R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 26214183 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-05-28
Listopad 2010

 

Marek Galiński zaprasza do Wisły
"I Warsztaty Szkoleniowe w Kolarstwie MTB"


Marek Galiński ma 36 lat i nadal jest w dobrej formie sportowej. Zawodnik JBG2 (na zdjęciu) przed startem do pierwszej tegorocznej edycji VacansOleil Grand Prix MTB Czesława Langa, Bielawa 15 maja 2010.

Galiński Bike School wraz z Centrum Diagnostyki Sportowej DIAGNOSTIX serdecznie zapraszają na "I Warsztaty Szkoleniowe w Kolarstwie MTB" o tematyce "Wprowadzenie do okresu przygotowawczego," które odbędą się 27-28 listopada 2010 roku w Wiśle.

Marek Galiński to postać niezwykła w polskim kolarstwie. W sierpniu ukończył 36 lat (rocznik 1974) i nadal jest w doskonałej formie sportowej. Ma na swym koncie dziewięć tytułów mistrza Polski, zarówno w zawodach XC (siedem), jak i w maratonach MTB (dwa).

Jako zawodnik kolarstwa górskiego zjechał cały świat. Reprezentował Polskę na czterech kolejnych olimpiadach: Atlanta (1996), Sydney (2000), Ateny (2004) i Pekin (2008).

Obecnie jest zawodnikiem JBG2 Professional Team i starszym kolegą Anny Szafraniec, braci Brzózków (Adriana i Piotra) i Kornela Osickiego.

 

Tworząc Galiński Bike School, czterokrotny olimpijczyk pragnie nauczyć młode pokolenie polskich zawodników MTB jak najlepszego wykorzystania swych sportowych możliwości. Dwudniowe spotkanie w Wiśle w dniach 27 i 28 listopada temu właśnie ma służyć.

Więcej informacji o dwudniowym spotkaniu w Wiśle na stronach internetowych:
www.diagnostix.pl
www.marekgalinski.pl


Zachwycić się Radojewem
w listopadowy czas
50 kilometrów w trzy i pół godziny na rowerze


Radojewo, od strony Warty, jest mocno wyniesione ponad poziom pól.

Dziś, 21 listopada, o poranku było zimno. Dopiero przed jedenastą zrobiło się jakby cieplej i postanowiłem, że w ten niedzielny i zarazem wyborczy czas warto się natężyć na rowerze. Na całego.

Najczęściej pedałuję w kierunku Cytadeli, Sołacza, Golęcina, Rusałki i Strzeszynka, ale dziś zdecydowałem, że pojadę w inną stronę okolic Poznania: Naramowic, Radojewa, Biedruska.

Pomyślałem, że warto może byłoby poszukać w Radojewie dwóch kamieni (głazów), o których mówi legenda. Zapisał ją kilkadziesiąt lat temu, w drugiej połowie XX wieku, Tadeusz Piszczek.

Otóż Jagnę, wiejską dziewczynę z Radojewa, matka posłała po wodę, której zabrakło jej do gotowania klusek. Po drodze spotkała Jasia - uprzejmego pasterza owiec z dworu, który począł dla Jagny pięknie grać na fujarce, tak iż dziewczyna zapomniała o powierzonym zadaniu przyniesienia wody. Po dwóch godzinach, przybyła rozwścieczona matka i krzyknęła: Obyście zamienili się w kamienie!. Natychmiast tak się wtedy stało. W Zaduszki spod kamieni dobywają się jęki młodych, niewinnych ludzi.

Nie znalazłem tych głazów, ale zachwyciłem się w listopadowy czas Radojewem. Wcześniej pedałowałem ulicą Rubież (ludzie UAM o dużej kreatywności znają aż nadto ten adres), w okolicach Leśnictwa Miejskiego w Naramowicach, by znaleźć się nad Wartą.

Dzień wyborów, nad naszą rzeką wielu ludzi. Chodzą z kijkami, bez nich, towarzyszą psom i dziwią się wysokiemu poziomowi wody Warty.


Nadzwyczajnie wysoki poziom Warty. 21 listopada 2010.

Przez moment odnoszę wrażenie, że grozi nam, jak w maju, powódź. Jadę Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym, znakowanym na niebiesko - prowadzi on do Biedruska i dalej w stronę Obornik, Wronek i Międzychodu.

Nagle widzę jak w moją stronę jedzie rowerzysta. To Zbigniew Wiktor, jeden z czołowych zawodników MTB w Wielkopolsce. – Musiałem się cofnąć, mostek jest zalany i nie ma możliwości przejazdu do Biedruska - mówi młody entuzjasta kolarstwa górskiego. Pytam go o to, ile kilometrów dziś zaplanował przejechać.


Zbigniew Wiktor na zachodnim odcinku Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego.

– Około trzydziestu, muszę wracać do domu, a później odwiedzić dziadka. Ma dziś urodziny, już 83. - tłumaczy mi wnuk Stanisława Wiktora, dziennikarza, fotoreportera, z którym miałem okazję i przyjemność przez wiele lat pracować w "Gazecie Poznańskiej".

Dziennikarska ciekawość prowadzi mnie w stronę zalanego mostka. Jest co najmniej pół metra pod wodą. Rok temu, dokładnie 12 września 2009, spora grupa rowerzystów pedałowała właśnie tędy, przez ten mostek, uroczyście uczestnicząc w inauguracyjnym przejeździe zachodniego odcinka Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego. Z Poznania do Wronek.

Jak Zbigniew Wiktor cofam się i szukam innej drogi do Biedruska. Muszę wrócić się do Radojewa. Wyjeżdżam z lasu i widzę piękno podpoznańskiej okolicy. Słońce wychodzi za chmur i oświetla wieś, która od strony Warty jawi się mocno wyniesiona. Przez chwilę odnoszę wrażenie, że jestem we Włoszech, gdzieś w Dolomitach, a na stokach rosną winogrona.

Kiedyś były tu tylko pola, ale ludzie z kasą i poczuciem piękna kupili ziemię, pobudowali domy, rezydencje i dziś można tu kręcić filmy o polskim sukcesie i rodzimym krajobrazie, jak w Hollywood. O przeszłości przypomina bruk wiejskiej drogi, którą od strony Warty jadę do Radojewa. Pnie się górę, jest pełna wody i błota i gdzieniegdzie ktoś powyrzucał cegły, by dojechać do swego domu i nie zgubić resorów po drodze.


Takie bruki i takie drzewa są świadectwem historii.

Radojewo, ulica Podbiałowa. Jadę w stronę znanego pałacu, który w 1825 roku zbudował dla swego syna Heinricha Baltazara berliński bankier Zygmunt Otto von Treskow.

Kiedy byłem tutaj trzy lata temu - w pałacu mieszkali ludzi. Dziś jest zamknięty, okna zabezpieczone przed niepożądanymi ludźmi, goścmi. I tylko w niektórych miejscach widzę naklejki, że firma/ spółka Sintex odpowiada za to, by ktoś nie zechciał rozebrać obiektu.


Park w Radojewie zachwyca o każdej porze roku.

– Wszyscy wiedzą, że pałac byl piękny i należał do rodziny von Treskow. Po wojnie była w nim szkoła podstawowa (siedem klas), później już tylko pięć - rozmawiam z panem Romanem, rocznik 1954, który mieszka w Radojewie i wie o nim dużo.

Mieszkańcy Poznania może o tym nie wiedzą, że największą atrakcją Radojewa jest park. Przepiękny o każdej porze roku, nawet w listopadowy czas urzeka swą urodą. Ma kilkanaście hektarów, częściowo jest położony na stromej skarpie i w naturalny sposób łączy się z lasami porastającymi dolinę rzeki Warty.

Ten piękny park został zaprojektowany i urządzony przez królewskiego ogrodnika z Poczdamu - Piotra Lenné. W parku zbudowano na ówczesną modłę sztuczną ruinę. Znajdowała się w nim również kaplica oraz założono cmentarz rodziny.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania podczas jazdy po parku w Radojewie.

Objeżdżam park i to we wszystkich kierunkach. Jest rozległy, robi wrażenie. I przychodzi mi do głowy oto taka myśl, że zanim jakaś władza się nim zajmie, go odnowi - możnaby zorganizować tu zawody XC. Teren robi wrażenie.

Dziś wybory prezydenta Poznania. Zwycięzcy rywalizacji 21 listopada 2010 podpowiadam, by coś zrobił z pałacem i by parkowi nadać modelowy wymiar, jak za czasów Piotra Lenné. Park w Radojewie może być najpiękniejszy w Wielkopolsce.

Radojewo. Mam zamiar dojechać do Biedruska, ale szosą. Jadę z duszą na ramieniu. gdyż samochody pędzą tu jak szalone. Kiedy kilka lat temu modernizowano ową drogę, zabrakło środków, by poprowadzić ścieżkę rowerową do Biedruska.

Rowerzyści tu jeżdżą, pedałują i muszą to czynić z nadzwyczajną ostrożnością. Wyjechałem z Radojewa, pokonałem kilka kilometrów i musiałem się zatrzymać... Jestem zszokowany metrami sześciennymi wyciętych, zdrowych dębów.


Ile potrzeba czasu, by wyciąć wszystkie polskie dęby? Oto jest pytanie: do polskich władz i leśników.

Nie wiedziałem, że na terenie poligonu Biedrusko trwa przemysłowe wycinianie dębów. Zapewne leśnicy mają swe racje, zapewne potrafią to uzasadnić, że trzeba ciąć, wycinać i trzebić, ale mam jakieś swoje intuicyjne przeczucie, że holenderscy producenci mebli są w stanie zapłacić za wycięcie wszystkich dębów w Polsce.

Zgłaszam zatem publicznie temat: trwa wycinanie dębów na terenie poligonu Biedrusko. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że między Radojewem a Biedruskiem nie będzie kiedyś lasu, że znikną dęby. Że zapanuje wolna przestrzeń...

Biedrusko. Dojechałem i je objeżdżam. Znam je od lat, ale widzę zmiany. Na złe - miejscowa pływalnia od lat już zamknięta na klucz i tak już chyba pozostanie na zawsze. Na dobre - powstają nowe osiedla o niezłym standarcie, choć ludziom z zewnątrz (z Poznania) odcięto dostęp do stawów, gdzie się kiedyś kąpali.

Biedrusko. Rozpoczynam jazdę przez poligon. Robię zdjęcia i zastanawiam się, czy może i dziś kogoś spotkam, kto ma kolarskie nazwisko i kto lubi pedałować na trasie Biedrusko-Złotniki.

Kilkaset metrów za kościółkiem w Chojnicy fotografuję zatopione w wodzie drzewa i nagle widzę dwie szybko jadące osoby na rowerach. Robię im zdjęcia i dopiero później konstatuję, że to znani bracia - Sebastian i Sylwester Swatowie.

Rodzice, Edyta i Jacek Swatowie, jadą za synami. Dociągam z nimi do Złotnik i słyszę od nich, że pokonali dziś 60 kilometrów, że dwukrotnie wjechali na Dziewiczą Górę, i że teraz jadą na zasłużony obiad.

Poznańskie drogi i trasy. Między Rusałką a Strzeszynkiem można najczęściej spotkać Ryszarda Bróździńskiego, nieformalnymi władcami weekendowego asfaltu Złotniki-Biedrusko i z powrotem są Państwo Swatowie. Rodzina lekarzy i ich synowie. Każdy z czworga ma wiele tytułów i kolarskich zasług, ale to, że trenują na poligonie Biedrusko jest faktem znanym w liczącym tysiące ludzi wielkopolskim środowisku MTB.


Rodzinę Swatów spotkałem na poligonie Biedrusko. Trenują w komplecie, dziś przejechali prawie 80 kilometrów: Edyta Swat (od lewej), Sylwester Swat, Sebastian Swat i Jacek Swat.

 

24 lipca maraton MTB w Mosinie
Powstaje kalendarz imprez kolarstwa
górskiego 2011 roku w Wielkopolsce


Zofia Springer jest burmistrzem Mosiny od 2002 roku, kocha jazdę na rowerze i jest życzliwa przeprowadzeniu wielkiej imprezy MTB w 2011 roku w mieście przylegającym do Wielkopolskiego Parku Narodowego.

Zofia Springer jest burmistrzem od ośmiu lat, od 2002 roku. Przez dwie kadencje włodarzy miastu i gminie Mosina z sukcesami, mając zarazem świadomość, ile trzeba jeszcze pracy wykonać i zrobić, by Rzeczpospolita Mosińska była na medal. We wszelkich wymiarach.

Ukończyła Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Później jeszcze zdecydowała się na studia podyplomowe - z zakresu pedagogiki oraz zarządzania. Miała 27 lat, gdy została dyrektorem szkoły w Mosinie. Znanej w mieście i położonej o kilkanaście metrów od kościoła pod wezwaniem świętego Mikołaja.

– Budżet szkoły wynosił dwa miliony złotych, pracowało w niej sześćdziesiąt osób - podkreśla pani burmistrz, która szkole przy Kościelnej szefowała ponad dobre dwadzieścia lat.

– Był to czas intensywnej pracy i także odpoczynku. Podczas wakacji brałam rower i z synem Thorvaldem jechałam przez Polskę. Później prawie te same trasy powtarzałam z córką Gizelą. W sumie, jakby nie liczyć, było tych wypraw rowerowych po kraju dwanaście-trzynaście. Poznałam dobrze zachodnią i północną cześć Polski, Mazury i Warmię.

– Z pozycji siodełka rowerowego widać piękno rodzimego krajobrazu, jak i można z własnymi dziećmi spędzać w możliwie jak najlepszy sposób wakacje - podkreśla pani burmistrz, która w tym roku gościła na Ziemi Mosińskiej uczestników rowerowego rajdu Radia "Merkury", także znaną poza granicami Wielkopolski grupę "Żwawych Dziadków" ze Śremu, wspomogła imprezę kolarstwa górskiego w podpoznańskim Wiórku.

– W tym roku byłam na Bornholmie i poznałam tą wyspę, choć nie na rowerze. Jeżdżę po świecie, patrzę na ścieżki rowerowe i podpatruję, by na terenie gminy Mosina także i takie powstawały. Dziś rowerzysta spokojnie dojedzie z Drużyny przez Krosno do Mosiny, także z Mosiny do Puszczykówka, jeszcze inna wiedzie w stronę Śremu. Mamy się czym pochwalić w tym względzie.

Wczoraj, w środę 17 listopada, w Urzędzie Miejskim w Mosinie odbyło się spotkanie, podczas którego burmistrz Zofia Springer, jej zastępca Przemysław Pniewski i prezes ogniska TKKF "Pałuki" Wojciech Gogolewski ustalili, że 24 lipca 2011 roku w Mosinie odbędzie się maraton MTB.

Zamiast komentarza

Poznań z dwóch stron otaczają piękne tereny zielone: Puszcza Zielonka (na północ od miasta) i Wielkopolski Park Narodowy (na południe).

Murowana Goślina jest miejscem, gdzie od 2006 roku organizowane są ogólnopolskie maratony MTB. Uczestniczy w nich za każdym razem prawie tysiąc ludzi. 10 kwietnia 2011 taka impreza odbędzie się już po raz szósty.

Teraz czas na to, by podobna impreza odbyła się w Mosinie, ładnym miejscu, u wrót Wielkopolskiego Parku Narodowego. W środę 17 listopada zapadła decyzja, że mosiński maraton MTB odbędzie się 24 lipca 2011. Wiadomość ta ucieszy fanów kolarstwa górskiego z Poznania i okolic, którzy wiedzą aż nadto dobrze, że jazda po ścieżkach i bezdrożach WPN jest zawsze przeżyciem.
 

xxx

Maraton MTB 24 lipca 2011 roku w Mosinie. To już postanowione. Wojciech Gogolewski, główny organizator imprez rowerowych w Wielkopolsce, tworzy kalendarz imprez, które odbędą się w 2011 roku.

Pierwsze zawody XC o nazwie Thule Cup 2011, to już dziewiąty sezon, odbędą się 3 kwietnia w Lesie Moraskim (154 metry nad poziomem morza - najwyższe wzniesienie wokół Poznania). Pierwsze zawody szosowe 15 maja w Gnieźnie.

Czerwiec będzie miesiącem mistrzostw Wielkopolski: 5 w Gnieźnie odbędą się mistrzostwa naszego regionu w maratonach MTB, zaś tydzień później (12) mistrzostwa XC na Dziewiczej Górze.

Sucholeski maraton MTB na zmęczenie odbędzie się 7 sierpnia 2011. Finał maratonów MTB 2011 zostanie przeprowadzony 25 września w Łopuchowie na terenie Puszczy Zielonka, zaś przyszłoroczny finał Thule Cup 8 października na terenie Ośrodka Rehabilitacyjno Wypoczynkowego Wielspin w Puszczykowie.

 


Dwie godziny Macieja Paterskiego
Spotkanie w jarocińskim kinie "Echo"


Maciej Paterski z siostrą Ewą i jej dziećmi - pięcioletnim Aleksandrem i ciut starszym Maksymilianem. Jarocin, kino "Echo", 14 listopada 2010.

Jarocińskie kino "Echo", położone w środku miasta - czyste i zadbane, gościło w swych murach wielu znakomitych ludzi filmu, jak choćby reżyserów Magdalenę Łazarkiewicz i Krzysztofa Zanussiego. Byli tu także Bogusław Wołoszański, Waldemar Chełstowski i inni.

Ich podpisy widnieją na specjalnej tablicy w holu kina, które wyświetla filmy, organizuje wystawy i spotkania. Dziś, w niedzielę 14 listopada 2010, w roli głównej w tętniącym kulturą obiekcie wystąpił Maciej Paterski. Jarocinianin, kolarz włoskiej grupy zawodowej Liquigas-Doimo.

Sylwetkę Macieja Paterskiego przedstawił Szymon Gruchalski: jego pierwszy trener, wychowawca młodzieży i zarazem dobry duch teamu UKS Trójka Jarocin.

Licznie zgromadzonej publiczności przypomniał (ilustrując to zdjęciami), że w 1997 roku, w wieku 11 lat, Maciej Paterski z zapałem i entuzjazmem zabrał się za kolarskie treningi i zaczął się ścigać. Na rowerze górskim. Nastolatek brał udział w wielu imprezach MTB: w Family Cup, w regionalnych zawodach XC, wreszcie w prestiżowej imprezie Skoda Grand Prix MTB.

Jarocinianin w 2006 roku w całym cyklu zawodów kolarstwa górskiego, organizowanych przez Czesława Langa, rywalizował z braćmi Adrianem i Piotrem Brzózkami i ocierał się o podium. Rok później reprezentował już barwy KTK Kalisz i został szosowcem pod okiem trenera Jacka Kasprzaka.

W szosowych mistrzostwach Polski, które odbyły się w Kielcach w 2007 roku wywalczył w kategorii U23 tytuł wicemistrza Polski. I później już się potoczyło. W tymże 2007 roku startował po raz pierwszy w mistrzostwach świata w Stuttgarcie. Rok później w biało-czerwonych barwach reprezentował nasz kraj w Varese - w kolejnym championacie świata. W roku 2009 startował w barwach włoskiego klubu Marchiol Pasta Monte Grappa, zaś od 1 stycznia 2010 jest szosowcem teamu Liquigas-Doimo.


Maciej Paterski z żoną Asią, siostrą Ewą, rodzicami oraz siostrzeńcami - Maksymilianem (z flagą Jarocina) i Aleksandrem.

– Rok 2010 jest dla mnie pierwszym sezonem w ekipie Pro Tour. To ważny dla mnie rok. Ścigałem się w Australii, w Katarze, w Omanie, w Turcji, w Polsce, w Belgii i w Holandii, w Hiszpanii i we Włoszech - powiedział jarocinianin Wielkopolskiemu Rowerowaniu.

– Wejście w sezon nastąpiło w Australii, podczas Santos Tour Down Under. W tym wyścigu Pro Tour miałem okazję ścigać się i rywalizować z siedmiokrotnym triumfatorem Tour de France Lancem Armstrongiem. Kiedyś, jako młody chłopak, marzyłem o tym, by go zobaczyć, jako kibic, jako zawodnika na rowerze. Nie przypuszczałem nigdy, że mój pierwszy start w barwach włoskiego teamu będzie jazdą obok znakomitego Amerykanina.

– Pojechałem do Kataru, gdzie przed zawodami upadłem na kostce, takiej spowalniającej ruch aut. Podniosłem się, pojechałem jazdę indywidualną na czas, jeszcze dwa etapy, ale ból w nodze narastał. Touru w Katarze nie ukończyłem, myślałem sobie, że po kilku dniach odpoczynku dam radę pedałować w Omanie. Nie mogłem. Pękniecie rzepki wyeliminowało mnie na dwa miesiące z treningów.

– Po przymusowej przerwie pojechałem z teamem do Turcji, gdzie złamałem obojczyk. Na szosę wróciłem w Kielcach, koniec czerwca, gdzie startowałem w szosowych mistrzostwach Polski. I dalej już było dobrze: jechałem w barwach Liquigasu w Tour de Pologne, następnie w Eneco Tour. Podczas tego wyścigu po Belgii i Holandii dotarła do mnie wiadomość: jadę w Vuelta a Espana.


Maciej Paterski, jarocinianin, gość kina "Echo".

– W tym roku jako kolarz Pro Touru widziałem kawałek świata, ale Madryt spodobał mi się najbardziej, zaś drużynowa jazda na czas w Sewilii o godzinie 23 zrobiła na mnie wrażenie. Jako team zajęliśmy drugie miejsce (10 sekund straty do HTC - Columbia), ale entuzjazm kibiców hiszpańskich był niesamowity. Przejechałem w tym roku około 30 tysięcy kilometrów na rowerze. Końcówka sezonu, od Tour de Pologne do Giro di Lombardia, była potwierdzeniem, że noga dobrze podaje. Myślę, że w tym roku zasłużyłem na dobre noty szefów Liquigas-Doimo.

– W przyszłym roku drugi sezon w Liquigasie. Myślę, że pojadę w jednym z wielkich tourów - może w Giro d'Italia. Marzy mi się częstszy udział w wyścigach belgijsko-holenderskich. Chciałbym już po raz trzeci wystartować w naszym Tour de Pologne.

Maciej Paterski 12 września tego roku ukończył 24 lata. Jest kolarzem zawodowym, dumą Jarocina. Dziś w kinie "Echo" (szacunek dla władz, które trzymają takie kino przy życiu) burmistrz Jarocina Adam Pawlicki dziękował w obecności mieszkańców miasta młodemu kolarzowi za dotychczasowe osiągnięcia, za promocję Jarocina i życzył także kolejnych sukcesów.

Byłem dziś w Jarocinie, rozmawiałem z Maciejem Paterskim, także z jego rodzicami (Urszulą - mama, Jan - ojciec) siostrą Ewą i żoną Asią.

Ale przede wszystkim zwróciłem uwagę na to, że do kina "Echo" licznie przyszła młodzież. Posłuchać relacji i wrażeń Macieja Paterskiego z sezonu 2010. W wielu młodych umysłach, jak choćby Agnieszki Koniecznej - znanej już w Wielkopolsce kolarki MTB, zaświtała taka zapewne myśl: czy nie warto podążyć za Maciejem Paterskim?

Za jego odwagą, za jego śmiałością, za wyrazistością sportowych marzeń, które przed laty nabierały życia pod okiem ludzi kochających rowery - Romualda (ojca) i Szymona (syna) Gruchalskich.
 

Dzień Niepodległości na sportowo
Skorzystałem z zaproszenia Piotra Miśkiewicza


Jadą jeden za drugim: Jan Materek z Legnicy na przedzie, za nim Piotr Miśkiewicz, Edward Pelikan, Bogusław Malke, Waldemar Nowacki i Marcin Lutomski.

Piotr Miśkiewicz zaprosił dziś do Puszczykowa swych przyjaciół - Bogusława Malke i Waldemara Nowackiego, gości z Legnicy oraz autora tych słów. Na marcińskie rogale, na miłe spotkanie, ale przede wszystkim na jazdę rowerową po Wielkopolskim Parku Narodowym.

Piotr Miśkiewicz jak mało kto zna tereny Wielkopolskiego Parku Narodowego. Z jego firmy, BCM Nowatex - ul. Wrzosowa 11, do przepięknego lasu jest bardzo blisko. Regularnie jeździ tu rowerem, a jak spadnie śnieg - lubi godzinami spacerować. Brodzić po kopnym puchu sam, z rodziną, ze znajomymi: tak było podczas ostatniej zimy.

Pojechaliśmy przed południem, choć od rana padało. Na ścieżkach mnóstwo liści, pod nimi zdradliwe tu i tam tam leżące suche patyki i gałęzie, także wiele wody i niezłych bajorek.

Rozpoczęliśmy bardzo patriotyczne, od wizyty na mogiłach powstańców. Zginęli w 1848 roku, podczas Wiosny Ludów, podczas tego czasu, kiedy mieszkańcy Mosiny na dwa dni wybili się na niepodległość i kiedy Rzeczpospolita Mosińska była realnym bytem politycznym.


Mogiła powstańców z 1848 roku. Wielkopolski Park Narodowy, 11 listopada 2010.

Ten fakt jest zapisany w podręcznikach historii, nie każdy jednak wie, że na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego są groby Polaków, którzy w maju 1848 roku postanowili walczyć o niepodległość.

Dalej na trasie był ścisły rezerwat Pojniki, trudno dostępne miejsce, gdzie zwierzęta od lat szukają dla siebie wody. Wiele zwalonych tu drzew, rowery trzeba było przenosić, ale widoki zapierające dech. Jak w górach.


Wielkopolski Park Narodowy, 11 listopada 2010. Piotr Miśkiewicz (z lewej) i Bogusław Malke.

– Musisz tu być, gdy spadnie śnieg - słyszę od Piotra Miśkiewicza, człowieka biznesu, który od kilkunastu już lat ubiera cyklistów i amatorów rowerowania. W Puszczykowie, na ulicy Wrzosowej 11, każdy pasjonat pedałowania znajdzie coś dla siebie: koszulki kolarskie, takież spodenki, ocieplacze, kurtki, skarpety, bieliznę.

Piotr Miśkiewicz tłumaczy nam, że w rezerwacie Pojniki w ostatnich kilku latach poziom wody opada: w wielu miejscach, gdzie zwierzęta mogły napić się wody - rośnie teraz już trawa.

Jedziemy siedmioosobową ekipą: Piotr Miśkiewicz, Marcin Lutomski (dziś jego imieniny - otrzymał od nas życzenia), Bogusław Malke (wiceprezes Poznańskiego Towarzystwa Cyklistów), Waldemar Nowacki, Jan Materek i Edward Pelikan z Legnicy oraz autor tych słów.

Wielkopolski Park Narodowy nasycony wodą i wilgocią. Przestało jednak padać. I gdzieś między drzewami przebijają się promienie słońca. I z najniższego punktu rezerwatu Pojniki pniemy się w górę. Trzeba uważać, by przypadkiem nie najechać na jakiś patyk, gałąź, by nie upaść na leśnej ścieżce.

Kilka minut nieustannego pedałowania pod górę i jesteśmy blisko asfaltu, drogi prowadzącej z Puszczykówka do Jezior. Na znanym turystom i samochodziarzom parkingu spotykamy inną grupę rowerzystów. Młodszych od siebie - studentów, ludzi biznesu, którzy tak jak my postanowili Dzień Niepodległości spędzić sportowo: na rowerze. Wymieniamy informacje o sobie, robimy wzajemnie sobie zdjęcia i jedziemy dalej. My w jedną stronę, oni w inną.


Wspólne zdjęcie w Jeziorach.

Na betonowych płytach Greisera utrwalam jazdę kolegów. Jadą szóstką, jak przed laty nasi reprezentanci na Wyścig Pokoju. Żółte liście z boku drogi nadają fotografii jakby artystyczny wymiar.

Jadąc w stronę Komornik, widzimy przed nami zwierzynę. Sarny i daniele, piękne i dorodne - ozdoba tego lasu, który od 1957 roku jest Wielkopolskim Parkiem Narodowym.

Jazda, pedałowanie i meta. W Puszczykowie na Wrzosowej 11, gdzie powstają znakomite stroje kolarskie, Piotr Miśkiewicz jako gospodarz podejmuje swych gości dobrym jadłem: golonką z kapustą i grochem. Umie gotować i lubi to robić. Jest to rodzaj bezinteresowności, o której wiedzą ci, którzy Pana Piotra znają od lat.


Jan Materek (od lewej), Edward Pelikan, Piotr Kurek, Piotr Miśkiewicz, Bogusław Malke i Waldemar Nowacki.
Fot. Marcin Lutomski

Tak jak ja. W lipcu 2001 roku wspólnie pedałowaliśmy 173 km wokół Poznania, uroczyście otwierając wraz z innymi pasjonatami MTB rowerowy pierścień wokół Grodu Przemysła. Jechali wówczas z nami: Tomasz Wiktor, Zenon Milczewski, Wojciech Pawlak, Marian Faryniarz, Aleksander Morozowski i wielu znakomitych ludzi różnych profesji. Koszulka kolarska z tego przejazdu, made in Nowatex Puszczykowo, jest bezcennym gadżetem.

Kilka godzin w Puszczykowie. Rowerowo, sportowo i z akcentami patriotycznymi. U Piotra Miśkiewicza z jego przyjaciółmi i znajomymi. Ładny dzień, godny zapamiętania. Na zawsze.
 

Prezes Skandii Paweł Ziemba
dziękuje maratończykom MTB
W przyszłym roku siedem edycji
Skandia Maraton Lang Team



Wielki finał Skandia Maraton Lang Team 2010. Rzeszów, 26 września 2010. Czesław Lang (5832), Krzysztof Golwiej (2845), Paweł Ziemba (1) i Piotr Kurek (pierwszy z lewej - autor Wielkopolskiego Rowerowania).

Warszawa 10 listopada 2010 r.


Drodzy miłośnicy rowerowego szaleństwa,

Zakończyliśmy kolejny sezon rowerowy. Pierwsze dni listopada to ostatnie chwile w roku, kiedy aktywnie jeździmy na dwóch kółkach. Zima to czas tylko dla najwytrwalszych miłośników jazdy na rowerze, którym nie straszne są deszcz, śnieg, wiatr i niskie temperatury.

4 LATA MINĘŁY…

W tym roku już po raz czwarty mieliśmy przyjemność gościć Was drodzy maratończycy na Skandia Maraton Lang Team. Jest to najbardziej medialny i najdynamiczniej rozwijający się cykl maratonów rowerowych w naszym kraju.

WIELKI FINAŁ, OGROMNE PODZIĘKOWANIA

Wielki finał Skandia Maraton Lang Team 2010 za nami. Chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim amatorom kolarstwa górskiego, z którymi miałem zaszczyt rywalizować w 8 miastach: Chodzieży, Bielawie, Białowieży, Olsztynie, Sopocie, Nałęczowie, Białymstoku i Rzeszowie. To dzięki Waszej obecności stworzyliśmy wydarzenie sportowe, które z roku na rok cieszy się ogromną popularnością i coraz większym zainteresowaniem.

Dla mnie, jako uczestnika wszystkich edycji najważniejszy jest fakt, że Skandia Maraton Lang Team to sportowe święto, które wielu z Was na stałe wpisało w swój kalendarz, przyjeżdżając często z odległych stron Polski, aby rywalizować na trasie, pokonywać własne słabości i konkurować z i innymi miłośnikami dwóch kółek, z zachowaniem zasad fair play.

A W PRZYSZŁYM ROKU…

Skandia wspólnie z Lang Team zaprasza na piątą już imprezę z cyklu Skandia Maraton Lang Team. Znamy już wstępny harmonogram wyścigów: 30.04; 14.05; 28.05; 11.06; 25.06; 17.09; 01.10.

Korzystając z doświadczeń zdobytych przy organizacji poprzednich edycji maratonu dołożymy wszelkich starań, aby przyszłoroczny cykl dostarczył zawodnikom i kibicom niezapomnianych emocji sportowych.

PRZYJEDŹ, ZOBACZ, WYSTARTUJ!

Informacje o Skandia Maraton Lang Team 2011 już wkrótce na stronie: www.skandiamaraton.pl

ZOBACZ ZDJĘCIA Z RZESZOWA

Na zawodników czeka 10.000 zdjęć z Rzeszowa:
http://www.sportograf.de/pl/shop/event/926

oraz galeria the best of Skandia Maraton Lang Team - Rzeszów:
http://www.sportograf.de/bestof/926/index.html

Jeszcze raz serdecznie dziękuję i zapraszam na kolejny sezon rowerowy ze Skandia Maraton Lang Team!

Paweł Ziemba
Prezes Skandia Życie TU S.A.
uczestnik wszystkich edycji Skandia Maraton Lang Team 2010

Sylwetka prezesa Skandii Pawła Ziemby
na stronie Organizatorzy imprez

 

Dwa brązowe medale dla Polski
Rafał Ratajczyk i Małgorzata Wojtyra
nie zawiedli w torowym wieloboju

Dwa brązowe medale zdobyli w Pruszkowie reprezentanci Polski na zakończenie mistrzostw Europy w kolarstwie torowym. Na trzecim stopniu podium stanęli Rafał Ratajczyk i Małgorzata Wojtyra.

Oboje startowali w konkurencji dla najwszechstronniejszych - wieloboju (omnium).

Więcej na stronie Kalendarz imprez/ Inne imprezy rowerowe/ Dwa brązowe medale dla Polski

 

90 lat Polskiego Związku Kolarskiego
Pokaz laserów i sztucznych ogni w Pruszkowie

Pokazem laserów i sztucznych ogni rozpoczęły się w piątek 5 listopada w Pruszkowie mistrzostwa Europy w kolarstwie torowym. Otwarcie imprezy poprzedziła uroczysta gala z okazji 90-lecia Polskiego Związku Kolarskiego.


Czesław Lang (pierwszy z lewej) od ponad trzydziestu lat jest na kolarskim topie: jako zawodnik, i jako organizator imprez kolarskich. Dziś syn Ziemi Bytowskiej otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Na zdjęciu z Siergiejem Suchoruczenkowem (w środku) i Jurijem Barinowem. Moskwa, Igrzyska Olimpijskie, 1980 rok.
Archiwum Czesława Langa

Odznaczenia państwowe otrzymało 33 najbardziej zasłużonych kolarzy, trenerów, działaczy i dziennikarzy.

Przedstawiciel prezydenta RP Bronisława Komorowskiego - Waldemar Strzałkowski udekorował Krzyżami Oficerskimi Orderu Odrodzenia Polski: Czesława Langa, Karola Madaja, Tadeusza Mytnika, Lecha Piaseckiego, Zbigniewa Szczepkowskiego, Mariana Więckowskiego i Mieczysława Żelaznowskiego.

Wśród odznaczonych Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski znalazła się mistrzyni świata w kolarstwie górskim Maja Włoszczowska.

 


Pierwsze złoto dla Brytyjczyków
Drużynowe 4000 metrów na dochodzenie

Wielka Brytania zdobyła złoty medal w konkurencji jazdy drużynowej na dochodzenie podczas pierwszego dnia rywalizacji w Mistrzostwach Europy elity w kolarstwie torowym Warszawa/Pruszków 2010.

Steven Burke, Edward Clancy, Jason Queally i Andrew Tennant wygrali rywalizację na dystansie 4000 metrów pokonując reprezentantów Rosji. Pierwsza połowa dystansu była bardzo wyrównana, a obie ekipy dzieliły ułamki sekundy. Dopiero w drugiej części Brytyjczycy zyskali przewagę, którą powiększali aż do mety, uzyskując czas 4.00.482. Rosjanie zdołali uzyskać 4.04.274.


Brytyjczycy jadą po złoty medal. W Pruszkowie jest do zdobycia dziesięć złotych medali.
Fot. LangTeam

W walce o brąz, gdzie rywalizowali Holendrzy z Hiszpanami, wygrali ci pierwsi uzyskując czas 4.06.049. Ich rywale potrzebowali na pokonanie tego dystansu 4.08.099.

Reprezentanci Wielkiej Brytanii wygrali kwalifikacje wyścigu drużynowego na dochodzenie mężczyzn. Polacy zajęli 10. miejsce w stawce 12 ekip. Polacy wystartowali w składzie: Dawid Głowacki, Adrian Kurek, Rafał Ratajczyk i Grzegorz Stępniak. Nasi kolarze uzyskali czas 4.11.567, co pozwoliło im wyprzedzić jedynie Belgów i Czechów.

Najlepiej pojechali Brytyjczycy, którzy pewnie wygrali kwalifikacje. Steven Burke, Edward Clancy, Jason Queally i Andrew Tennant wykręcili czas 4.01.953. Drugie miejsce wywalczyli Rosjanie z czasem 4.03.690.

Wyścig drużynowy na dochodzenie kobiet, podobnie jak u panów, zakończył się zwycięstwem Wielkiej Brytanii. Katie Colclough, Wendy Houvenaghel i Laura Trott pokonały kolarki z Litwy.
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL