek

  

Artur Kozal znów najszybszy w czasówce
Ścigało się pięć pań i 33 mężczyzn 


Artur Kozal znów najszybszy w jeździe indywidualonej na czas na torze samochodowym "Poznań".
Fot. Piotr Kurek

Artur Kozal z Mosiny (FTI Racing Team) wygrał dzisiejszą jazdę indywidualną na czas na torze samochodowym "Poznań". Dystans 12,3 km (trzy rundy) pokonał w 00:15:39,234. Od drugiego na mecie Jakuba Malinowskiego, poznaniaka mieszkającego od ponad roku w fińskim Turku, był zaledwie lepszy o 00:00:00,148. Trzeci rezultat dnia osiągnął Paweł Rychlicki z Poznania (Merx Team) - 00:16:17,348.

Nie padał deszcz, słoneczko momentami przebijalo się zza chmur. Kiedy zaczynali rywalizację, termometr na torze samochodowym Poznań" wskazywał ponad 20 stopni Celsjusza. Utrudnieniem i to niemałym był wschodni wiatr. Do rywalizacji przystąpiło pięć pań i 33 mężczyzn.

Artur Kozal dziś uzyskał najlepszy czas dnia - 00:15:39,234. Drugi rezultat osiągnął Jakub Malinowski - 00:15:39:,382. Obaj ci zawodnicy rywalizują w kategorii M20+30. Trzeci w tej grupie i czwarty open był Adam Kaczmarek ze Szklarskiej Poręby (Danielo Team/ apartament - szklarska.com) - jego czas 00:16:26,431.

Pawel Rychlicki z Poznania (Merx Team)) uzyskał trzeci czas dnia i pewnie triumfował w łączonej kategorii M40+50 - 00:16:17,348. Drugi był Krzysztof Paterka z Leszna (LKK Team) - 00:16:28,756. trzeci Sławomir Urbański z Wągrowca (FTI Racing Team) - 00:16:38,426.


Trzech najlepszych czasowców - Jakub Malinowski, Artur Kozal i Paweł Rychlicki -  i organizator imprezy Romuald Szaj.
Fot. Piotr Kurek

Wśród najstarszych zawodników (M60+) triumfował Ryszard Kołacki z Wagrowca (Merx Team) - 00:18:55,126 przed Jerzym Drzewieckim z Poznania (Merx Team) - 00:19:24,787 i Jerzym Neumannem ze Swarzędza (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) - 00:19:41,208.

Ścigało się pięć pań. Zwyciężyła niezmordowana Kamila Wójcikiewicz z Poznania (Rybczyński-Bikes Remmers TP Link) - 00:18:20,475 przed Urszulą Kafarską z Poznania (SKS Oborniki) - 00:19:14,343 i Agatą Madej z Poznania (Zgrupka Team) - 00:19:18,877.

Najmłodszym uczestnikiem dzisiejszej jazdy na czas był 10-letni Radek Jakubczak (UKS Mróz Jedynka Kórnik), który trzy rundy pokonał w czasie 00:24:26,150. Gdy kończył jazdę, kibice i zawodnicy bili mu gromkie brawa.

Następne spotkanie kolarskie na torze samochodowym "Poznań" już za dwa dni - 12 lipca. W czwartek odbędzie się wyścig ze startu wspólnego na dystansie 49 km (dwanaście rund). Początek jazdy o 18.00, weryfikacja zgłoszeń od 16.30 do 17.30.

                                                      Piotr Kurek 
 

 

Solowa jazda Krzysztofa Orlika
Bike Cross Maraton Gogol MTB
w nadwarciańskim Mściszewie


Przeprawa przez Trojankę.
Fot. Hanna Marczak

Krzysztof Orlik z Poznania (Agrochest Team) w imponujący sposób wygrał dziś rywalizację na dystansie Mega w Mściszewie podczas kolejnej edycji cyklu Bike Cross Maraton Gogol MTB. Trasę 56 kilometrów pokonał w czasie dwóch godzin 57 sekund, solo dojechał do mety i następnego zawodnika, Pawła Tyburskiego z Bydgoszczy, wyprzedził o całe dwie minuty.

– Byłem dobrze przygotowany do dzisiejszych zawodów - mówi sympatyczny zawodnik z Poznania, były kolarz szosowy Tarnovii Tarnowo Podgórne. – Po starcie wspólnie z Mateuszem Mrozem narzuciliśmy mocne tempo pedałowania, odjechaliśmy rywalom i zmienialiśmy się na prowadzeniu. Mniej więcej na 15 kilometrze Mateusza spotkał pech: urwał hak od przerzutki i zrezygnował z dalszej jazdy. Zostałem sam i przez moment zastanawiałem się nad tym, czy poczekać na kogoś z tyłu, czy samotnie pędzić do mety? Wybrałem to drugie rozwiązanie. Udało mi się samotnie, solo minąć linię mety - cieszył się za końcową kreską kolarz amator teamu Agrochest.


Krzysztof Orlik solo dojeżdża do mety.
Fot. Piotr Kurek

– W tym roku ścigamy się (ekipa Tomasza Rybarczyka - Agrochest) w maratonach Czesława Langa. Brałem udział we wszystkich edycjach (Kraków, Warszawa, Gdańsk, Trąbki Wielkie), zawsze na trasie Mega, i zajmowałem open miejsca w pierwszej dziesiątce. Dzisiejsze zwycięstwo w Mściszewie nad Wartą jest dla mnie cenne, z czego się bardzo cieszę - podkreślił poznaniak, który za miesiąc ukończy 35 lat.

Miejsca od drugiego do szóstego kolejno zajęli: 2. Paweł Tyburski z Bydgoszczy (Fitserwis MTB Team), 3. Miłosz Czechowicz (UKS Sportowiec Piła), 4. Tomasz Kmiecik z Murowanej Gośliny (niestowarzyszony), 5. Jacek Bienert z Biedruska (Consdata Superspotowy Team), 6. Sebastian Łontka (JakśBud Biedrusko).


Niewyobrażalna radość z jazdy.
Fot. Piotr Kurek

Słońce świeciło na całego, trasa do łatwych nie należała, więc wcale nie należy się dziwić, że tylko cztery panie zdecydowały się na jazdę na dystansie 56 km. Triumfowała Małgorzata Gogolewska z Wągrowca (Gogol MTB Team) , która na mecie zameldowała się 55 sekund wcześniej przed Dorotą Zozulińską-Ziółkiewicz z Lubonia (Med Bike Gabinety Lekarskie MTB Team). Miejsce trzecie zajęła Dominika Smyk z Wągrowca (Gogol MTB Team), czwarte - Anna Widerska z Łopuchowa (Bridgestone MTB Team).

Na dystansie Mini triumfowali Wojciech Borkowski z Poznania (FTI Racing Team) i Sylwia Szpulewska-Larek z Obornik (DT4YOU MTB Team). Z krótszą trasą wadziło się 305 osób, w tym aż 40 pań.


Dobra rowerowa wiara z Murowanej Gośliny wraz władzami tej podpoznańskiej gminy.
Fot. Piotr Kurek

Mściszewo, gdzie odbył się maraton, leży na terenie gminy Murowana Goślina i stąd też sporo ludzi tu mieszkających pedałowało na obu dystansach: dłuższym (Mega) i krótszym (Mini). Jeszcze inni wzięli udział w Rajdzie z Duszą. Było miło popatrzeć na zakończenie imprezy, jak wszyscy oni stanęli do pamiątkowego zdjęcia - razem z burmistrzem Murowanej Gośliny Dariuszem Urbańskim i przewodniczącym Rady Miasta Kondradem Strykowskim.


Najlepsi na dystansie Mini pokonują rzeczkę o nazwie Trojanka.
Fot. Hanna Marczak

Jak zwykle, jak na na każdej imprezie cyklu Bike Cross Maraton Gogol MTB, pojawiło się sporo debiutantów. Zmagali się dzielnie z wyznaczoną trasą, z pogodą i umorusani oraz pozytywnie zmęczeni kończyli jazdę w nadwarciańskim krajobrazie.

                                         Piotr Kurek 
   

Niezapomniana wyprawa rowerowa
Przejechałem ponad 600 kilometrów
z Zubrzycy Górnej przez Bieszczady do Przemyśla


Autor Wielkopolskiego Rowerowania na Przełęczy Knurowskiej.
Fot. Zdzisław Szreder

To była niezapomniana wyprawa rowerowa. Przez kilkanaście dni czerwca 2018 przejechałem ponad 600 kilometrów z Zubrzycy Górnej w Beskidzie Żywieckim przez Bieszczady do Przemyśla. Uczyniłem to nie w pojedynkę, ale w dobrym towarzystwie sprawdzonych fanów dwóch kółek - Marii Matuszek, Jacka Baraniaka, Tadeusza Kabacińskiego, Marka Zysa i Zdzisława Szredera.

Kiedy w zimowy czas tego roku zadzwoniła do mnie Maria Matuszek z Kiekrza i zapytała o to, czy miałbym ochotę uczestniczyć w wyprawie rowerowej przez Bieszczady, odpowiedziałem jej krótko: – Pojadę i to z wielką ochotą.

Maria Matuszek, wielce doświadczona organizatorka turystyki rowerowej, wzięła na siebie cały ciężar przygotowań. Starannie wyznaczyła trasę, miejsca noclegów, wszystkie je załatwiła. Zadbała także o nasz przewóz i naszych rowerów z Kiekrza do Zubrzycy Górnej w Beskidzie Żywieckim. Wygodnym samochodem marki Opel z przyczepką na nasze bicykle.


Pierwszy dzień wyprawy, jazda w okolicach Czarnego Dunajca.
Fot. Piotr Kurek

Dzień pierwszy. Wyruszyliśmy w drogę w niedzielę 17 czerwca o poranku z Zubrzycy Górnej. Rozpoczęliśmy pedałowanie o godzinie 8. Przed nami tego dnia było kilkadziesiąt kilometrów do pokonania po Podhalu. Niełatwego, bo w podgórskiej okolicy. Te pierwsze były dla nas wielce denerwujące, gdyż na trasie w stronę Czarnego Dunajca panował wielce ożywiony ruch samochodowy. Mówiąc w wielkim skrócie, cały czas mieliśmy po swej lewej stronie auta z tablicami rejestracyjnymi KNT. Co tu dużo mówić, tutejsza wiara umie i potrafi prowadzić swe pojazdy z zachowaniem bezpiecznego dystansu od rowerzysty.

W Czarnym Dunajcu wjechaliśmy na ścieżkę rowerową, która prowadzi wokół Tatr. Gdybyśmy skręcili w prawo - moglibyśmy być po pokonaniu około 25 km na Słowacji. Bierzemy jednak kurs w lewo i pedałujemy w stroną Nowego Targu. Świeci słońce, ptaszki śpiewają, dusza się raduje. Żyć, nie umierać. Jedziemy niezbyt szybko, ciesząc się czerwcowym pięknem Podhala.

Ścieżka powstała na dawnym szlaku kolejowym. Przypominają o tym tablice informacyjne. Ruch na niej jest naprawdę duży. Pedałują po niej turyści i miejscowi. Z jednej strony widać zwykłe rowery, z drugiej górskie i szosowe.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania w drodze z Cisnej do Ustrzyk Górnych.
Fot. Zdzisław Szreder

W Nowym Targu trafiamy na kolejną ścieżkę rowerową, która prowadzi w stronę Jeziora Czorsztyńskiego. Powstała niedawno, czuje się jeszcze świeży zapach asfaltu. Jedziemy cały czas wzdłuż rzeki, mając Dunajec na wyciągnięcie ręki.

Pierwszy nocleg wypada nam w Willi pod Smrekami w Knurowie. Gospodarze (przemiła Pani Dorota i jej mąż) są Wielkopolanami. Zbudowali tutaj dla siebie przepiękny góralski dom, ale jest on na tyle duży, że znajdzie też tutaj miejsce dla siebie turysta (www.willapodsmrekami.pl - 603 054 103).

Wieczorem sumujemy pierwsze wrażenia i kilometry. Pokonaliśmy prawie 70 kilometrów po Podhalu, zahaczając o Ludźmierz (najstarsza wieś w tej okolicy) i Dębno, gdzie w przepięknym kościółku drewnianym brał ślub filmowy niezapomniany Janosik (Marek Perepeczko). Pani Dorota i jej mąż nie skąpią nam opowieści, jak tu żyją i jak rok po roku wrastali w miejscową społeczność.


Serpentynowy zjazd w okolicach Wetliny.
Fot. Piotr Kurek

Dzień drugi. Z Knurowa po deszczowym poranku rozpoczynamy trzykilometrowy podjazd na Przełęcz Knurowską. To prawie dwieście metrów różnicy, z poziomu 686 do 883 metrów. Jest co robić! A później 6-kilometrowy zjazd do Ochotnicy Górnej - na 612 metrów i kolejne 7 km w dół do Ochotnicy Dolnej (474 metrów n.p.m.). Zakręt goni zakręt, trzeba umiejętnie operować hamulcami i balansować rowerem, wioząc ze sobą kilkanaście kilogramów bagażu.

W Starym Sączu natrafiamy na pierogarnię z tradycjami i zaspakajamy swe żywieniowe potrzeby. Nocleg wypada nam Piwnicznej-Zdroju, po przejechaniu prawie 70 kilometrów, w większości z góry w dół.

Dzień trzeci. Ruszamy, jak zwykle, w drogę o godzinie 8.00, choć tego dnia, 19 czerwca, mamy do pokonania dystans około 50 kilometrów. Jedziemy do Krynicy-Zdroju, ożywieni dobrymi nadziejami, że Orły Nawałki pokonają w pierwszym meczu na Mundialu reprezentację Senegalu. W Muszynie zatrzymujemy się na kawę i dobre lody.

Wieczorem nie widać radości w Krynicy-Zdroju, gdzie nie brakuje turystów i wczasowiczów.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania w Krynicy-Zdroju.
Fot. Zdzisław Szreder

Dzień czwarty. Upał panuje niemiłosierny. Moja Sigma pokazuje w drodze do Gorlic temperaturę w słońcu ponad 39 stopni Celsjusza. Zachwyca nas dworek w Ropie i kasztel obronny w Szymbarku. Stąd do Gorlic jedziemy ścieżką rowerową, którą ktoś nierozważnie ubogacił siatką z plastyku (fatalnie się po niej jedzie, trzeba koniecznie to poprawić!).

W Gorlicach rozstaję się z problemem, który towarzyszył mi od początku wyprawy: powietrze z tylnego koła uchodziło minimalnie, prawie niezauważenie. Trafiam do salonu rowerowego "Ostre koło", gdzie Pan Sebastian szybko znajduje przyczynę takiego stanu rzeczy (usuwa opiłek z opony) i wymienia mi dętkę. Czyni to szybko i sprawnie. Rekomenduję i polecam to miejsce każdemu, kto w tej okolicy będzie w rowerowej potrzebie.

Pobyt w Gorlicach to nocleg u Pani Anny i Pana Stefana (Stróżówka 145 - 608 013 098), którzy prawie 20 lat temu zawitali tutaj z Głogowa, zbudowali okazałą posiadłość i prowadzą działalność agroturystyczną; to zwiedzanie skansenu naftowego, czy wreszcie wspólne foto z postacią Ignacego Łukasiewicza, dzięki któremu w roku 1854 w tym właśnie mieście zapłonęła pierwsza w świecie uliczna lampa naftowa.


Idealna droga dla rowerzystów.
Fot. Piotr Kurek

Dzień piąty. W słoneczny dzień jedziemy do Dukli. W Nowym Żmigrodzie pijemy dobrą kawę i w popołudniowy czas jesteśmy w niewielkim miasteczku, przez które przez cały czas jadą ciężarówki w stronę Słowacji.

Dzień szósty. Pierwsze siedem kilometrów jazdy, do Tylawy, pedałujemy z duszą na ramieniu. Po asfaltowej drodze pędzą tiry i olbrzymie ciężarówki po żwir i tłuczeń do pobliskiej kopalni kruszywa. Ale dalej już, w drodze do Komańczy, ruch samochodów jest znacznie mniejszy. Jedziemy wolno podziwiając cerkwie, okolice i agroturystykę dr. inż. Ryszarda Wojtasiewicza (absolwenta Politechniki Berlińskiej) w Wisłoku Wielkim.

Komańcza - niewielka mieścina, niecałe tysiąc mieszkańców - znana jest z tego, że latach pięćdziesiątych (od pażdziernika 1955 do października 1956) w tutejszym klasztorze nazaretanek był internowany kardynał Stefan Wyszyński. Przypominają o tym tablica i sale pamięci w tym kościelnym zakątku Polski.


Chwila przerwy w drodze z Gorlic do Dukli.
Fot. Piotr Kurek

Nocujemy w schronisku PTTK, w którym w tamtych latach mieszkali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa - pilnujący najważniejszego polskiego duchownego.

Dzień siódmy. Zaczynamy jak zawsze jazdę o ósmej rano, z Komańczy do Cisnej. W Osławicy kosztujemy oscypków, docieramy do Zagrody Chryszczata w Smolniku nad Osława. To miejsce niezwykłe dla Bieszczad. Jest tu bar, są noclegi (droższe i tańsze), jest galeria rzeźby i można posłuchać muzyki na żywo.

Tu od czasu do czasu gra Leszek Możdżer, pianista jazzowy, który twierdzi, że dźwięki jego fortepianu tutaj właśnie brzmią najczyściej i najpełniej w Polsce. W tym roku znów zagra w sierpniu - dokładnie jedenastego. Na ścianach urzekające fotografie Bieszczadników autorstwa Tomasza Gąsiorowskiego, ludzi zakochanych w tych stronach. Wielu z nich już nie żyje, inni nadal cieszą się swą miłością do Bieszczad.

Kawę w Zagrodzie Chryszczata (Facebook:@zagrodachryszczatasmolnik) podaje Jakub Łobocki. Pochodzi z Pomorza, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie uzyskał doktorat z filozofii, i którą tamże wykładał. Oprowadza nas po tym ulubionym miejscu Bieszczadników, artystów, twórców i ludzi wolnego ducha, opowiada ze swadą i znajomością rzeczy.


Zagroda Chryszczata w Smolniku.
Fot. Piotr Kurek

Kilkaset metrów stąd, także w Smolniku, Pani Wiesia z mężem prowadzą sklep rozmaitości. – Przyjechaliśmy tutaj z Bydgoszczy, o wiele lat za późno. Robimy nalewki, sprzedajemy regionalne różności - mówi pełna energii i radości życia.

Dziesięć kiloemtrów przed Cisną zaczyna padać deszcz, który wkrótce staje się ulewą. Mokniemy, by schować się pod dachem przystanku autobusowego. W Zakątku Włóczykija meldujemy się zmoczeni.

A później obiad w kultowej "Siekierezadzie", bodaj najważniejszej restauracji Bieszczad. Zdobią ją piękne zdjęcia Bieszczadników, także plakat  (z twarzą Leona Niemczyka) kultowego filmu Ewy i Czesława Petelskich "Baza ludzi umarłych". Zamawiam schabowego z pieczonymi ziemniakami i zestawem surówek oraz otrzymuję drewnianą siekierkę z numerem 24. Po kilkunastu minutach słyszę słowa "Siekiera dwadzieścia cztery", jakby po rosyjsku z ukraińską intonacją. Dobrze tu karmią.


"Siekierezada" w Cisnej: dobrze tu karmią.
Fot. Piotr Kurek

Dzień ósmy. Cisna - Ustrzyki Górne, raptem 40 kilometrów. Ruszamy w drogę o ósmej rano. W Wetlinie jest czas na kawę. 23,9 km od startu rozpoczyna się morderczy, pełen serpentyn, podjazd. Dystans 1,9 km pokonuję w 18 minut 40 sekund. Zjeżdżam z drogi, by z punktu widokowego podziwiać piękno tych okolic, tych stron. Widok na Połoninę Wetlińską zapiera dech w piersiach. A później zjazd w dół, serpentynami. Co chwilę zatrzymuję się, oglądam za siebie i fotografuję panoramę bieszczadzkich gór.

Jesteśmy blisko trójstyku trzech granic: polskiej, slowackiej i ukraińskiej.

Wieczorem tego dnia w Ustrzykach Górnych widzimy jak z minuty na minutę, w jednym z miejscowych lokali, uchodzi optymizm i entuzjazm z polskich kibiców. Przed końcowym gwizdkiem sędziego meczu Polska - Kolumbia zostajemy sami w restauracyjnej strefie kibica.


Cisna emanuje zielenią.
Fot. Piotr Kurek

Dzień dziewiąty. Ustrzyki Górne - Brzegi Dolne, wyszło ponad 60 kilometrów. W Stuposianach (bieszczadzki biegun zimna - w roku 2006 zanotowano tutaj minus 35 stopni Celsjusza) przy drodze spotykamy Panią Zosię. Pytamy ją, jak się żyje w tym miejscu. – Tej zimy było prawie dwa metry śniegu - odpowiada. I dodaje: – Mieszkam tu od lat 50-tych XX wieku. Młodzież wyjechała stąd, zostali tylko starsi. Wegetujemy tutaj - mówi z rezygnacją.

Nocleg wypada nam w miejscowości Brzegi Dolne, 2 km za Ustrzykami Dolnymi, w bardzo ładnym obiekcie noclegi "U Kiesza". Jego właściciel, Pan Krzysztof, jest przedsiębiorcą, zna te okolice od urodzenia. Barwnie opowiada o zwierzętach (niedźwiedziach - jest ich ponoć 236, według obliczeń leśników, rysiach i wilkach), o pionierskich latach, o Grekach, o handlu, o swej sportowej przeszłości (biathlon), o pasji narciarskiej. Jest człowiekiem sukcesu, światowym. Raczy nas nie tylko historią, ale i czymś mocniejszym. A noclegi "U Kiesza" (www.bieszczady.pl/ukiesza) za 44 złote - to prawdziwa perełka.

Dzień dziesiąty. Ruszamy w drogę o innej porze niż zwykle - całą godzinę później, o dziewiątej. Przed nami Arłamów (miejsce internowania Lecha Wałęsy w roku 1981, obecnie znany hotel - tutaj przebywała nasza reprezentacja przed Mundialem w Rosji).


Bieszczady - to kraina cerkwi i cerkiewek.
Fot. Piotr Kurek

Brzegi Dolne, Krościenko, Liskowate, Jureczkowa i podjazd do Arłamowa. Prawie 10 km pod górę. Jest co robić. I kiedy dojeżdżam do tablicy z napisem Arłamów, zaczyna padać deszcz. Będzie nam towarzyszył przez dwie godziny, także z burzą i grzmotami.

Gdzieś na śródleśnym parkingu Nadleśnictwa Bircza przeczekujemy opady, później pedałujemy w stronę Kalwarii Pacławskiej. Ostatnie dwa kilometry prowadzę rower w deszczu od strony miejscowości Huwniki (249 metrów n.p.m.). Kiedy docieram do Domu Pielgrzyma ulewa ustaje.

Dzień jedenasty. Jedziemy z Kalwarii Pacławskiej do Przemyśla. Teren pagórkowaty, jesteśmy w mieście nad Sanem przed godziną 12. Naprzeciw Urzędu Miasta siedzi na ławce wojak Szwejk. Można go objąć ramieniem, przytrzymać jego żołnierską czapkę, potarmosić za nos. I zrobić sobie zdjęcie.


Do Arłamowa prowadzi idealna droga.
Fot. Piotr Kurek

Dojechaliśmy do celu naszej wyprawy na trasie Zubrzyca Górna - Przemyśl. Pokonalismy ponad 600 kilometrów na rowerach w jedenaście dni.

Kto jechał? Maria Matuszek ma za sobą wyprawy rowerowe po Polsce i poza jej granicami. W roku 2002 pokonała trasę 700 km w siedem dni z Suchego Lasu pod Poznaniem do Isernhagen pod Hanowerem (z triumfalnym wjazdem pod Bramę Brandenburską w Berlinie), w roku 2009 z Polski przez Czechy i Słowację dojechała na Węgry do miasta Tamasi.

Jacek Baraniak (rówieśnik Zbigniewa Krzeszowca) ma w swym turstycznym cv trzytygodniową wyprawę z Polski przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Wyspy Alandzkie, Szwecję do Polski, podczas której pokonal 1700 kilometrów. Pięć lat temu przejechał Polskę od Poznania do Zakopanego, przez Jurę Krakowsko-Częstochowką, Kraków, Podhale.


Za Arłamowem dopadł nas deszcz i burza. Marek Zys (z lewej) i Zdzisław Szreder w stosownych strojach czekają na zmianę pogody.
Fot. Piotr Kurek

Tadeusz Kabaciński z Pobiedzisk, podobnie jak Maria Matuszek, pokonał trasę 700 km w siedem dni z Suchego Lasu pod Poznaniem do Isernhagen pod Hanowerem.

Marek Zys z Chłudowa, najmłodszy uczestnik bieszczadzkiej wyprawy - rówieśnik Lecha Piaseckiego, pięć lat temu przejechał Polskę od Poznania do Zakopanego, przez Jurę Krakowsko-Częstochowką, Kraków, Podhale.

Zdzisław Szreder wadził się na rowerze trzynaście lat temu przez dwa tygodnie po Ukrainie.

I wreszcie autor tej relacji: jechałem do Hanoweru w roku 2002, pedałowałem po Ukrainie (2005), brałem udział w skandynawskiej wyprawie, także w tej na Węgry. Również w innych jazdach zagranicznych i po Polsce.


Wnętrze cerkwi w Komańczy. 
Fot. Piotr Kurek  

Mówiąc w wielkim skrócie, w stronę Bieszczad jechała wielce sprawdzona rowerowa wiara z Poznania i okolic. Mamy za sobą tysiące pokonanych kilometrów, wiemy jak jeździć bezpiecznie po drogach, jaki zabrać bagaż, jak formować szyk na drodze. I jak cieszyć się każdego dnia wieczorem z przebytej trasy, z wrażeń i tego, co zobaczyliśmy.

Bieszczady 2018. Jak je opisać na podstawie swych, Naszej Drogiej Marii i kolegów wrażeń. Pierwsze, co uderza, to bardzo dobry stan dróg. Jest to niezwykle ważne, kiedy na zjazdach pędzi się z prędkością prawie 60 kilometrów na godzinę, mając sakwy lub torby z bagażem. Po drugie, zdecydowaną większość trasy pokonaliśmy po drogach publicznych. Łączna dlugość ścieżek rowerowych, gdyby je wszystkie policzyć (Czarny Dunajec - Nowy Targ, Nowy Targ - Dębno Podhalańskie, Szymbark - Gorlice), wynosi około 50 kilometrów.

Na każdym etapie naszej wyprawy mieliśmy zapewnione noclegi, ale na każdym kroku widzieliśmy dużo, naprawdę dużo miejsc, gdzie można znaleźć miejsce pod dachem. Nie trzeba wozić w nadmiarze jedzenia, gdyż wszędzie można je kupić.


Chwila przerwy w wyprawie. Cisna.
Fot. Piotr Kurek

Bieszczady mają swą historię. Jej najnowszą można liczyć od 1945 roku, od śmierci generała Karola "Waltera" Świerczewskiego w marcu 1947 lub w przypadku Ustrzyk Dolnych od 1951 (do tego czasu były w granicach ZSRR). Czasy powojenne i pionierskie osadnictwo stanowią już dobrze zapisaną księgę. Także lata internowania kardynała Stefana Wyszyńskiego i Lecha Wałęsy. Warto odwiedzić Zagrodę Chryszczata w Smolniku i posłuchać dra filozofii Jakuba Łobockiego o tych wszystkich, którzy stworzyli legendę tych stron Polski, ich koloryt, wyznaczyli też sznyt tutejszego życia.

Jechaliśmy zgodnie przez te strony. Codziennie w szyku, startując do szlachetnego wysiłku - z wyjątkiem jednego dnia - zawsze o ósmej rano. Marek Zys był najczęściej na czele naszej sześcioosobowej grupki, ja zamykałem stawkę. I tak dzień po dniu. Nikt z nas ani razu nie przewrócił się na drodze, nikogo z nas nie spotkała żadna przykra niespodzianka.


Pociąg Intercity "Matejko" wiezie rowerzystów.
Fot. Zdzisław Szreder

Wracaliśmy z Przemyśla do Poznania pociągiem Intercity "Matejko". Wiózł nas i nasze rowery oraz nasze wrażenia.

Główne są takie: jeśli kochasz jazdę na rowerze, jeśli lubisz czuć pęd powietrza na twarzy i szybkość, długie zjazdy, uwielbiasz zapach lip, widok gór i cerkiewek, szumiących rzek (Dunajca, czy też Popradu), to jedź w stronę polskiej krainy, którą nam było dane poznać od 16 do 28 czerwca tego roku. I radości z tych uniesień nie przysłoniła nam klęska naszych piłkarzy.

                                                      Piotr Kurek

 

Zwycięski finisz Pawła Szczepaniaka
Pierwszy lipcowy czwartek kolarski 2018


Paweł Szczepaniak finiszuje (z lewej) najszybciej.
Fot. Krzysztof Nowak

Paweł Szczepaniak ze Strzelec Krajeńskich po pięknym finiszu wygrał pierwszy lipcowy czwartek kolarski na torze samochodowym "Poznań". Za nim meldowali się na końcowej kresce Tomasz Grobelny z Tarnowa Podgórnego i Artur Spławski z Bogdanowa pod Obornikami. Startowało ponad 90 zawodniczek i zawodników. Zwycięzca pokonał dwanaście rund (49 kilometrów) ze średnią prędkością 45,72 km/h.

Pierwszy lipcowy czwartek kolarski na torze samochodowym "Poznań" mógł się podobać licznie zgromadzonej publiczności. Na pierwszych swóch rundach niezwykle aktywny był Damian Sławek z Cartusii Kartuzy (rocznik 1997), który swą szybką jazdą zachęcił innych do dynamicznego pedałowania. Na kolejnych okrążeniach na czele peletonu znajdowali się, między innymi, Artur Adamczak, Władysław Gładysiak, czy też Karol Piekarski i Sławomir Urbański.

Cztery rundy przed końcową kreską na jednym z zakrętów mocno zaatakował Paweł Szczepaniak ze Strzelec Krajeńskich. Jego silne tempo jazdy wytrzymało jeszcze tylko kilku zawodników i tak uformowała się 8-osobowa grupa (był w niej także Jakub Najs- zawodnik z licencją elity). Pracowali zgodnie, dawali solidne zmiany i nie dali się dogonić peletonowi.


Kolarze przed startem i zjawiskowe chmury.
Fot. Krzysztof Nowak

Finisz był popisem Pawła Szczepaniaka, który zdecydowanie wygrał przed Tomaszem Grobelnym i Arturem Spławskim. Kolejne miejsca zajęli: 4. Jakub Kędziora, 5. Władysław Gładysiak, 6. Karol Piekarski, 7. Artur Adamczak. Zmierzono im czas 01:04:29, zatem średnia prędkość wyniosła 45,72 km/h.

33 sekundy za tymi zawodnikami peleton na metę jako pierwszy przyprowadził Jakub Malke, za nim przyjechali Piotr Linkowski i Jakub Wawrzyniak.

– To drugi mój start w tym roku na torze samochodowym "Poznań" - cieszył się za linią mety Paweł Szczepaniak, przed laty reprezentant Polski w kolarstwie przełajowym. – Kilka tygodni temu odniosłem kontuzję, wróciłem do zdrowia i dziś z radością stanę na najwyższym miejscu podium z 8-miesięcznym synem Mikołajem - podkreślił 29-letni kolarz amator.


Trzech najlepszych kolarzy czwartku kolarskiego z 5 lipca 2018 oraz organizator imprezy.
Fot. Piotr Kurek

– Ścigam się od kilku lat na torze "Poznań", zawsze jestem blisko czołówki, ale dopiero dziś, w czwartek 5 lipca 2018, udało mi się być drugim i stanąć na podium - nie krył swej radości Tomasz Grobelny, rocznik 1976.

Trzeci był Artur Spławski, który w poprzednim tygodniu wygrał wyścig w tym miejscu dla starszych zawodników, 1 lipca w Starachowicach stanął na podium szosowych Mistrzostw Polski Masters oraz zawodników cyklosportu - trzecie miejsce w kategorii M50B i dziś znów pokazał swą klasę. Pan Artur ma 58 lat, od niedawna nowy rower marki "Giant" i zachowuje ciągle wielką klasę mistrza.

Wyniki - kategorie
CM20+M30
1. Paweł Szczepaniak (Szczepan-Bike Prinzwear G63 AMG) - 01:04:29
2. Jakub Kędziora (Rowery Małgośka) - ten sam czas
3. Władysław Gładysiak (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) - ten sam czas

M40+M50
1. Tomasz Grobelny (Rowery Małgośka) - 01:04:29
2. Artur Spławski (Merx Team) - ten sam czas
3. Piotr Linkowski (FTI Racing Team) - 01:05:02

M60+
1. Tadeusz Jasionek (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) - 01:05:02
2. Marek Szymański (PTC Poznań) - ten sam czas
3. Jerzy Neumann (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) - ten sam czas


Pamiątkowe zdjęcie na zakończenie czwartku kolarskiego. Poznań, 5 lipca 2018.
Fot. Piotr Kurek

Wystartowało dziewięć pań, z których aż cztery - Marta Gogolewska (Merx Team), Joanna Golec i Karolina Przybylak (obie UKS Mróz Jedynka Kórnik) oraz Kamila Wójcikiewicz (Rybczyński Bikes Remmers TP-Link) dojechały w takiej właśnie kolejności na końcową kreskę razem z peletonem w czasie 01:05:02.

Kolejne spotkanie szosowców na torze samochodowym "Poznań" we wtorek 10 lipca. Tym razem będzie to jazda indywidualna na czas (trzy rundy). Początek ścigania o godzinie 18.00, weryfikacja zgłoszeń od 16.30 do 17.30.


                                                                   Piotr Kurek

 

Get Adobe Flash player

Niezapomniana wyprawa rowerowa (2018-07-03)
Przejechałem ponad 600 kilometrów z Zubrzycy Górnej przez Bieszczady do Przemyśla Autor Wielkopolkiego Rowerowania na Przełęczy Knurowskiej. Fot. Zdzisław Szreder To była niezapo... [ więcej >> ]
 
Katarzyna Kuczorska i Mariusz Gil
w rolach głównych w Mądrzechowie
(2018-07-15)
III Bytowski Maraton Rowerowy MTB Start zawodniczek i zawodników na dystansie Mega (60 km). Fot. Piotr Kurek W niedzielę w Mądrzechowie (Kaszuby) odbył się III Bytowski Maraton Rowero... [ więcej >> ]
 
Bezpiecznie z Radojewa do Biedruska (2018-07-13)
Dziś oddano do użytku ścieżkę rowerową Grażyna Głowacka (na pierwszym planie) pedałuje na ścieżce rowerowej Radojewo - Biedrusko. Łysy Mlyn, 13 lipca 2018. Fot. Piotr Kurek Dzień trzynast... [ więcej >> ]
 
Artur Kozal buduje zwycięstwami
życiorys sportowca amatora
(2018-07-12)
Kolarz z Mosiny wygrał dziś kolarski czwartek Zwycięski finisz Artura Kozala.  Fot. Piotr Kurek   Artur Kozal z Mosiny (FTI Racing Team) dołożył dziś kolejną cegiełkę do swego wielce bo... [ więcej >> ]
 
Artur Kozal znów najszybszy w czasówce (2018-07-10)
Ścigało się pięć pań i 33 mężczyzn  Artur Kozal znów najszybszy w jeździe indywidualonej na czas na torze samochodowym "Poznań". Fot. Piotr Kurek Artur Kozal z Mosiny (FTI... [ więcej >> ]
 
Andrzej Kaiser najszybszy w Nowej Soli (2018-07-10)
Guru polskiego MTB zaprasza do Mądrzechowa na maraton rowerowy Andrzej Kaiser finiszuje jako pierwszy w Nowej Soli. Fot. FOTOMTB.pl Wakacje - wakacjami, a entuzjaści polskiego kolarstwa g&oa... [ więcej >> ]
 
Solowa jazda Krzysztofa Orlika (2018-07-08)
Bike Cross Maraton Gogol MTB w nadwarciańskim Mściszewie Przeprawa przez Trojankę. Fot. Hanna Marczak Krzysztof Orlik z Poznania (Agrochest Team) w imponujący sposób wygrał dziś rywali... [ więcej >> ]
 
Maraton MTB w urokliwym miejscu (2018-07-07)
W niedzielę jedziemy do Mściszewa Mściszewo nad Wartą - to niezwykle urokliwe miejsce w naszym wielkopolskim krajobrazie. Już kolejny rok z rzędu odbędzie się tutaj, w najbliższą niedzielę - 8 lipc... [ więcej >> ]
 
Zwycięski finisz Pawła Szczepaniaka (2018-07-06)
Pierwszy lipcowy czwartek kolarski 2018 Paweł Szczepaniak finiszuje (z lewej) najszybciej. Fot. Krzysztof Nowak Paweł Szczepaniak ze Strzelec Krajeńskich po pięknym finiszu wygrał pierwszy lipc... [ więcej >> ]
 
Zimno, mokro i po górach (2018-07-04)
Mirosław Jaszowski i Paweł Wasiński mistrzami Polski na szosie   Mirosław Jaszowski mistrzem Polski. Obok niego Dariusz Leduchowski (z lewej - 2. miejsce) i Artur Spławski (3. miejsce). Z tr... [ więcej >> ]
 
Syn i ojciec w rolach głównych, czyli
zwycięscy Sławomir i Artur Spławszcy
(2018-06-29)
Ostatni czwartek kolarski w czerwcu 2018 Artur Splawski finiszuje. 28 czerwca 2018. Fot. archiwum Romualda Szaja Ostatni czwartek kolarski w czerwcu 2018 toczył się w dwóch odsłonach. Na... [ więcej >> ]
 
Syn i ojciec na podium (2018-06-14)
Łukasz Harbacewicz z Goleniowa wygrywa, Franciszek Harbacewicz jest trzeci Jakub Najs, Łukasz Harbacewicz i peleton. Fot. Piotr Kurek Kolarstwo może mieć niekiedy dodatkowe barwy, kolory i z... [ więcej >> ]
 
Dwa srebrne medale
Ryszarda Kołackiego
(2018-06-14)
Zawodnicy Merx Teamu zdominowali torowe Mistrzostwa Polski mastersów Merx Team z powodzeniem startował na łódzkim torze kolarskim podczas Mistrzostw Polski zawodników cyklospo... [ więcej >> ]
 
KObiety na pierwszym planie,
Anna Harkowska najszybsza
(2018-06-12)
Czasówka na torze samochodowym "Poznań" Anna Harkowska wygrała dziś czasówkę w Poznaniu wśród kobiet. Fot. Piotr Kurek Sześć pań zjawiło się dziś na torze samoch... [ więcej >> ]
 
Rowerowy taniec na piasku (2018-06-10)
Kto dojechał do mety - zasłużył na brawa Mariusz Gil dojeżdża do mety, za nim Bartłomiej Oleszczuk. Fot. FOTOMTB.pl Jazda na rowerze to jest teatr ruchu, ściganie się z innymi jego wyższą fo... [ więcej >> ]
 
Kierunek - Żerków (2018-06-09)
W niedzielę 10 czerwca czwarta edycja cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric MTB Marek Konwa dwa razy wygrał w tym roku rywalizację na dystansie Giga: w Rydzynie i w Sulechowie (na zdjęciu). Fot.... [ więcej >> ]
 
Story Artur Kozal wygrywa - trwa,
jak hollywoodzki film, w najlepsze
(2018-06-06)
Sześć spektakularnych zwycięstw w osiem dni   Artur Kozal finiszuje (w środku), z lewej Jan Zugaj, z prawej Damian Miela. Fot. Piotr Kurek Artur Kozal wygrywa, triumfuje, przyjeżdża pie... [ więcej >> ]
 
W końcu dopiął swego (2018-06-05)
Artur Kozal z rekordowym czasem Artur Kozal pokonał trzy rundy na torze "Poznań" z prędkością ponad 48 km na godzinę. Fot. Piotr Kurek Artur Kozal z Mosiny (FTI Racing Team) dziś w koń... [ więcej >> ]
 
Zenon Jaskuła dobrym duchem
niezwykle sympatycznej imprezy
(2018-06-05)
Gminna spartakiada lekkoatletyczna w Borku Wielkopolskim po raz dziewiętnasty  Zenon Jaskuła, znakomity przed laty kolarz, dziś przez kilka godzin obserwował sportowe zmagania uczniów... [ więcej >> ]
 
Hubert Semczuk w formie (2018-06-03)
Obrazki z rowerowej Chodzieży Hubert Semczuk wygrywa po raz kolejny maraton MTB. Fot. Piotr Kurek Hubert Semczuk z Wyrzyska (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link) zdecydowanie wygrał dziś rywaliza... [ więcej >> ]
 
Czasówkę częściowo w deszczu
wygrał Artur Kozal z Mosiny
(2018-06-02)
W Obornikach ścigały się 74 osoby Skupiony Artur Kozal. Oborniki, 2 czerwca 2018. Fot. Piotr Kurek Dziś, w sobotę 2 czerwca, odbyły się Mistrzostwa Obornik w kolarstwie szosowym - w jeździe ind... [ więcej >> ]
 
 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL