R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 23273051 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-02-21
Tęczowa koszulka
ozdobi salon w Pruszkowie

 

Adrian Tekliński o swej karierze
i swym sukcesie w Hongkongu



– Miałem 11 lat, był wrzesień 2001 roku, gdy wystartowałem w swym pierwszym wyścigu kolarskim. Odbywał się niedaleko Brzegu, w Czeskiej Wsi. Byłem żakiem i w debiutanckiej rywalizacji na szosie o ogólnopolskim wymiarze wypadłem bardzo dobrze. I choć jazdy na trzech rundach po 2 kilometry każda nie wygrałem, to jednak okazało się, że w tej kategorii wiekowej jestem najlepszy z zawodników Opolszczyzny. W nagrodę otrzymałem rower górski marki "Kross" - mówi Adrian Tekliński, torowy mistrz świata.

– Mam go do dzisiaj. Jest moją pierwszą nagrodą, nie stracił przez lata bordowego koloru. Otwiera listę mych kolarskich osiągnięć - przypomina czas sprzed prawie 16 lat najbardziej znany mieszkaniec opolskiego Brzegu. Wcześniej próbował tenisa i piłki nożnej. 
 
Urodził się 3 listopada 1989 roku w tym mieście. Tutaj rozpoczął edukację w Szkole Podstawowej nr 1 przy ulicy Piastowskiej i wkrótce dał się poznać jako uzdolniony uczeń i sportowiec. Jest czerwiec 2002 roku i prawie trzynastoletni Adrian Tekliński jedzie z kolegami do Bydgoszczy na ogólnopolski finał Czwartków Lekkoatletycznych. Na stadionie Zawiszy skaczą wzwyż, biegają 60 metrów i 1 kilometr oraz rzucają piłką palantową. Młodzi ludzie z Opolszczyzny zajmują 4. miejsce, a w składzie szkolnej drużyny jest późniejszy reprezentant Polski w skoku wzwyż Bartosz Krocz (rekord życiowy - 2 metry 13 centymetrów).

– To był mój pierwszy sukces sportowy z rozgłosem. W drodze powrotnej z Bydgoszczy do Brzegu, gdy byliśmy w pociągu, dzwonili do nas przedstawiciele mediów z rodzinnego miasta, wypytując o szczegóły lekkoatletycznej rywalizacji - mówi 27-letni kolarz.

– Dziś przeżywam to samo, tyle że w zwielokrotnionej skali. Redakcje sportowe radia i telewizji, także prasowe chcą ze mną rozmawiać. Pytają o szczegóły przygotowań do torowych mistrzostw świata w Hongkongu, o moją dotychczasową karierę sportową, dosłownie o wszystko, o to jak jechałem po tęczową koszulkę championa globu w scratchu - mówi wielce sympatyczny mieszkaniec Brzegu. I dodaje: – To także wiele spotkań innych, jak choćby z władzami Brzegu. Tymi spotkaniami spłacam kredyt zaufania wobec kolarstwa, pięknego sportu. I wpisuję się w kreowanie polskiej siły cyklizmu, dopisuję torową cegiełkę do osiągnięć Michała Kwiatkowskiego, Rafała Majki, czy też Mai Włoszczowskiej i Kasi Niewiadomej.
 
Nie miał żadnej taktyki na ten wyścig. Niczego z góry nie zakładał. Ale przed startem swoistego bodźca otrzymał od Dariusza Banaszka - prezesa Polskiego Związku Kolarskiego. – Spróbuj zawalczyć, bądź odważny, zaryzkuj - tak odczytuję gesty i może słowa pana Darka - mówi. 
 
Czym jest scratch? Wytrzymałościową konkurencją torową. Jedzie się 15 kilometrów rozpisanych na 60 rund. Jest ponad dwudziestu rywali, jak w Hongkongu, i trzeba przez cały czas zachować czujność. 
 
– Nie wyliczę co do centymetra, kiedy zaatakowałem. To było, plus minus, siedem rund przed finiszową kreską. Cisnąłem z całej siły, odjeżdżałem rywalom z prędkością ponad 65 kilometrów na godzinę. I tak kilka rund. Ostatnie dwie to była walka z bólem, na granicy ludzkich możliwości. Wytrwałem, dojechałem pierwszy do mety. Ale nie od razu dotarło do mnie, że jestem mistrzem świata na torze - wraca do zdarzeń sprzed ponad tygodnia. 
 
– Otoczyli mnie koledzy i koleżanki z reprezentacji Polski, prezes Dariusz Banaszek, trener Jacek Kasprzak. Fruwałem w powietrzu, były łzy, radość nie do opisania. I podium, i Mazurek Dąbrowskiego. I docierająca do mnie z każdą kolejną minutą świadomość, że jestem mistrzem świata. I telefon z Polski: od rodziców - ich wielka radość. 

– Na tą chwilę pracowałem całe swe sportowe życie. Od tego wyścigu 11-letniego żaka Adriana Teklińskiego w Czeskiej Wsi pod Brzegiem do 13 kwietnia 2017 minęło prawie szesnaście lat. Tyle już jestem w kolarstwie. Wytrwałem w tym sporcie, choć momentami nie było łatwo. Warto było się trudzić, by zostać mistrzem świata.

W lipcu 2006 po raz pierwszy jako junior założył koszulkę reprezentanta Polski, gdy pojechał na torowe mistrzostwa Europy juniorów do Aten. Tam zdobył swój pierwszy medal kontynentalny - brązowy razem z dwoma kolegami (Konrad Dąbkowski i Paweł Sarnecki) w drużynowym wyścigu sprinterskim. Ten sukces przesądził o tym, że postanowił być dalej kolarzem.

Przed rokiem pod Paryżem został wicemistrzem Europy w scratchu, przed dwoma laty w Szwajcarii brązowy medal tej specjalności w wymiarze Starego Kontynentu. I teraz doszło złoto. Światowe złoto, upragnione, wyśnione.

– Urodziłem się w Brzegu, tutaj rozpocząłem edukację i zdałem maturę, stąd ruszyłem do Krakowa na studia nauk politycznych. Ale w tym opolskim mieście nad Odrą przez długie lata pociłem się i trenowałem kolarstwo. Moim pierwszym trenerem był Franciszek Moszumański, moimi miejscami do jazdy zielone tereny Brzegu. Jest ich tutaj sporo. Jestem fanem tego miasta, którego urodę podkreśla Zamek Książąt Polskich (mały Wawel). Lubię tu odpoczywać, nabierać energii. Wszystko, czego nauczyłem się w kolarstwie, chłonąłem w rodzinnym mieście. Ale teraz zdecydowałem się zmienić miejsce zamieszkania. 
 
– Przenoszę się do Pruszkowa, by być blisko polskiego toru kolarskiego. Mam już tutaj mieszkanie i wspólnie z moją sympatią Martą (dzięki niej moja kariera nabrała rozpędu) je urządzamy. Kiedy już wszystko będzie poustawiane, porozwieszane, przestrzennie dopieszczone, otóż na koniec na ścianie salonu zawiśnie tęczowa koszulka mistrza świata. Mam naturę sportowca - wojownika, ale też i humanisty. I gdybym miał określić to, co się zdarzy w związku z przeprowadzką, określiłbym krótko: Tęcza "Tekli" promieniować będzie w Pruszkowie!

– Ktoś może zapytać, dlaczego opuszczam Brzeg i ukochanych rodziców oraz siostrę Aleksandrę - koszykarkę? Odpowiedż jest prosta: wracałem do Warszawy z Hongkongu ze złotym medalem i informacją wyrażoną przez szefa UCI Briana Cooksona wobec prezesa PZKol Dariusza Banaszka, że światowy championat na torze w roku 2019 odbędzie się właśnie w Pruszkowie. 
 
Tutaj Adrian Tekliński w roku 2009 po raz pierwszy startował w mistrzostwach świata. – Sportowiec winien mieć marzenia. Śniłem po nocach o złocie. Teraz myślę już głośniej i publicznie o powtórce tego sukcesu. I nie gdzieś w Azji, ale w sercu Polski, na klasycznie zbudowanym przed laty torze. Dobrym, solidnym, na którym wyrosły sukcesy koleżanek i kolegów z biało-czerwonej reprezentacji.

 Za dwa lata nie będzie miał jeszcze trzydziestu lat. W Hongkongu jechał na rowerze marki Cervello, kołach Mavic i komponentach firmy 3T. Ma go do swej dyspozycji od dwóch lat. – Kiedy zobaczyłem, jak Sebastian Malecki (mechanik kadry) go przygotował, jak dumnie i błyszcząco lśnił na stojaku, pomyślałem sobie: – Będzie dobrze.

Biegnie jego jedenasty rok przygody z kolarstwem torowym. – Wyrośliśmy, mamy dobrych kolarzy, świetna atmosfera panuje w kadrze narodowej - podkreśla. – Gonimy najlepszych na świecie, a przecież w tym sporcie niekiedy o sukcesie decyduje droższy rower, lepszy osprzęt, bardziej aerodynamiczne kaski, czy też buty, łożyska. By być w czołówce światowej, musimy być z najlepszymi na tym samym poziomie technologicznym. Okupujemy cztery pierwsze miejsca w rankingu UCI w kolarstwie torowym - ja i trzech jeszcze innych kolegów, co jest wydarzeniem bez precedensu.

Ulubione tory kolarskie. Ten pod Paryżem jest stworzony do najszybszej jazdy. Ten w Hongkongu wkrótce wzbogaci się o galerię sław - tegorocznych mistrzów świata. – Ja też w niej będę. I to już na zawsze - uśmiecha się nasz mistrz.

Lubi muzykę. Od zawsze, jak tylko sięga pamięcią, jest zakręcony na punkcie zespołu "Metallica". Miał 12 lat,. gdy słuchał ich na koncercie w Chorzowie. Już teraz cieszy się na ich przyszłoroczny przyjazd do Polski. – Ta muzyka mnie nakręca, uspakaja i zachęca do rywalizacji sportowej - podkreśla. Lubię książki - szczególnie o historii. Uwielbiam rozmowy z ojcem o przeszłości Polski i świata. Zna język angielski i rosyjski. Tego ostatniego nauczył się, między innymi, w Moskwie, gdzie przez rok jeździł z potrzeby serca. Wielce ceni sobie rozmowy z Jackiem Kasprzakiem - trenerem kadry.

Swą pracę licencjacką z nauk politycznych wysyłał w lutym ubiegłego roku z Hongkongu (zawody Pucharu Świata) do Krakowa na uczelnię - Wyższą Szkołę im. Bogdana Jańskiego. Pisał ją o źródłach energii w państwach Unii Europejskiej. I obronił ją na piątkę. Zachętą do tego była praca ojca w Tauronie, wybitnego fachowca od energetyki.

Gdy lądował na Okęciu, wiedział, że poza ludźmi kolarstwa będą na niego czekać najbliżsi: mama Anna, tata Mariusz i siostra Ola (Aleksandra) - koszykarka (gra w Brzegu, wcześniej w Brzegu, Krakowie i Pabianicach). – Oni najlepiej ze wszystkich wiedzą, jak długa była moja droga do złota. Oni wiedzą, że upór i determinacja czynią cuda, także w kolarstwie. Oni wierzyli w mój sukces.

Zamierza w tym roku pojawić się na kilku wyścigach szosowych w kraju. Także na czerwcowych szosowych Mistrzostwach Polski w Krokowej i Gdyni. – To obowiązek dla każdego kolarza nad Wisłą i Odrą.

                                        Piotr Kurek

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL